Budujemy „Fort Trump”

Budujemy „Fort Trump”

Co za zawód, co za pech! Tak bardzo krzyczeli o politycznej izolacji Polski, o jej osamotnieniu na arenie międzynarodowej. Krytykowali PiS za rzekome wyalienowanie nas z grona państw, które traktuje się poważnie. Aj, jak bardzo podgrzewali tę swoją narrację. Snuli katastroficzne wizje. A tu taka niespodzianka, takie niesłychane zaskoczenie! Prezydent Andrzej Duda wizytujący w Białym Domu zadał kłam wszelkim teoriom o utracie sojuszników przez Warszawę. Niemcy? Może Berlin faktycznie się do nas zraził. Francja? Może w Paryżu naprawdę przestali nas lubić. Cóż to jednak byli za sojusznicy? Gdy nadchodziła godzina prawdy, kiedy ktoś wołał: „sprawdzam!”, tak często nas zawodzili.
Prawdziwym sojusznikiem Polski i geostrategicznym partnerem są Stany Zjednoczone. Nie zaś jakieś europejskie państewka o zatraconej tożsamości, które dawno już zapomniały co to znaczy silna armia i prowadzenie wojny. Kraje, które nie tylko nie potrafią uszanować naszych suwerennych decyzji, lecz także bardziej od naszego bezpieczeństwa cenią sobie interesy z Putinem. To amerykański prezydent w 1918 roku zagwarantował odrodzenie się niepodległego państwa polskiego z dostępem do morza Bałtyckiego. Wreszcie, po 100 latach od tamtych wydarzeń to amerykański prezydent Donald Trump gwarantuje Polsce bezpieczeństwo i przetrwanie naszej niepodległości. W trakcie bilateralnego polsko-amerykańskiego spotkania w Waszyngtonie, Trump oświadczył, że USA rozważają budowę stałych baz wojskowych w Polsce. Stwierdził również, że bezpieczeństwo naszego kraju jest dla niego równie ważne, jak dla prezydenta Andrzeja Dudy. Jakby tego było mało, gospodarz Białego Domu wyraził przekonanie, że stałe bazy US Army w naszym kraju zwiększyłyby bezpieczeństwo zarówno Polski, jak i Stanów Zjednoczonych. Oczami wyobraźni już widzę ten niemiecki i francuski jazgot w reakcji na tę informację.
Polskie władze mają rację, budując bezpieczeństwo naszego kraju w oparciu o polsko-amerykańską przyjaźń. Obu prezydentów łączy wiele – m.in. konserwatywne wartości stanowiące istotę amerykańskiego ducha. Łączy ich jednak również konieczność radzenia sobie z postawą ich politycznych adwersarzy w kraju. Tak w Polsce, jak w Ameryce lewicowe elity nie mogą pogodzić się z wyborczą porażką swoich kandydatów. Dlatego stają się opozycją totalną i atakują niemalże każdy ruch i każdą wypowiedź prezydentów – w USA Donalda Trumpa, a w Polsce Andrzeja Dudy. W ten sposób chcą storpedować wizerunek tych polityków, by później pozbawić ich władzy. Trumpa oskarża się o najgorsze rzeczy, ze zdradą państwa na czele. Dowody? A kto tam by się nimi przejmował. Ważne, że negatywna kampania trwa.
W Polsce lewicowi komentatorzy nie odnotowują wielkiego sukcesu, jakim niewątpliwie była wizyta polskiego prezydenta w USA. Nie przyznają, że to kolejny ważny krok na drodze zacieśniania sojuszniczych relacji pomiędzy Waszyngtonem a Warszawą. Nie omieszkali natomiast skrytykować prezydenta Dudy za to, że ośmielił się na stojąco podpisać polsko-amerykańską deklarację o rozważeniu wariantów wzmocnienia militarnej roli USA w Polsce. Nie wybaczą chwilowego zawahania w trakcie ustawiania się do wspólnego zdjęcia. Wypunktują każdą, nawet najmniejszą wpadkę. Ba, co tam wpadka! Oni skrytykują nawet to, że prezydent Duda był „zbyt uśmiechnięty” i „nazbyt dosadnie” dawał po sobie poznać, jak bardzo się cieszy na spotkanie z amerykańskim prezydentem. Doprawdy? Czy Andrzej Duda wypadł idealnie? Oczywiście, że nie! Mógł na przykład złożyć wyrazy współczucia i żalu na ręce Trumpa z powodu strat spowodowanych przez huragan Florence. Błędów nie popełniają jednak tylko ci, którzy nic nie robią.
Prezydent Duda zaproponował, by przyszła baza wojsk amerykańskich w naszym kraju nosiła nazwę „Fort Trump”. Światowe media podchwyciły temat i zaczęły rozpisywać się o Polsce robiąc nam reklamę wartą fortunę. Oczywiście nie zabrakło rodzimych komentatorów, którzy taki pomysł skrytykowali. No bo jak to tak nazywać obiekt wojskowy nazwiskiem urzędującego prezydenta? Właśnie że tak! Czasem trzeba umieć wyjść poza uklepane schematy podręcznikowej dyplomacji, wykazać się oryginalnym i nietuzinkowym podejściem. Na twarzy Donalda Trumpa pojawił się życzliwy uśmiech zdradzający, że pomysł ten przypadł mu do gustu. To jest chyba w tym wszystkim najważniejsze. Ostatecznie przecież to prezydent USA, a nie lewicowi komentatorzy, będzie decydował o rozmieszczeniu nad Wisłą stałych baz armii amerykańskiej. Niektórzy zapewne będą sugerować, by polski rząd zrezygnował ze stałej obecności amerykańskich żołnierzy na naszym terytorium. Oczywiście wszystko dla dobra polsko-niemieckiej przyjaźni. Słychać mnie w Berlinie? Zapomnijcie o tym!

Tomasz Winiarski

Amerykanista, dziennikarz relacjonujący wydarzenia z USA, korespondent mediów krajowych i polonijnych. Publicysta i felietonista. Miłośnik i propagator amerykańskiego stylu życia. Jego artykuły, wywiady i komentarze publikowane są w ogólnopolskiej prasie drukowanej oraz internetowej m.in. w Tygodniku Katolickim „Niedziela”, „Gazecie Polskiej”, „Dzienniku Gazecie Prawnej”, miesięczniku „Gazeta Bankowa”.

 

fot.MICHAEL REYNOLDS/EPA-EFE/REX/Shutterstock

Categories: Winiarski

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*