Fasadowy parlament

Fasadowy parlament

Korespondencja z Parlamentu Europejskiego

Fasadowość w Unii Europejskiej nie jest niczym wyjątkowym. W istocie jest cechą widoczną na wielu płaszczyznach. Fasadowa troska o stan polskiej demokracji – bo przecież płonąca Francja, w której protestujący ponoszą śmierć, nie wywołuje w Parlamencie Europejskim debaty nad zagrożoną praworządnością. Płonące samochody na ulicach francuskich miast nie są, zdaniem unijnych dygnitarzy, wystarczającym powodem do zmartwień. W tym samym jednak czasie race na marszu z okazji polskiego Święta Niepodległości, to dla elit z Brukseli przejaw odradzającego się w naszym kraju faszyzmu.
Hipokryzja tak bije po oczach, że trudno dopatrzeć się demokratycznego głosowania w Parlamencie Europejskim. A przecież sprawne oko przewodniczącego obrad musi dokładnie ocenić, czy konkretna poprawka posiada poparcie większości czy nie. I tutaj dochodzimy do clou tematu, czyli unijnej fasady demokracji. Największego z grzechów pychy lewicowych intelektualistów, stanowiących dzisiaj jądro Unii Europejskiej.
Procedura oceniania parlamentarnej większości „na oko” i głosowanie jedynie poprzez podniesienie ręki to perfidna kpina – z wyborców oraz z rzekomo tak umiłowanej tutaj Brukseli „demos kratos”, czyli władzy ludzi. Posłowie głosują w pośpiechu, bez szansy na głębszą analizę poprawki, nad którą machają rękoma. Elektroniczne sprawdzenie poparcia dla procedowanego dokumentu to bardziej wyjątek niż zdrowa reguła, która w unijnym parlamencie winna być praktyką na porządku dziennym. Posłowie, by otrzymać diety, muszą brać udział w przynajmniej 50 procentach głosowań. Niczym wyjątkowym nie jest widok parlamentarzystów opuszczających salę obrad, gdy tylko wypełnią legislacyjne minimum. Wszystko w myśl zasady – byle do domu.
Takie minimalistyczne i ignoranckie podejście, w dużej mierze jest bezprecedensowe w krajowych parlamentach, pośpiech i brak zainteresowania szczegółami głosowania. Ocena większości „na oko” powoduje serię innych patologii. Ryzyko pomyłki jest wyjątkowo wysokie – to z kolei oznacza, że prawo, które tutaj się uchwala dla ponad pół miliarda ludzi, może w ogóle nie mieć zgody parlamentu. Przewodniczący nieraz mylnie oceniał skalę poparcia dla procedowanych dokumentów. Bywało tak, że niechcący lub specjalnie przeoczył kilkaset głosów.
Czasem takie pomyłki są wyłapywane poprzez głosowanie elektroniczne. Nie dochodzi do niego jednak często. Jak wiele dokumentów zostało przegłosowanych bez demokratycznego poparcia w parlamencie, jest trudnym do oszacowania, jednak te przypadki są bardziej definicją funkcjonowania parlamentu, aniżeli wyjątkami od reguły. Ostatecznie przecież nieważne kto głosuje, ważne kto liczy głosy. W tym wypadku cała europejska demokracja znajduje się w rękach, a raczej w oczach przewodniczącego prowadzącego obrady parlamentu. I to jest chyba największy paradoks Unii Europejskiej – organizacji, która poczuwa się do bycia liderem w dziedzinie praworządności i demokracji, w istocie będąc karykaturą tych wartości.
W zasadzie, by przekonać Brytyjczyków do Brexitu, wystarczyłoby w spotach wyborczych pokazywać obrazy z obrad parlamentu europejskiego, oparte w dużej mierze o nieuczciwe i fikcyjne głosowania, które najczęściej nie podlegają żadnej kontroli.
W Kongresie USA głosuje się poprzez naciskanie guzików, dlatego Amerykanie mogą śledzić historię głosowań konkretnych kongresmenów. W Unii Europejskiej w wielu przypadkach jest to zupełnie niemożliwe.
Niech żyje demokracja!

Tomasz Winiarski

Amerykanista, dziennikarz relacjonujący wydarzenia z USA, korespondent mediów krajowych i polonijnych. Publicysta i felietonista. Miłośnik i propagator amerykańskiego stylu życia. Jego artykuły, wywiady i komentarze publikowane są w ogólnopolskiej prasie drukowanej oraz internetowej m.in. w Tygodniku Katolickim „Niedziela”, „Gazecie Polskiej”, „Dzienniku Gazecie Prawnej”, miesięczniku „Gazeta Bankowa”.

 

fot.PATRICK SEEGER/EPA/REX/Shutterstock

Categories: Winiarski

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*