Jackowo, czyli wolność

Jackowo, czyli wolność

Rozmowa z Adrianem Prawicą i Rafałem Muskałą – twórcami filmu „A Night On Milwaukee Avenue”, opowiadającego o nocnym życiu Jackowa, najsłynniejszej polonijnej dzielnicy świata.

Grzegorz Dziedzic: – Zrobiliście film o nocnym życiu Jackowa w latach świetności tej polonijnej dzielnicy. Czy Polonia w Chicago wciąż potrafi bawić się tak, jak bawiła się w latach 70. i 80. ubiegłego wieku?

Rafał Muskała: – Polonia dzisiaj bawi się zupełnie inaczej niż kiedyś, bo nie istnieją miejsca, w których mogłaby się bawić tak jak kiedyś. Od czasów, o których opowiada film „A Night On Milwaukee Avenue” wiele się zmieniło, także w barach i lokalach rozrywkowych. Dzisiaj w każdym wisi kilka ogromnych telewizorów, a to sprawia, że wciąż związani jesteśmy z bieżącymi wydarzeniami. Mamy smartfony podpięte do internetu. Konwersacja z drugim człowiekiem schodzi na dalszy plan. Jeszcze dwadzieścia lat temu ludzie ze sobą rozmawiali.
Adrian Prawica: – Sytuacja technologiczna, socjologiczna i ekonomiczna jest dziś inna niż wtedy. 35-40 lat temu Polacy przyjeżdżali do USA z uciemiężonego, szarego kraju, w którym bez przerwy słyszeli, co mają robić i w jaki sposób myśleć i mówić. Wyjazd do Ameryki był niczym dla kogoś głodnego wejście do sklepu pełnego jedzenia.

Wasz film opowiada o Jackowie, ale przede wszystkim o tzw. solidarnościowej fali emigracyjnej. O ludziach, którzy z komunistycznej Polski przyjeżdżali do Ameryki. Czy w waszym filmie udało się oddać  ówczesnego ducha, tę atmosferę łaknienia wolności?

Adrian Prawica: – Emigracja do USA była wtedy ogromnym szokiem i nie lada przeżyciem. Na Jackowie żyło się jak w Polsce, tylko dostatnio i w atmosferze wolności. Nikt nie chciał wracać do Polski, a jednocześnie każdy za Polską tęsknił. Polacy pracowali ciężko, a po pracy hucznie się bawili. Myślę, że udało nam się oddać tamten klimat Jackowa, które pozwalało Polakom na uwolnienie się i bycie sobą.
Rafał Muskała: – Polacy zawsze kochali Amerykę. Kochali amerykańską wolność i przestrzeń. Tę wolność pokazaliśmy choćby poprzez opowieść o podróżach polskich artystów po Ameryce, do Nashville, Las Vegas, czy Atlantic City.

Od premiery waszego pierwszego filmu „Czwarta dzielnica” minęło pięć lat. „A Night On Milwaukee Avenue” to przeskok nie tylko historyczny, ale i tematyczny. Skąd wziął się pomysł na film o Jackowie?

Adrian Prawica: – Temat podrzuciła mi moja żona, która czytała wspomnienia artystów z tamtych czasów, m. in. Maryli Rodowicz. Ja te kluby pamiętam, odwiedzałem je jako dziecko, ponieważ grał w nich na trąbce mój ojciec. Ta historia odchodzi już powoli w zapomnienie. To czasy, które już nie wrócą, a to co działo się wtedy na Jackowie, nie byłoby już dziś możliwe. Nie ma już takich klubów, takich skupisk Polonii, takiego stosunku dolara do złotówki. Nasz film ma z jednej strony przypomnieć Polakom o tamtych czasach i miejscach, a z drugiej daje szansę widowni niepolskiej do zapoznania się z historią dzielnicy, polską muzyką i kulturą.
Rafał Muskała: – Muzyka nie zna granic, a za jej pośrednictwem można przekazać bardzo wiele emocji. Na Jackowie tęsknota za ojczyzną mieszała się z uczuciem radości i spełnienia z bycia w Ameryce. Polacy kochają muzykę na żywo i dobrą zabawę. Kluby na Jackowie cieszyły się ogromnym powodzeniem. Chodzili do nich praktycznie wszyscy.

Rafal Muskała

Adrian Prawica

Czy można powiedzieć, że bohaterem waszego filmu jest samo Jackowo, które przedstawiacie jako „najbardziej znaną polską dzielnicę świata”?

