Słowa, które ranią

Słowa, które ranią

Zawsze powtarzam, że utrzymywanie przyjaznych relacji pomiędzy Warszawą a Jerozolimą leży w naszym żywotnym interesie narodowym. Celowo użyłem słowa „Jerozolima”, bo tylko to miasto powinno być uznawane za jedyną prawowitą stolicę państwa żydowskiego. Nie chodzi tylko o to, że zawsze warto unikać niepotrzebnych sporów i starać się budować dobre stosunki z demokratycznymi państwami. Los Izraela, a więc również jego bezpieczeństwo oraz partnerskie z nim relacje, powinny być dla Rzeczpospolitej kwestią honoru. Wszak Izrael to w dużej mierze kraj stworzony i zamieszkany przez polskich obywateli oraz ich dzieci i wnuki. O mały włos także język polski byłby w państwie żydowskim drugim językiem urzędowym. Pomysł ten został jednak odrzucony w Knesecie niewielką różnicą głosów.
Dbałość o dobre polsko-żydowskie relacje to także kwestia naszej racji stanu, ponieważ spory i zgrzyty na tym polu mogą negatywnie przekładać się na kluczowy dla Polski sojusz ze Stanami Zjednoczonymi. Dlatego rząd w Warszawie powinien stawać na głowie, by wszelkie konflikty pomiędzy Polską a Izraelem możliwie szybko wyjaśniać i wygaszać. Nie oznacza to jednak, że to my zawsze mamy ustępować lub że jesteśmy pozbawieni prawa do bojkotu, w tym przypadku szczytu Grupy Wyszehradzkiej w Jerozolimie. Kiedy wina ewidentnie leży po stronie izraelskiej, a tak jest tym razem, Stany Zjednoczone wesprą nas w uzasadnionej krytyce izraelskich polityków. Słowa wypowiedziane przez Israela Katza, pełniącego obowiązki szefa MSZ w rządzie Benjamina Netanjahu, były karygodne i absolutnie niedopuszczalne. Izraelski minister, cytując byłego premiera swojego kraju Icchaka Szamira, stwierdził, że „Polacy wyssali antysemityzm z mlekiem matki”, niechęć do Żydów definiując jako cechę, która jest „wpisana w charakter Polaków”. To słowa, które ranią – nieuczciwe i podłe. Jawnie rasistowska i dalece antypolska wypowiedź została skrytykowana przez amerykańską ambasador w Warszawie, Georgette Mosbacher. „Między bliskimi sojusznikami, takimi jak Polska i Izrael, nie ma miejsca na takie obraźliwe komentarze, jak wczorajsza wypowiedź izraelskiego ministra spraw zagranicznych Israela Katza” – napisała na swoim Twitterze. To najlepszy dowód na to, że wszelkie twierdzenia, jakoby w sporach pomiędzy Polską a Izraelem Amerykanie mieli zawsze ślepo obierać stronę Jerozolimy, są nieprawdziwe i niesprawiedliwe wobec naszych sojuszników zza oceanu. Wypowiedź amerykańskiej ambasador to duże wsparcie w walce o dobre imię Polski. Jej krytykę odnotowały bowiem także media w Izraelu. Wpływowy portal „Times of Israel” stwierdził wprost, że w najnowszym polsko-żydowskim sporze Waszyngton w sposób stanowczy opowiedział się po stronie Warszawy.
Wyjątkowo denerwuje mnie, kiedy ktoś, tak jak szef izraelskiego resortu spraw zagranicznych, mówi o „Polakach współpracujących z nazistami”. Dlaczego polską narodowość szmalcowników się tutaj eksponuje, a niemiecką narodowość sprawców Holokaustu ukrywa za niewiele mówiącym określeniem „naziści”? To już jest szczyt propagandy i bezczelności! Owszem było wielu Polaków, którzy z Niemcami współpracowali, tak jak było wielu Polaków-komunistów, którzy po wojnie mordowali bohaterów podziemia antykomunistycznego. Trzeba umieć się do tego przyznać, ale zupełnie niedopuszczalna jest retoryka, która w całej tej debacie słowo „Niemcy” zastępuje terminem „naziści”, a Polaków obarcza współodpowiedzialnością za zorganizowaną przez Berlin zagładę Żydów.
Przykre jest także to, że osoby, które tak ochoczo mówią o Polakach współpracujących z Niemcami, jednocześnie zapominają o tym, żeby wspomnieć o polskim bohaterstwie, gdzie tysiące ludzi biernie lub aktywnie wspierało Żydów z narażeniem życia własnych dzieci! Kiedy Niemcy odkrywali, że Polak ukrywa Żydów, to mordowali nie tylko tego Polaka. Najpierw na jego oczach wyrzynali mu całą rodzinę. Kara śmierci za pomoc Żydom obowiązywała wyłącznie na terenie okupowanej przez Niemców Polski. Pomimo tego, to Polacy stanowią najliczniejszą reprezentację wśród osób odznaczonych tytułem Sprawiedliwych.
Nieobecność polskiego premiera w Izraelu, choć zrozumiała i uprawniona, powinna w miarę szybko przerodzić się w serię bilateralnych polsko-izraelskich spotkań, na których będziemy mieli okazję upomnieć się o dobre imię naszego kraju i wszystko sobie wyjaśnić. Na „szczycie V4” w Jerozolimie nikt nas nie reprezentował. Tak – szczycie V4! Bo, choć oficjalnie został on odwołany, to na obrazkach zobaczyliśmy 3 premierów krajów Grupy Wyszehradzkiej rozmawiających z Netanjahu. Orban skrytykował nieobecność polskiej delegacji, a jedyna solidarność z naszym krajem polegała chyba wyłącznie na tym, że odmówiono zjedzenia dodatkowego deseru.

Tomasz Winiarski

Amerykanista, dziennikarz relacjonujący wydarzenia z USA, korespondent mediów krajowych i polonijnych. Publicysta i felietonista. Miłośnik i propagator amerykańskiego stylu życia. Jego artykuły, wywiady i komentarze publikowane są w ogólnopolskiej prasie drukowanej oraz internetowej m.in. w Tygodniku Katolickim „Niedziela”, „Gazecie Polskiej”, „Dzienniku Gazecie Prawnej”, miesięczniku „Gazeta Bankowa”.

 

fot.ABIR SULTAN/EPA-EFE/REX/Shutterstock

Categories: Winiarski

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*