Komendantka Maureen Biggane: Jedna strzelanina to o jedną za dużo

Komendantka Maureen Biggane: Jedna strzelanina to o jedną za dużo

Chciała być prawniczką, lecz zakochała się w policji. Dziś jest nową komendantką największego w mieście, 16. dystryktu obejmującego północno-zachodnie dzielnice Chicago i gęsto zamieszkanego przez polską społeczność. O wzroście i spadku przestępczości w tym rejonie, nastrojach w chicagowskiej policji i cechach dobrego policjanta z komendantką Maureen Biggane rozmawia Joanna Marszałek.

Joanna Marszałek: – Chicagowska policja niedawno opublikowała wstępne statystyki za miniony rok. Mowa w nich o spadku przestępczości i 561 zabójstwach w całym mieście. Jak wyglądają statystyki w 16. dystrykcie?
Maureen Biggane: – Również optymistycznie. O 50 proc. zmniejszyła się liczba morderstw, o 10 proc. liczba strzelanin, rabunki spadły o 5 proc., kradzieże samochodów o 15 procent. 3-procentowy wzrost zaobserwowaliśmy w liczbie włamań, a kradzieże mienia wzrosły o 19 proc. i tym samym są w tej chwili największym wyzwaniem. Chodzi głównie o kradzieże kół i katalizatorów z pojazdów, a także komputerów, pieniędzy itp. Właśnie dziś wysyłam na ulice specjalny zespół, który będzie patrolował regiony najbardziej dotknięte tymi przypadkami. To co prawda kradzież mienia, nie przestępstwa z użyciem przemocy, lecz wiem, że dla mieszkańców te przypadki są równie dokuczliwe. Rano chcesz jechać do pracy, a twój samochód w miejscu kół ma podłożone pustaki.

Ile było strzelanin i morderstw w 16. dystrykcie w 2018 roku?
– 19 strzelanin, w których ucierpiało 21 ofiar. W 2017 roku strzelanin było 21. Były też dwa morderstwa, w tym jedno rozszerzone samobójstwo.

Dlaczego jest więcej strzelanin na północnym-zachodzie Chicago – w dzielnicach do niedawna uważanych za bezpieczne? Strzelaniny były zawsze domeną południowych i zachodnich dzielnic, dlaczego teraz zdarzają się w rejonie Jefferson Park?
– Nie potrafię odpowiedzieć dlaczego, nie ma przypływu gangów w te rejony. Są dwie małe grupy gangów, lecz o ile nam wiadomo, nie ma między nimi konfliktu. Jedną z przyczyn może być łatwiejszy dostęp do broni. To coś, z czym stale walczymy – zlikwidowanie broni z ulic Chicago. Jednak dystrykt 16. w dalszym ciągu jest jednym z najbezpieczniejszych w mieście. Nasze statystyki daleko odbiegają od statystyk z innych części Chicago. Rozumiem, że jeśli ktoś słyszy o strzelaninie parę przecznic od swojego domu, to może mieć wątpliwości. Jedna strzelanina czy jeden napad zbrojny to o jeden za dużo.
Strzelaniny, do których doszło w 16. dystrykcie odkąd objęłam stanowisko, to kilka przypadkowych postrzeleń zadanych sobie przez samą ofiarę. Kilka innych zostało odnotowanych w 16. dystrykcie, ponieważ ofiary trafiły do szpitala Community First w naszym dystrykcie. Nie wszystkie ofiary współpracują z policją i są skłonne udzielić szczegółów co do miejsca incydentu. W związku z tym w raporcie zapisywany jest adres szpitala, choć strzelanina niekoniecznie musiała wydarzyć się w 16. dystrykcie. W listopadzie doszło też do tragicznego zdarzenia, gdzie mąż zabił żonę, a potem siebie. W dalszym ciągu są to jednak wyizolowane przypadki, nie konflikty gangów.

Co mogą zrobić mieszkańcy 16. dystryktu, aby był on jeszcze bezpieczniejszy?
– W tej chwili największym problemem są przestępstwa względem mienia. Wyeliminujmy więc bodźce dla sprawców: nie zostawiajmy w samochodach na widoku rzeczy, komputerów, pieniędzy. Zamykajmy drzwi na klucz, parkujmy w oświetlonych rejonach, zostawiajmy światła na werandzie. Gdy lampa uliczna nie działa, zawiadomcie 311. Wiele drobnych rzeczy składa się na zwiększenie bezpieczeństwa. Prosimy o zachowanie zdrowego rozsądku. Czasami w raporcie czytamy – drzwi nie były zamknięte na klucz. Warto wiedzieć, że nastoletni przestępcy przechadzają się ulicą i sprawdzają wszystkie klamki – aż trafią na niezamknięte drzwi. Ponadto ludzie często wahają się, czy dzwonić na policję, bo nie są pewni, czy zdarzenie było podejrzane. Jeżeli wydaje się podejrzane – zadzwońcie, pozwólcie nam to sprawdzić. Dzielcie się z nami informacjami, przychodźcie na spotkania z policją, poznajcie swoich sąsiadów, pilnujcie się nawzajem.

