Hamburgelandia

Lubimy jeść. Co do tego nie ma wątpliwości. Jedzenie sprawia nam przyjemność. Jako naczelni, jemy też w zasadzie wszystko – od roślin po mięso. Mądre porzekadło mówi, że jesteś tym, co jesz i jeżeli tak w rzeczywistości miałoby być to ja byłbym frytką z głową w kształcie pizzy i nogami jak pistacje.

Lubimy jeść, kiedy jest nam źle, lub kiedy coś świętujemy. Zapraszamy wtedy wszystkich do domu, bądź restauracji. Amerykański lunch jako przerwa w pracy jest dla wielu powodem do omówienia nowego kontraktu. Jedzenie jest więc tłem nie tylko dla biznesu, ale też wieczoru przed telewizorem, kiedy co 5 minut otwieramy lodówkę w nadziei, że z nieba spadło do niej coś nowego.

Lubimy jeść to, co dla nas niedobre. Nie jestem znawcą, ale wiem, że rzeczy smażone na głębokim oleju nie sprzyjają zdrowej diecie. Nie wszyscy jednak o tym pamiętają, co widać po kolejkach do Arby’s czy Wendy’s. Mimo postępu czasu i wszechobecnego ruchu narodowego o nazwie „Zdrowe Odżywianie”, amerykańskie społeczeństwo i wszystkie narody tu żyjące wciąż kochają fast food. Nie trzeba szukać daleko – przecież od lat jednym ze sponsorów amerykańskich sportowców na olimpiadzie (czytaj okazów zdrowia) jest… McDonalds.

Odżywiamy się więc źle, nieregularnie, w pośpiechu i potem narzekamy, że potrzebujemy dwóch krzeseł żeby usiąść. Nasz tyłek rośnie nieproporcjonalnie do reszty ciała. Niektórzy wyglądają jakby mieli tam ciąże pozamaciczną. Na szczęście ten problem nie dotyczy wszystkich. Chodzę na siłownię i widzę jak ludzie wyciskają siódme poty, żeby utrzymać zdrową sylwetkę. Amerykańscy olimpijczycy sponsorowani przez Ronalda McDonalda, są na każdej imprezie jedną z najliczniejszych grup. To w USA odbywa się wiele najważniejszych maratonów, to na Hawajach stalowi ludzie walczą o medal Ironmana. Ameryka jest niewątpliwie krajem sportowców, promujących zdrowy tryb życia, reklamy telewizyjne przepełnione są nawiązaniami do sportu i zdrowego odżywiania się, tyle tylko, że oglądają to ludzie, którzy za sport uważają sięganie po pilota.

Ameryka ma więc ciągle  problem z otyłością.  Mimo wysiłku  (patrz program TV The Biggest Loser) wielu wciąż łatwiej przeskoczyć niż obejść. Mimo zmiany stylu życia i odżywiania wielu ludzi szuka w sklepach rozmiarów XXXL i nie wcale nie mam na myśli filmów dla dorosłych. Jesteś tym, co jesz, napisałem na początku. Ja byłbym w takim świecie frytką, ale niestety na swojej drodze mijałbym wiele ziemniaków.

Rafał Muskała

Rafał Muskała, absolwent dziennikarstwa Uniwersytetu Jagiellońskiego. Od kilku lat w USA. Młodym, zawodowym okiem patrzy na Amerykę, która stała się jego domem. Swoje spostrzeżenia emigracyjne i związane z nimi emocje, bez Photoshopa, przelewa na klawiaturę. Tu wszystkie chwyty są dozwolone, bo na tym polega wolnoamerykanka.

Categories: Wolnoamerykanka

Comments

  1. Decybel
    Decybel 16 września, 2011, 19:06
  2. Janusz
    Janusz 17 września, 2011, 12:44

    i ten gosc co pisze takie teksty na poziomie 6 klasy podstawowej jest absolwentem dziennikarstwa ? WTF Faktycznie z takim poziomem nadaje sie tylko do polonijnych portalikow albo polonijnej fatalnej medialnej tuby

    Reply this comment
  3. yur
    yur 17 września, 2011, 15:42

    „Nie jestem znawcą…,”to nie pisz, Nie zaniżaj poprzeczki!!!. Nie spytałeś,więc nie wiesz co jest ciekawe dla odbiorców. Pogadasz na ten temat?

    Reply this comment
  4. andrzej
    andrzej 17 września, 2011, 20:34

    A ja bardzo lubie czytac felietony Rafala i uwazam ze sa bardzo ciekawe . Prosze tak trzymac a jak ktos inny ma fajne pomysly to poprosze napisac . Bardzo lubie ciekawe felietony wiec z przyjemnoscia poczytam

    Reply this comment

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*