Arizona. Brak pracy ważniejszy niż nielegalna imigracja

Nielegalna imigracja nie jest już problemem i to wcale nie dlatego, ze stan za sprawą jednych z najbardziej restrykcyjnych przepisów w USA rozwiązał tę kwestię. To zbliżające się wybory, kwestie ekonomiczne oraz tarapaty, w jakie popadli promotorzy i najradykalniejsi wykonawcy ustawy SB 1070, przesunęły priorytety mieszkańców tego południowego stanu.

Arizona boryka się ze znacznym poziomem bezrobocia (8,7 proc.), a co za tym idzie z wysoką liczbą przejmowanych przez banki nieruchomości. Te kwestie skutecznie zdominowały i odsunęły na dalszy plan ściganie i wyłapywnie nieudokumentowanych imigrantów.

Nie obiecuje też na wyrost zwiększenia kontroli granicy z Meksykiem republikański kandydat do fotela prezydenckiego Mitt Romney w obawie, że możemu to odebrać potencjalne głosy latynoskich wyborców; tych oczywiście uprawnionych do głosowania, ale ciągle mających kuzynów próbujących przekroczyć zieloną granicę.

W końcu kłopoty z udziałem samego sponsora ustawy SB 1070 byłego przewodniczącego senatu stanowego Russela Pearce’a i szeryfów Josepha Arpaio i Paula Babeu skompromitowały organy ścigania i lokalnych polityków. W Departamencie Sprawiedliwości trwa dochodzenie mające wyjaśnić sprawę nadużycia władzy przez szeryfa Arpio z hrabstwa Maricopa. Z kolei z zastraszania deportacją i szantażowania tłumaczył się przed paroma dniami  dniami inny policjant – Paul Babeu, którego kochanek okazał się być nielegalnym meksykańskim imigrantem.

Mieszkańców bardziej interesuje, czy władzom stanowym uda się stworzyć nowe miejsca pracy, niż to, ilu nielegalnych imigrantów udało się zatrzymać policji – twierdzą lokalni politycy.

„To ciągle ważna kwestia. Ale nie jest już tak kontrowersyjna, jak niegdyś. Mieszkańcy stanu chcą dyskutować o rzeczach, które mają wpływ na ich codzienne życie. A rzeczywistość w Arizonie jest taka, że nielegalna imigracja nie wpływa na nie w takim stopniu, jak brak brak zatrudnienia” – mówi Scott Smitch burmistrz położonej w centralnej części stanu – Mesy.

Podobnego zdania jest republikański kongesman John Kavanagh. „Nielegalni nie są obecnie najbardziej palącą kwestią. Martwi mnie to nieco, ale rozumiem dlaczego tak się dzieje. Próbuje jednak przypomminać wyborom, że ciągle nie rozwiązaliśmy tej kwestii. Odeszła ona na chwię w cień w związku z doraźnymi problemami ekonomicznymi”.

Gubrerantor stanu, Jan Brewer udzielając politycznego poparcia Mittowi Romneyowi wyraziła przy tej okazji swoje rozczarowanie faktem, że podczas ostatniej debary republikańscy kandydaci poświęcili niewiele czasu kwestii nielegalnej imigracji i problemowi przestępczości w Meksyku.

Pani Jan Brewer widocznie nie rozumie, że żaden z nich nie chce zostać politycznym samobójcą.

MB


 

Categories: Wydarzenia

Comments

  1. Katarzyna
    Katarzyna 29 lutego, 2012, 16:40

    Usuwają nielegalnych to i praca powinna być-czyżby Amerykanie gardzili praca,jaka wykonywali nielegalni,albo za mało dolarkow by zarobili!!amerykanie! Do pracy,brać co jest!!!

    Reply this comment
  2. Mariano_Italiano
    Mariano_Italiano 29 lutego, 2012, 18:33

    dokladnie tak, w alabamie tak sie cieszyli z nowego prawa, dzisiaj ponad 100 tys nielegalnych wyjechalo, stan stracil jakies kolosalne miliony dolarow, rednecki jak siedzieli zlopiac piwsko przed telewizorem tak dalej zlopia i do pracy ktorej teoretycznie powinno byc teraz wbrod , nie maja najmniejszego zamiaru isc . teraz powinni oglosic ze ww stany maja deficyt budzetowy wiekszy niz planowano, i proponuja zwiekszyc podatki 🙂

    Reply this comment

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*