Mapa 16 dystryktu
fot.CPD

W zeszłym roku słyszeliśmy też o mrożących krew w żyłach próbach uprowadzenia dziecka w Jefferson Park. O czym powinni pamiętać rodzice?
– Najważniejsza jest edukacja dzieci. Uczmy, żeby nie rozmawiały z obcymi bez względu na to, co im oferują. Jeśli ktoś cię zaczepia, jak najszybciej zawiadom najbliższego dorosłego, którego znasz. A rodzice – zawsze i przede wszystkim, zawiadamiajcie policję. Dokumentacja incydentu pozwala na wysłanie patrolu. Jeśli nie wiemy, że gdzieś się coś dzieje, to może nas tam nie być. Uczmy dzieci, by zwracały uwagę na szczegóły. Dzieci mogą nie zapamiętać numeru tablic rejestracyjnych, ale zapamiętają kolor samochodu.

Miniony rok był trudny dla chicagowskiej policji. Aż czterech oficerów zginęło na służbie. Kolejnych czterech popełniło samobójstwo. Jak te wydarzenia wpłynęły na nastroje policjantów w Pani dystrykcie?
– Oficer Samuel Jimenez, który 19 listopada został zabity na służbie w incydencie w szpitalu Mercy, mieszkał w 16. dystrykcie. Okazało się, że jest u nas czterech bardzo młodych oficerów, którzy kilka miesięcy wcześniej kończyli z nim akademię policyjną, wspólnie zaczynali pracę w policji. Zapytałam, jak się czują i czy nie chcą skorzystać z programu pomocy klinicznej. Zaoferowałam im również, że jeżeli tej nocy chcą pójść do domu i być ze swoimi rodzinami, to usprawiedliwię im nieobecność. Stanowczo odmówili. Odpowiedzieli, że złożyli przysięgę i chcą wykonywać swoją pracę, tak jak robił to oficer Jimenez. Czy złamało to naszego ducha? Nie, choć niewątpliwie złamało nasze serca. To tragiczne wydarzenia, z którymi liczymy się, gdy składamy przysięgę.
Jednak zalew wsparcia, jaki otrzymaliśmy po śmierci oficerów ze strony różnych społeczności, moim zdaniem umocnił nas. To było coś pozytywnego, co zaczerpnęliśmy z negatywnych zdarzeń. Było tak zarówno z oficerem Jimenezem, jak i oficerem Bauerem oraz dwoma funkcjonariuszami, którzy niedawno zginęli na torach. Miło było przypomnieć sobie, że społeczność naprawdę nas wspiera, a to buduje i pobudza nową energię do pracy.

Na sukces w policji nie można liczyć tylko na podstawie bycia wielkim i silnym. Można naprawdę dużo osiągnąć dzięki współczuciu, próbie zrozumienia, umiejętności słuchania i komunikacji. Jeżeli stosujesz siłę, znajdziesz się na polu bitwy

A co z policjantami, którzy targnęli się na własne życie? Właśnie dziś odbywał się pogrzeb jednego z nich, który popełnił samobójstwo w Nowy Rok. Czy jako komendantkę martwi Panią, że coś takiego może wydarzyć się w Pani dystrykcie?
– Zdecydowanie tak. Zawsze się zastanawiam, czy czegoś nie przeoczam. Muszę polegać na bezpośrednich przełożonych oficerów, bo to oni są przecież z nimi w codziennym kontakcie i to oni mają szansę wyczuć, czy coś jest nie tak. Może są jakieś znaki, może oficer wygląda mniej schludnie niż zazwyczaj. Departament policji ożywił swój program pomocy dla pracowników – Employee Assistance Program – który oferuje pomoc dla oficerów i ich rodzin 24 godziny na dobę. Kładę na to nacisk w rozmowach i po każdej śmierci w policji – czy to na służbie, czy wskutek samobójstwa, dzwonię i przypominam: jeśli potrzebujecie pomocy, ona jest dostępna. Jeśli boicie się o nią prosić, porozmawiajcie ze swoim partnerem. Ta sprawa zdecydowanie leży mi na sercu, jak i całemu departamentowi policji w Chicago.

Biorąc pod uwagę wszystkie wyzwania w chicagowskiej policji, czy nadal zachęca Pani młodych Amerykanów polskiego pochodzenia do wstąpienia do policji?
– Tak! Wierzę, że to jest najwspanialszy zawód na świecie. Kocham swoją pracę i wiem, że większość oficerów czuje to samo. Ta praca naprawdę pozwala na co dzień zmienić czyjeś życie. Nigdy nie wiesz, jak daleko może zajść najprostszy gest i jaki impakt może wywrzeć w społeczeństwie. Jeżeli w tym duchu podchodzisz do pracy w policji, wówczas odniesiesz sukces, a praca nie będzie nawet wydawać się pracą. Robię tak od 26 lat. Niedawno wróciłam do patrolu i jestem bardzo szczęśliwa, że znów mogę pracować ze społecznością. Mamy również kilku nowych, młodych oficerów – Amerykanów polskiego pochodzenia i widzę ich podekscytowanie. To wspaniały zawód.

