Pokątne praktyki rekruterów amerykańskich uczelni

Zagraniczni studenci to płynące wraz z nimi do USA pieniądze – 21 mld dolarów rocznie wydane na czesne, utrzymanie i towarzyszących członków rodziny. Jednak niektórzy profesorowie zarzucają rekruterom z zagranicy przedkładanie zysków nad dobro studentów i fałszowanie dokumentów aplikacyjnych. Proceder szerzy się zwłaszcza wśród studentów z Chin.

fot. USA zalewają nieposiadający odpowiednich kwalifikacji studenci z zagranicy?

Krytycy twierdzą, że podczas rekrutacji pomijane są testy sprawdzające znajomość przynajmniej w podstawowym stopniu języka angielskiego. Dokumenty fałszuje się, by przyspieszyć proces rekrutacji – wypłata rekruterów zależy od ilości zwabionych do USA młodych ludzi.

Skuteczne działania „sponsorów studentów” odzwierciedlają statystyki. Z raportu Instytutu Blumenthal wynika, że USA przyjmują dziś 32 proc. więcej studnetów niż jeszcze dziesięć lat temu. W roku szkolnym 2010/11 jedna czwarta, czyli około 158 tysięcy, pochodziła z Chin. Wielu młodych przybyło też z Indii czy Korei Południowej.

Czytaj: Najdroższe uczelnie w USA. Nawet 58 tys. dolarów za rok

Dla przykładu stanowy Uniwersytet w Missouri, który w 2007 roku stworzył program MBA dla chińskich studentów nawiązał jednocześnie współpracę z International Management Education Center z Hong Kongu, płacąc rekruterom od 10 do 12 tysięcy dolarów za pojedynczego studenta. Straty uniwersytet wyrównuje czesnym, co nie przeszkodzi jednak rekruterowi zgarnąć kolejne 10 tysięcy dol. od rodziców ucznia, który dostanie się do dobrej szkoły…

Fałszowanie amerykańskich dokumentów aplikacyjnych jest w Chinach powszechnie – mówi Tom Melcher z Zinch China, firmy konsultingowej z Pekinu, współpracującej z amerykańskimi uniwersytetami. Na 250 wybiórczo sprawdzonych absolwentów szkół średnich 90 proc. miało fałszywe listy rekomendacyjne, 70 proc. przedłożyło wypracowania napisane przez kogoś innego, a 50 proc. miało podrobiony wypis ocen.

Stowarzyszenie amerykańskich doradców ds. przyjmowania na studia (NACAC) zaproponowało nawet w maju zaprzestanie korzystania z usług międzynarodowych rekruterów. Ale chyba świadomość braku znajomości systemów edukacyjnych innych krajów i tracenia cennego czasu na uganianie się za studentami, zamiast wykorzystać go na rozwój programów nauczania sprawiła, że w lipcu organizacja wycofała się z tej propozycji. Przez najbliższe lata NACAC ma bliżej przyjrzeć się sprawie.

Zobacz też:

Nie pozwólmy uczelniom na to szaleństwo

Rząd USA ogranicza programy pozwalające na pracę w USA zagranicznym studentom

as

Categories: Wydarzenia

Comments

  1. reglasz stefan
    reglasz stefan 29 listopada, 2011, 13:06

    Zastrzeżeń do pracy tzw. rekruterów nie brak.
    Ich działania w ofertach pracy wieją zgrozą.

    Reply this comment

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*