W USA uczą się haitańskie sieroty… z bogatych rodzin

Po trzęsieniu ziemi na Haiti tysiące biednych sierot miało otrzymać pomoc i trafić do amerykańskich szkół. Tymczasem okazało się, że dzieci nie przybyło tak wiele jak się spodziewano, a te które przyjęto wcale nie należą do ubogich rodzin…


fot.Michael McElroy,New York Times/ Kevin Lassegue (w środku) szkołę średnią na Florydzie wybrał wspólnie z kolegami, z którymi po trzęsieniu ziemi na Haiti utrzymywał kontakt przez Facebook

Alberto M. Carvalho, kurator okręgu Miami-Dade na Florydzie, czwartego największego w USA, przyjął 1,403 haitańskich dzieci – najwięcej w kraju, jednak dużo mniej niż początkowo zakładano. Ponadto, by dzieci mogły znaleźć dach nad głową, planowano przebudować stary szpital w Homestead. Okazało się, że wcale nie będzie to koniecznie, gdyż sieroty pochodziły głównie z klasy średniej lub wyższej klasy średniej i rodzice są w stanie zapewnić im mieszkania.

Co więcej, większość Haitańczyków nie osiedliła się w zamieszkałych głównie przez ludność haitańską biednych dzielnicach, lecz zapisała dzieci m. in. do Varela High w zamożnych przedmieściach West Kendall. Uczniowie z Haiti, których tam przyjęto mieli ukończone najlepsze szkoły przygotowawcze na Haiti – Lycée Français czy Union School.

Connie Navarro, dyrektorka Varela High, spodziewała się, że dzieci będą musiały otrzymywać dodatkową pomoc, by zaadaptować się w nowym środowisku. Okazało się, że potrzebny jest kurs…ale dla zaawansowanych, a trójka jej haitańskich uczniów to najlepsi gracze tenisa na Haiti, którzy doprowadzili swoją nową szkołę po raz pierwszy do rozgrywek okręgowych…

Carline Faustin, zatrudniona w kuratorium, przekonuje, że nie ma nic dziwnego w tym, że dzieci pochodzą z zamożniejszych klas społeczeństwa. – Tylko ich jest stać na wizy, dokumenty, przeloty w celu załatwienia kwestii imigracyjnych – mówi.

Inni uczniowie przyjęci do szkół w North Miami otwarcie przyznają, że w prywatnych szkołach na Haiti mieli dużo więcej nauki. A w domu do dyspozycji były pokojówki, ogrodnicy, ochroniarze, kierowcy…

Jednak Haiti uchodzi wciąż za jeden z najniebezpieczniejszych rejonów świata. Występuje tam wysoka przestępczość i dochodzi do brutalnych aktów przemocy gangów. Kilkanaścioro dzieci przyznało, że co najmniej jeden członek ich bliskiej rodziny został uprowadzony lub próbowano go porwać. Carl Pierre Louis, który stracił podczas trzęsienia ziemi ojca, a jednego z jego braci zastrzelono, nie lubi rozmawiać o przeszłości. Mówi, że nauczono go patrzeć przed siebie, bo przeszłości i tak już nie zmieni.

Według danych straży granicznej, w dziewięć miesięcy od trzęsienia ziemi na Haiti, do USA przybyło 8,989 obywateli tego kraju – 6,956 do Miami i 1,135 do Nowego Jorku. Zazwyczaj tyle samo przekracza granice Stanów w ciągu roku. Obostrzenia w przyjmowaniu przybyszów związane są z nową polityką USA wprowadzoną po 11 września 2001 roku. Już kilka dni po trzęsieniu ziemi na Haiti, sekretarz Departamentu Stanu, Janet Napolitano wyraźnie oświadczyła, że pomoc na Haiti popłynie, ale Haitańczycy, którzy będą próbowali przekroczyć granicę USA zostaną zawróceni.

Łącznie w USA mieszka 535 tys. Haitańczyków – 47 proc. na Florydzie i 27 proc. w Nowym Jorku.

as

Categories: Wydarzenia
Tags: Haiti

Comments

  1. kicia
    kicia 16 stycznia, 2011, 16:40

    a u mnie w moim miejscu zamieszkania jest …prawie 180 dzieci, ktorzy sa homeless, no i sa amerykanami….(dane z lokalnej gazety), no i o czym tu dalej pisac ?

    Reply this comment
  2. Anonim
    Anonim 16 stycznia, 2011, 17:00

    koty spia po garazach,piwnicach,strychach, no ale ty to chyba dzungla?

    Reply this comment
  3. kicia
    kicia 16 stycznia, 2011, 17:36

    bez komentarza – anonimku !

    Reply this comment

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*