Jakie są najważniejsze cechy, które powinien posiadać policjant?
– Współczucie. Integralność osobista. Profesjonalizm. Reprezentujesz coś więcej niż chicagowski departament policji, reprezentujesz zawód i powołanie. Mnie w pracy zawsze najbardziej pomagało współczucie. Trzeba umieć słuchać i próbować zrozumieć.

Czy policjanci się boją?
– Tak. Skłamałabym, mówiąc że nie. Ale ten strach trzeba przezwyciężyć. Złożyłeś przysięgę i musisz iść do przodu. Jesteś przeszkolony i wiesz, jaki jest następny krok. To kolejna rzecz, na którą departament kładzie nacisk. Upewnienie się, że policjanci mają niezbędne przeszkolenie, krytyczne w podejmowaniu decyzji, gdy w grę wchodzą ułamki sekundy.

Co myśli Pani o uznaniu chicagowskiego policjanta Jasona van Dyke’a winnym morderstwa drugiego stopnia oraz o jego kolegach oskarżonych o zmowę milczenia?
– Nie mogę komentować w tej sprawie. Przeszła ona przez wymiar sprawiedliwości, który wspieramy i to wszystko, co mam do powiedzenia.

Czy chicagowska policja ma nowe wytyczne w związku z zaostrzoną polityką imigracyjną prezydenta Trumpa?
– Nie pytamy mieszkańców o ich status imigracyjny. Bardzo proszę wszystkie osoby, które są ofiarami przestępstwa lub potrzebują pomocy policji, aby się tego nie obawiały. Status imigracyjny nie ma w tym przypadku nic do rzeczy. Nie pytamy o niego, nie dzwonimy do urzędu imigracyjnego, jesteśmy po to, by służyć i chronić – to wszystko.

A jeśli mimo wszystko policjant zapyta?
– Nie odpowiadać i poprosić o przełożonego. To pytanie nie powinno paść.

Nieczęsto spotyka się kobietę komendanta. Jakie cechy Pani zdaniem wnoszą kobiety do policji?
– Te same, które wnoszą mężczyźni. Na sukces w policji nie można liczyć tylko na podstawie bycia wielkim i silnym. Można naprawdę dużo osiągnąć dzięki współczuciu, próbie zrozumienia, umiejętności słuchania i komunikacji. Jeżeli stosujesz siłę, znajdziesz się na polu bitwy. Naszym zadaniem jest deeskalacja sytuacji przy pomocy odpowiednich technik. Potrafią to nie tylko kobiety. Możesz być efektywnym policjantem bez konieczności bycia stereotypowo wielkim i silnym. Dla mnie polem zainteresowania zawsze było pytanie, jak mogę efektywnie się komunikować, aby otrzymać pożądane rezultaty. Czasami to się udaje, a czasami nie. Absolutnie nie zgadzam się z osobami, które myślą, że nie możesz być dobrym policjantem będąc kobietą. Jest wiele świetnych policjantek. I świetnych policjantów.

Czy zawsze chciała być Pani policjantką?
– Nie, chciałam być adwokatem. Do policji trafiłam, ponieważ oferowano tam program zwrotu kosztów nauki. Zakładałam, że gdy tylko będę mogła, wrócę do szkoły. I wtedy zakochałam się w pracy w policji. Nie chciałam już robić nic innego, tylko zostać policjantką. Najpierw byłam oficerem rewirowym, później sierżantem i porucznikiem w policji. W listopadzie zostałam mianowana komendantem 16. dystryktu, który rozciąga się około 13 mil na północnym zachodzie Chicago i mam pod sobą około 300-osobowy personel. Zawsze najbardziej lubiłam być w terenie i pracę ze społecznością. Do szkoły prawniczej poszłam więc… 24 lata później i ukończyłam ją w zeszłym roku. Mam jednak zamiar pozostać w policji i wykorzystywać zdobytą wiedzę, aby pomóc departamentowi oraz młodym, początkującym oficerom. Bardzo się cieszę z możliwości współpracy ze wszystkimi, w tym z polską społecznością.

Ale to nie jest jedyny związek, jaki ma Pani z polską społecznością…
– Mój mąż jest Polakiem. Urodził się tutaj, ale mówi po polsku, a jego rodzice są z Białegostoku. To on sprowadził mnie na północny zachód Chicago, zapoznał z polską grupą etniczną i polskością, którą oczywiście od razu pokochałam.

Gratulujemy, życzymy wielu sukcesów na nowym stanowisku i dziękujemy za rozmowę.

j.marszalek@zwiazkowy.com

Na zdjęciu głównym: Komendant Maureen C. Biggane fot.Ewa Malcher

Categories: Wywiad, Wywiady

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*