Gdzie ci naziści?

Gdzie ci naziści?

W poprzednim felietonie pisałem o możliwość wystąpienia poważnych zamieszek w Warszawie w związku ze Świętem Niepodległości oraz marszem, który odbywał się z tej okazji w stolicy. Obawiałem się, że niektóre środowiska z różnych stron sceny politycznej mogą próbować zakłócić przebieg tych uroczystości. Widmo starć i zamieszek, szczególnie po prowokacyjnej i nielegalnej decyzji ustępującej prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz o zakazie Marszu Niepodległości, było naprawdę wysokie. Nie tylko w mojej opinii. Prezydent i premier zdali jednak egzamin – zorganizowali biało-czerwony marsz dla wszystkich obywateli – wolny od polityki. Owszem trafiło się kilka patologicznych przypadków. Było kilku oszołomów, spalono flagę Unii Europejskiej. Tak – niektórzy wbrew prośbom władz państwowych przynieśli banery ONR-u oraz Młodzieży Wszechpolskiej. Nie powinno ich tam być! Tak samo, jak narodowcy nie powinni zapraszać włoskich faszystów, co niestety uczynili. Jednak w skali całego wydarzenia te sytuacje to był absolutny margines. Na tle dumnie maszerujących polskich patriotów w liczbie ok. 250 tysięcy ludzi, przypadki te były ledwo zauważalne.

Ulice Warszawy po przejściu takiego tłumu wyglądały jednak bez zastrzeżeń. Liczba zniszczeń – zero! Śmietniki na swoich miejscach, witryny sklepowe i samochody całe. Nawet kostek brukowych nikt w tym roku nie chciał wyrywać. Nadwiślańska opozycja spod znaku Platformy Obywatelskiej, Nowoczesnej oraz SLD musiała być mocno rozczarowana. Słowem – Polacy pokazali jak pięknie i grzecznie można świętować uroczystości państwowe. Tym samym zawstydziliśmy Francuzów, Niemców oraz wielu innych braci Europejczyków. Oto bowiem w takim Paryżu, po mundialowej victorii drużyny francuskiej, doszło do potężnych zamieszek. Euforia po wygranej błyskawicznie przerodziła się w uliczne rozróby. Skala zniszczeń i strat przyprawiała o zawrót głowy. Nie lepiej wyglądały ulice Hamburga w trakcie lewicowych protestów przeciwko odbywającemu się tam szczytowi G20. Gdzie wtedy była polska „opozycja totalna”? Szkoda, że liberalna prasa europejska, która dzisiaj tak ochoczo krytykuje Polskę, nie potrafi przyznać, że nasi rodacy spisali się na medal. Zawstydzili wiele innych narodów Europy.

Polskie media sympatyzujące z lewą stroną, nie są niestety na jotę lepsze. Zamiast cieszyć się i pochwalić organizatorów, prezydenta i premiera oraz służby mundurowe za niesamowicie spokojny przebieg marszu, na siłę doszukują się skandali i kontrowersji. Obiektywy ich aparatów bacznie polowały na flagi ONR-u, a gdy kilka z nich udało im się złapać w kadr – natychmiast robili z tego tragedię narodową. Wmawiano Polakom, że „marsz miał być spokojny, a skończyło się jak zwykle”. Doprawdy? Może gdyby mnie tam nie było, to sam uwierzyłbym w tę propagandę. Narracja ta miała dać polskiej lewicy argumenty przeciwko prezydentowi Andrzejowi Dudzie i polskiemu rządowi, którzy rzekomo „zbratali się z narodowcami i faszystami”. Pokazywanie zdjęcia wystraszonej kobiety, która chowa się w swoim pokoju hotelowym, z okien którego widać ogromny tłum z racami i biało-czerwonymi flagami. Sugerowanie, że mieszkańcy stolicy oraz obcokrajowcy bali się wychodzić tego dnia na ulice Warszawy, to wszystko wierutne kłamstwa i manipulacja. Popularność zyskały zdjęcia przedstawiające żydowskich rabinów, osoby czarnoskóre oraz Azjatów biorących udział w marszu. Pytam zatem – gdzie podziały się te rzekome tłumy polskich faszystów, nazistów, bolszewików, rasistów i ksenofobów? Lewicy nigdy nie brakowało epitetów, którymi obrzucała swoich politycznych przeciwników.

Biorąc udział w prezydenckim marszu „Dla Ciebie Polsko”, który szedł z Ronda Dmowskiego aż pod Stadion Narodowy, przechadzając się po Krakowskim Przedmieściu, wszędzie widziałem bezpiecznie świętujących ludzi. Dumnie manifestujących swoją miłość do ojczyzny. Nie można oddawać narodowych świąt w ręce skrajnie radykalnych organizacji – bez względu czy mowa jest o ekstremistach prawicowych, czy lewicowych. Takie uroczystości od początku powinny organizować oficjalne władze państwowe. Jak widać – to gwarancja dużej frekwencji i spokojnego przebiegu imprezy. Mam nadzieję, że czegoś się nauczyliśmy i w 101. rocznicę odzyskania niepodległości uda nam się powtórzyć tegoroczny sukces. Niech wiece prezydenckie na 11 listopada staną się naszą nową narodową tradycją. Wiece – nie marsze. Na wzór amerykański. W Święto Niepodległości nie powinno być podziałów politycznych!

Tomasz Winiarski

Amerykanista, dziennikarz relacjonujący wydarzenia z USA, korespondent mediów krajowych i polonijnych. Publicysta i felietonista. Miłośnik i propagator amerykańskiego stylu życia. Jego artykuły, wywiady i komentarze publikowane są w ogólnopolskiej prasie drukowanej oraz internetowej m.in. w Tygodniku Katolickim „Niedziela”, „Gazecie Polskiej”, „Dzienniku Gazecie Prawnej”, miesięczniku „Gazeta Bankowa”.

 

Na zdjęciu: Uczestnicy marszu w Warszawie w niedzielę, 11 listopada 2018 r.
fot.RADEK PIETRUSZKA/EPA-EFE/REX/Shutterstock

Categories: Winiarski

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*