Adrian Prawica: – To oczywiście historia o Jackowie, ale opowiedziana z perspektywy minionych czasów i ludzi, którzy wtedy tam mieszkali. To, że Jackowo istniało jako polonijna dzielnica, było wypadkową kilku czynników. Nie istniałoby, gdyby amerykańska rzeczywistość tak bardzo nie różniła się od polskiej, gdyby Polacy nie musieli tutaj przyjeżdżać uciekając przed komunizmem.
Rafał Muskała: – Jackowo stanowiło kumulację tego wszystkiego, co dla Polonii było ważne. Na Jackowie załatwić można było wszystko i było ono dzielnicą równie sławną, jak nowojorski Greenpoint. To było małe wielkie miejsce, mini ojczyzna w ogromnym obcym kraju. Dzisiaj większość Polaków wyprowadziła się z Jackowa, ale sentyment pozostał.

Jackowo to oczywiście miejsce niezwykle istotne dla historii chicagowskiej Polonii, ale wielu Polakom kojarzy się z prowincjonalnością i zaściankiem. Jackowo było i do dzisiaj bywa obiektem żartów i kpin. Czy chcieliście zmierzyć się z tym stereotypem?

Adrian Prawica: – Prawie wszystkie materiały dotyczące amerykańskiej Polonii produkowane były i są przez dziennikarzy, pisarzy czy filmowców, którzy przyjeżdżają do Chicago z Polski na jakiś czas. Naszym celem było przedstawienie portretu Jackowa z perspektywy ludzi, którzy w Chicago mieszkają. Żeby prawdziwie opisać Jackowo, trzeba naprawdę wgłębić się w temat. Pamiętajmy, że Jackowo było dzielnicą, przez którą przeszły tysiące ludzi. Niektórzy zatrzymali się tam na chwilę, inni zostali na stałe. Każdy z nich ma na temat Jackowa swoją opinię i są to opinie bardzo różne. Dlatego twierdzenie, że Jackowo jest synonimem zacofania jest równie błędne, co opinia, że było tym, co w Polonii najlepsze.
Rafał Muskała: – Jeśli Jackowo było miejscem startu dla wielu emigrantów z Polski, to warto o nim mówić. To tutaj Polacy stawiali pierwsze kroki w Ameryce.
Adrian Prawica: – Jackowo było wyjątkowe, a niektóre opowieści o nim są absolutnie niezwykłe. To była zbieranina imigrantów, którzy razem pracowali, razem mieszkali i razem się bawili. Warunki były trudne, ale z drugiej strony panowała niesamowita wolność, w tym miejscu ludzie mogli być wreszcie sobą.

O Jackowie w waszym filmie opowiadają naoczni świadkowie tamtych czasów, w tym wielu artystów, którzy występowali w polonijnych klubach.

Adrian Prawica: – W filmie występuje wiele gwiazd, między innymi Krzysztof Krawczyk, Stan Borys i Urszula. Również aktorzy i muzycy sesyjni, poeci. Przekrój polskich artystów z tamtych czasów.
Rafał Muskała: – Ale rozmawialiśmy też z ludźmi, którzy chodzili do klubów na Jackowie i co weekend oglądali występy polskich artystów. Kiedy opowiadali nam o tym, ich twarze nagle się zmieniały. Jakby przenosili się do czasów, które już nigdy nie wrócą.
Adrian Prawica: – Wyobraź sobie, że nie masz telefonu. Internet nie istnieje. Piszesz listy do Polski, a na odpowiedź czekasz miesiąc, albo trzy. Pracujesz po dziesięć godzin dziennie i mieszkasz w pokoju z trzema osobami. Przychodzi weekend i kluby przyciągają cię jak magnes. To były centra życia towarzyskiego i społecznego. Łączyły ludzi. Takiej bliskości pomiędzy ludźmi już nie ma.

Zmienił się sposób komunikacji, zmieniły się relacje międzyludzkie. Zmieniła się i sama Polonia.

Rafał Muskała: – Wciąż istnieje kilka polonijnych klubów, ale jest ich coraz mniej. Polacy wciąż do nich chodzą, ale to już nie to samo, co 30 lat temu. Polonia rozproszyła się i przeprowadziła z Jackowa na wygodne przedmieścia. Żyjemy tam zamknięci w ładnych domach, pielęgnujemy ładne ogródki. Staliśmy się też bardziej zamerykanizowani. Mamy internet i media społecznościowe, ale skazaliśmy się na społeczną izolację. Kiedyś żeby z kimś porozmawiać, trzeba było wyjść z domu.
Adrian Prawica: – Dzisiaj doświadczamy rzeczywistości w sposób bardziej indywidualny, a nie kolektywny. Wciąż jesteśmy Polakami w Chicago, ale jesteśmy zbiorowiskiem indywidualistów, a nie społecznością. Próbujemy co prawda utrzymać więzi społeczne dzięki uczestnictwu w różnych wydarzeniach kulturalnych, jak koncerty czy festiwale polonijne. Ale myślę, że potrzeba bycia razem była kiedyś większa. Polacy czuli się częścią czegoś większego. Posłużę się przykładem butelki wódki. Od niepamiętnych czasów Polak stawiał ją na stole, by podzielić się nią z innymi. Ta butelka była pretekstem do rozmowy, symbolizowała potrzebę zbiorowości. Dzisiaj w barze zamawiamy dla siebie drinka.

