Obiecanki (nie)cacanki

Obiecanki (nie)cacanki

Wielkimi krokami zbliżają się wybory do parlamentu europejskiego, a w nieco dalszej perspektywie również te do polskiego Sejmu. To z kolei oznacza, że politycy wszelkiej maści przystępują do swojego tradycyjnego rytuału. Otwierają worki z prezentami! Czasem są to puste torby, które mają jedynie sprawiać wrażenie wypełnionych podarkami, innym razem faktycznie coś się narodowi dostanie. Na dwoje babka wróżyła. Bywają partie i politycy, którzy potrafią dotrzymać przedwyborczych obietnic, choć trudno takie zachowanie nazwać regułą. Cytując klasyka – sorry, taki mamy klimat. Platforma Obywatelska obiecywała kiedyś ludziom liberalną politykę gospodarczą – niskie podatki, ułatwienia dla biznesu, szczególnie małych przedsiębiorców i zmniejszenie liczby urzędników państwowych. Było to jeszcze w czasach zanim Tusk i jego kolesie ostatecznie zrzucili maski wolnościowców i pokazali swoje prawdziwe oblicze socjaldemokratów. Ostatecznie zamiast niskich podatków mieliśmy ich podwyżkę, ba nawet kwoty wolnej nie podnieśli! Z obiecanych ułatwień dla przedsiębiorców też nic ostatecznie nie wyszło, a przynajmniej nie w takim wymiarze, w jakim to obiecywali Narodowi. Natomiast co do samych urzędników to cóż… To chyba miał być osobisty wkład Donalda Tuska w umocnienie sojuszu NATO, bowiem za jego kadencji zatrudniono ich prawdziwą armię. Żołnierze ci, choć nie dysponują bronią bojową, są w stanie zasypać wroga, tudzież obywatela, taką papierologią, że odechce się mu fanaberii pokroju własnej firmy. Dziwię się tylko, że nie protestują moi „ukochani” Zieloni, wszak to prosta matematyczna kalkulacja – dużo papieru to dużo ściętych drzew. No, ale oni są trochę usprawiedliwieni, bo nie mają teraz czasu na takie drobnostki. Są przecież zajęci „arcyważną” walką z diabolicznym planem przekopu Mierzei Wiślanej, zresztą tak samo jak Rosjanie.

Pamiętam doskonale skalę sprzeciwu działaczy Platformy Obywatelskiej, gdy PiS po raz pierwszy wytoczył ciężkie działa socjalne i obiecał program 500+. Ewa Kopacz, ta sama, która opowiadała o ludziach rzucających kamieniami w dinozaury, uważała, że to zwykłe przedwyborcze kłamstwo, które ma „pozyskać wyborców”. Zarzekała się z typową dla siebie butą, że partia Kaczyńskiego nie zrealizuje tej obietnicy ani w 2017, ani 2018 roku. No cóż, dzisiaj już wiemy jak bardzo się myliła. Może to jedna z jej słynnych pomyłek freudowskich? Dla tych z Państwa, którzy nie wiedzą o co chodzi, pilnie spieszę z wyjaśnieniem. Swoją kompromitującą wypowiedź o rzucaniu kamieniami w dinozaury, tłumaczyła Ewa Kopacz, jako „pomyłkę freudowską”. Problem jest tylko taki, że jej wpadka ma z nią tyle wspólnego, co Donald Tusk z obniżaniem podatków. Jeżeli już przy nim jesteśmy… Szef szefów, król Europy zapewniał w 2014 roku, że „według mojej najlepszej wiedzy, nie ma takiej możliwości finansowej sfinansowania tego projektu”. Chodziło oczywiście o wypłacanie 500 zł. na drugie i każde kolejne dziecko. Wtórował mu „naczelny skarbnik PO” Rostowski i Grzegorz „zjem Cię” Schetyna (przydomek ten zdobył dzięki pożeraniu mniejszych partii, które próbowały wejść z nim w koalicję). Obaj panowie sugerowali, że tych pieniędzy „nie ma i nie będzie”! Przypomnieli o tym działacze Prawa i Sprawiedliwości w najnowszym spocie wyborczym, mającym, jak sami wskazali, obnażyć lichą wiarygodność Platformy. Kiedy PiS objęło władzę w Polsce, program 500+ szybko stał się faktem. Niestety wbrew pierwotnym obietnicom nie dotyczył on pierwszego dziecka. I wtedy się zaczęło… Prawdziwy koncert hipokryzji w wykonaniu platformesrsów. Sami, niejako na tacy, podali argumenty przeciwko własnej wiarygodności. Doprawdy wybitna to strategia polityczna. Schetyna ze swoją ekipą antypisu zaczął nie tylko magicznie popierać program 500+, ale obiecał go także poszerzyć o pierwsze dziecko. Co za niesamowita transformacja poglądowa! Niby taki antypis, a jednak papugować od wroga to by się chciało? W trakcie niedawnej konwencji PiS w Warszawie, Jarosław Kaczyński obiecał wiele – w tym również rozszerzenie programu 500 plus już od pierwszego dziecka. Lewicowe media natychmiast przystąpiły do krytyki takiego „rozdawnictwa pieniędzy”. Krytyki, której w takim wymiarze próżno było szukać, gdy w 2017 roku dokładnie to samo proponowała Platforma Obywatelska. To są właśnie te podwójne standardy. W Ameryce mówi się na to „przywilej lewicy” (ang. liberal privilege).

To jednak nie koniec obietnic PiS-u. Emeryci mają otrzymać trzynastą minimalną emeryturę w wysokości 1100 zł., a młodzi ludzie do 26. roku życia zostać zwolnieni z podatku dochodowego. PiS już udowodnił, że to nie są obiecanki cacanki. Realizowanie programu się ceni, co jednak nie oznacza, że sam fakt spełniania obietnic jest dobry dla kraju. Bo zamiast 13. emerytury lepiej byłoby zlikwidować opodatkowanie tych już wypłacanych, a program 500 plus i zerowy podatek dochodowy dla młodych zamienić na obniżkę podatków dla wszystkich obywateli. Lepsze jednak to, co proponuje PiS niż nic. Ostatecznie bowiem im więcej pieniędzy w kieszeni obywatela, tym lepiej dla gospodarki i dla niego samego.

Tomasz Winiarski

Amerykanista, dziennikarz relacjonujący wydarzenia z USA, korespondent mediów krajowych i polonijnych. Publicysta i felietonista. Miłośnik i propagator amerykańskiego stylu życia. Jego artykuły, wywiady i komentarze publikowane są w ogólnopolskiej prasie drukowanej oraz internetowej m.in. w Tygodniku Katolickim „Niedziela”, „Gazecie Polskiej”, „Dzienniku Gazecie Prawnej”, miesięczniku „Gazeta Bankowa”.

 

fot.LISI NIESNER/EPA-EFE/REX/Shutterstock

Categories: Winiarski

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*