Reklama na miarę Oskara

Oskary. Któż o nich nie mówi. Któż o nich nie pisze. Któż o nich nie myśli. Cały dziennikarski świat w ostatnią niedzielę lutego bacznie obserwuje to, co się dzieje na czerwonym dywanie w Los Angeles. A po ceremonii przez kilka dni wszyscy komentujemy, piszemy i piszemy robiąc przy tym gwiazdom wielką reklamę. No cóż, nie będę wyjątkiem…

fot. Facebook/ Internauci wykazują się sporą pomysłowością żartując z Angeliny

Na świecie wszystko ma swoją przyczyną. Natura tak nas stworzyła, że każde wydarzenie ma swój powód, żeby istnieć. Dzięki temu wiemy, że Kim Kardashian przyszła na świat, żeby cieszyć oczy trzech miliardów facetów. Znamy również powód, dla którego Amerykanie wycofują swoje wojska z Iraku. Oskary również mają swoją przyczynę, dla której są na antenie od prawie wieku. Jest nią film. Co roku bowiem Hollywood przypomina o sobie z wielkim rozmachem. Jest czerwony dywan, są aktorzy, no i rzecz jasna, są również filmy.

Czasem jednak natura lubi trochę psocić i mieszać nam w głowie. To, co wydaje się oczywistą przyczyną wcale nie musi oznaczać, że tak jest. Weźmy na przykład Polskę. Od lat buduje się tam autostrady, jednak nie po to, żeby szybciej się przemieszczać, ale po to, żeby sprawdzić, jak szybko asfalt w normalnych warunkach użytkowania może pęknąć – ot, taki eksperyment. Jak się okazało niedawno, rezultaty zaskoczyły chyba nawet samych uczonych.

Podobna sprawa ma się z Oskarami. Nam się wydaje, że chodzi o film oraz o wzruszające słowa nagrodzonych ze sceny. Jednak nic bardziej mylnego. Chodzi o nogę i o sutek. O prochy Kim Dzong Ila rozrzucone na dziennikarza przez admirała Aladeena. W wyreżyserowanym i dopiętym na ostatni guzik świecie skeczów z promptera musi być coś co odwróci uwagę osób od tej monotonii. I chwała wszystkim za to. Już myślałem, że 84. gala rozdania Oskarów będzie nudna jak kolejne epizody programu The Bechelor. A tu proszę – jest noga, sutek i prochy – jest impreza. Może za rok producenci powinni zaplanować lampę, lub część dekoracji, która z hukiem spadnie na scenę. Jako instruktaż polecam jedną z części filmu Naga Broń, gdzie świętej pamięci Leslie Nielsen uczy wszystkich na oskarowej gali, jak być mistrzem destrukcji.

Ufff. Napisałem, skomentowałem. Dopełniłem swojego obowiązku. Angelina Jolie i J. Lo mogą być ze mnie dumne. Czekam, czy w przyszłym roku panie pójdą na całość. Czekam też na lampę. Jednak przede wszystkim chciałbym, żeby natura oprócz psocenia nie zapomniała o prawdziwym powodzie, dla którego Oskary są na antenie. Czekam na film godny komentarza. Może wtedy kilkudniowe reklamowanie nogi i sutek zamienią się w coś, co rzeczywiście warto reklamować.

Rafał Muskała

Rafał Muskała, absolwent dziennikarstwa Uniwersytetu Jagiellońskiego. Od kilku lat w USA. Młodym, zawodowym okiem patrzy na Amerykę, która stała się jego domem. Swoje spostrzeżenia emigracyjne i związane z nimi emocje, bez Photoshopa, przelewa na klawiaturę. Tu wszystkie chwyty są dozwolone, bo na tym polega wolnoamerykanka.

 

 

 


Categories: Wolnoamerykanka

Comments

  1. betty
    betty 29 lutego, 2012, 17:51

    Dobre,dobre.Ciete i z humorem

    Reply this comment
  2. maxi
    maxi 29 lutego, 2012, 19:08

    teraz to sie postarales Rafalku 🙂
    Nawet przemyciles polskie „autostrady” 🙂
    pozdrawiam

    Reply this comment

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*