Wróćmy na Jackowo. Z pewnością trafiliście na mnóstwo niezwykłych anegdot i historii. Co zaskoczyło was najbardziej?

Adrian Prawica: – Mnie najbardziej zaskoczyło, jak daleko w Stanach Zjednoczonych zaszedł Krzysztof Krawczyk. Występował w najlepszych hotelach w Las Vegas, miał trasy po klubach Playboya, nagrywał w Nashville z najlepszymi muzykami. To było ogromne osiągnięcie i nie powinno zostać zapomniane. Szczególnie, że Krawczyk przyjechał do Ameryki jako nikomu nieznany artysta z Polski, bez pieniędzy i znajomości angielskiego. Do dziś żywe są legendy, jak choćby o Stanie Borysie, który wjeżdżał do klubów na motocyklu. Albo o Włodku Wanderze, który w Cardinalu zapominał o wyłączeniu maszyny do robienia dymu. Muzycy niemal dusili się na scenie, a publiczność była zachwycona, bo myślała, że to zamierzony efekt. W filmie jest takich perełek więcej, ale nie chcemy zdradzać wszystkiego.
Rafał Muskała: – Krzysztof Krawczyk to wielka postać. Potrafił porwać publiczność w największych salach. Ameryka nauczyła go jednak pokory, była szkołą życia, podobnie jak dla innych polskich artystów. Mimo to po latach wszyscy oni wspominają występy na Jackowie z rozrzewnieniem i sentymentem.

Czy w filmie udało się oddać atmosferę Jackowa z lat 70. i 80.?

Adrian Prawica: – Na pewno udało nam się w części uchwycić historię tamtych czasów, razem z jej ciemnymi i jasnymi stronami. Mam nadzieję, że tym filmem zaczniemy rozmowę na temat Polonii i Jackowa. Naszym celem było zaciekawienie widza. Jeśli ktoś po obejrzeniu naszego filmu będzie chciał dowiedzieć się więcej, to osiągnęliśmy sukces.
Rafał Muskała: – Życie w mieście ma inne tempo niż na przedmieściach. Polonia awansowała i dorobiła się, także statusu. W filmie pokazujemy rzeczywistość, która była udziałem Polaków całkiem niedawno. Wiele ujęć kręciliśmy starymi 8-milimetrowymi kamerami, w filmie jest mnóstwo zdjęć, nagrań i materiałów archiwalnych. Wiele z nich nigdy dotąd nie zostało opublikowanych.

Czego nauczyliście się kręcąc „A Night On Milwaukee Avenue”?

Rafał Muskała: – Ten klimat był niepowtarzalny. W każdym klubie można było spotkać kogoś znanego. Usiąść, napić się z nim i porozmawiać. Wielu naszych bohaterów opowiadając o spotkaniach z artystami mówi o nich jako o swoich znajomych. Bo to byli ich znajomi. Ludzie, z którymi często pracowali na budowie, czy w fabryce. Artyści byli po prostu częścią Polonii, a z drugiej strony byli idolami. Ale żyjącymi blisko zwykłych ludzi.
Adrian Prawica: – Nie miałem pojęcia, jak wielu znanych ludzi przetoczyło się przez Jackowo. To tak jakby połowę Hollywood umieścić nagle na jednym kwartale ulic. Wszyscy się znali. Stan Borys powiedział „Jak można nie pić, kiedy czterdzieści osób chce postawić ci drinka?”. Co noc. Krawczyk w pewnym momencie zamiast wódki wlewał sobie wodę, bo nie mógł wypić tak ogromnych ilości alkoholu. Dla bywalców klubów Krawczyk nie był wielką gwiazdą estrady. Był kolegą, Krzysiem. A Maryla Rodowicz była Marylką.

Historia chicagowskiej Polonii jest przebogata, ale wciąż mało znana. Nie tylko w Polsce, ale także wśród współczesnej Polonii. Czy zamierzacie opowiadać ją w kolejnych filmach?

