Święto umarłych w stroju Supermana

Przełom października i listopada to dla wielu z nas czas zadumy, dla wielu też czas depresji z powodu mokrości, szarości i liściastości. W Polsce ten czas przeznaczony jest na odwiedzenie grobów i ciche pochlipywanie o tych, których już z nami nie ma. W USA ten czas przeznaczony jest jednak na szaleństwo dzieci, które objadają się zarobionymi cukierkami i dorosłych, którzy garnitury zamienią na strój Spidermana.

W tym roku Halloween było trochę inne, czegoś zabrakło. Przede wszystkim w kinach zabrakło filmu Piła, części już chyba 78. Trochę mi przykro z tego powodu, ponieważ miałem nadzieje, że z czasem ten film pobije ilość odcinków Mody na Sukces. Niestety – w tym roku zabrakło Pana Jigsaw. Game Over. Zabrakło też zimnego deszczu, dywanu liści na chodnikach i tej ponurej, przerażającej aury. Zamiast tego weekend w jednej części USA był w miarę słoneczny, w drugiej zaś dla odmiany sypało śniegiem. Zabrakło tej pogody, która zwykle kojarzy mi się z Halloween. Nie zabrakło na szczęście cukierków, Spidermanów, Batmanów, Shreków i innych super-bohaterów. Nie zabrakło również pielęgniarek, kocic i diablic kuszących w krótkich spódniczkach do popełnienia z nimi grzechu. Stany Zjednoczone przez kilka nocy były bezpieczniejsze, bo bezpieczeństwa w barach pilnowali żołnierze, policjanci i zawodowi mordercy. Tego przecież nie mogło zabraknąć. Wszyscy w ten weekend mieliśmy pełne prawo do bycia gwiazdą ekranu, cmentarza czy Średniowiecza. Nasze ogródki jak najbardziej mogły przypominać postacie z piekieł, bo przecież to tam trafimy prędzej czy później, więc warto się z niektórymi przynajmniej przywitać.

Summa summarum nic się nie zmieniło. Koncepcja pozostała taka sama. Strój jest, dynia jest, cukierki są, wszystko zaliczone, choć jak napisałem, w tym roku było kilka niedociągnięć. Chciałbym jednak, żeby w tegorocznych halloweenowych brakach nie zabrakło czegoś, o czym wielu ludzi skąpanych w zabawie zapomina. Świeczki. Nie tej, która płonie w dyni, lecz tej, która płonie na cmentarzu. Niech płonie, kiedy pijemy rum w stroju pirata. Niech płonie, kiedy się bawimy. Niech płonie za tych wszystkich, których już z nami nie ma. Niech przypomina nam też o tym, żebyśmy byli rozważni na tyle, żeby w przyszłym roku tej świeczki nie zapalono właśnie nam.

Rafał Muskała

 

Rafał Muskała, absolwent dziennikarstwa Uniwersytetu Jagiellońskiego. Od kilku lat w USA. Młodym, zawodowym okiem patrzy na Amerykę, która stała się jego domem. Swoje spostrzeżenia emigracyjne i związane z nimi emocje, bez Photoshopa, przelewa na klawiaturę. Tu wszystkie chwyty są dozwolone, bo na tym polega wolnoamerykanka.

Categories: Wolnoamerykanka

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*