Adrian Prawica: – Pracujemy nad dwoma kolejnymi projektami, trochę odbiegającymi tematycznie od Polonii. Ale jesteśmy otwarci na polonijne tematy. Ta historia jest szeroka, głęboka i fascynująca. Chciałbym żeby została opowiedziana, żeby nie zaginęła.
Rafał Muskała: – Z filmem „A Night On Milwaukee Avenue” utożsamić mogą się wszyscy, którzy dokądś wyjechali i stawiali pierwsze kroki na emigracji. My pokazaliśmy to poprzez uniwersalny pryzmat muzyki. Chcemy opowiadać o historii Polonii, bo w przeciwnym razie ona się zatrze, odejdzie w niepamięć. Nie można dzielić polskiej historii na tę w Polsce i tę w Chicago czy w Paryżu. Wszędzie, gdzie mieszkali i mieszkają Polacy, dzieje się polska historia.

Od lewej: Rafał Muskała, Daniel Pogorzelski, Adrian Prawica

Czy jako autorzy dwóch filmów o Polonii czujecie się jej kronikarzami? Czy macie poczucie misji?

Adrian Prawica: – Tak to może wyglądać, ale nie. Nakręciliśmy dwa filmy o Polonii, bo mieliśmy taką okazję i możliwość. Jesteśmy Polakami i mamy do Polonii sentyment, ale ja na pewno nie czuję się kronikarzem Polonii. Jako Polak mieszkający w Chicago, jestem zafascynowany Polonią. Tym, że Polacy mieszkają w Chicago już dobre 150 lat.
Rafał Muskała: – Ja też nie czuję się kronikarzem, nie czuję się zobowiązany do robienia filmów o Polonii. To był po prostu ciekawy temat. Chicago to miasto muzyki, a Polonia dołożyła do chicagowskiej sceny swoją cegiełkę.

Jakie macie plany dystrybucyjne?

Adrian Prawica: – Po pokazaniu filmu w Chicago chcemy współpracować z telewizjami w Polsce i amerykańskimi kanałami, żeby film został zaprezentowany jak najszerszej publiczności. Jestem bardzo ciekaw, jakie będą reakcje za oceanem.
Rafał Muskała: – Dystrybucja jest łatwiejsza, bo „Czwarta Dzielnica” otworzyła nam wiele drzwi. Ludzie są zainteresowani, co i w jaki sposób zaprezentujemy tym razem.

Premiera „A Night On Milwaukee Avenue” już 12 maja w Copernicus Center.

Adrian Prawica: – Serdecznie zapraszamy całą Polonię, zarówno ludzi, którzy pamiętają tamte czasy i tamto Jackowo, jak również ich dzieci i wnuki.
Rafał Muskała: – Myślę, że dzięki temu filmowi osoby urodzone już w Chicago będą miały okazję dowiedzieć się, jak wyglądały amerykańskie początki ich rodziców lub dziadków. To były przecież zupełnie inne realia. Świat, którego już nie ma.

Dziękuję za rozmowę.

gdziedzic@zwiazkowy.com

Categories: Polonia, Wywiad, Wywiady

Comments

  1. Animator
    Animator 10 maja, 2018, 10:09

    Akurat Krawczyk i Urszula – dwojka ktora okradla ludzi w Chicago – maja najwiecej do powiedzenia. Stan Borys przynajmniej nie slyszalem zeby kogos okradl. Taki pic na wode.

    Reply this comment
  2. Yankes
    Yankes 12 maja, 2018, 01:01

    Animator – – kubel wody na leb, jak wyschnie czerep – idz na premiere filmu…..i prestan ” picowac” Ten film dokumentuje miasto Chicago , kluby przy Milwaukie Ave i Poloni , ktora teskni , placze i bawi sie w wolnym swiecie

    Reply this comment
  3. zza kałuży
    zza kałuży 12 maja, 2018, 02:13

    Polonijne „tawerny” to było miejsce zabawy polonijnych „farmerów”.
    Z obowiązkową wódką na śniadanie, lunch, obiad, podwieczorek, kolację i podkurek.
    Całe szczęście że nigdy w życiu moja noga nie postała w żadnej polonijnej mordowni.
    Wsiowe wesele w remizie rozciągnięte na cały czas „wakacji” w Hameryce. 365/7/24
    Ten wygrywa czyja wątroba wytrzyma dłużej.
    Kędzia się zapił, Czuma wygrał. Kuliński jeszcze, chociaż mu się język plącze, dzielnie walczy. Nawet ostatnio zwykle trzeźwy przychodzi do radia. Zielińskiego to nigdy na cyku w radio nie słyszałem. Pełen profesjonalizm. Polonijny sukces!

    Reply this comment
  4. zza kałuży
    zza kałuży 12 maja, 2018, 02:15

    Kulisiewicz

    Reply this comment
  5. Yaroon
    Yaroon 12 maja, 2018, 15:26

    Skąd u was tyle nienawiści, tyle jadu? Wszystko wam „źle!”, jesteście ciągle sfrustrowani ? Ciągle niezadowoleni, biadolący (nie dotyczy Yankesa 🙂

    Reply this comment

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*