Wojna radiowa

Wojna radiowa

W Niemczech skonstruowano nadajniki radiowe o wielkości mniej więcej cegły. Ich sercem jest miniaturowy komputer Pi-Raspberry, o którym już pisałem w tej rubryce. Nadajniki mają zasięg 6 kilometrów, a zatem mogą być słyszalne w średniej wielkości mieście.
Jak dotąd zbudowano 24 takie nadajniki i przewieziono je do Syrii, gdzie mają zostać rozmieszczone w wybranych miejscowościach. Ich uruchomienie jest rzekomo dziecinnie łatwe i nie wymaga większej wiedzy technicznej. Ponadto można je umieszczać praktycznie wszędzie, a zatem są łatwe do ukrycia. Jeszcze większą ich zaletą jest to, że zasilane są napięciem 12 woltów, a zatem można je podłączać do różnych baterii oraz samochodowych akumulatorów.
Zamiarem konstruktorów jest nadawanie w Syrii (za pośrednictwem satelity przekazującego odpowiedni sygnał do nadajników) niezależnych programów radiowych, oferujących rzetelne i obiektywne informacje. Głównym kanałem informacyjnym ma być sieć o nazwie Syrnet. Nadajniki rozmieszczone są terenach, które nie są kontrolowane ani przez Assada ani przez radykalnych islamistów.
To interesujące przedsięwzięcie, finansowane częściowo przez niemiecki rząd, jest dziełem grupy o nazwie Media in Cooperation and Transition z siedzibą w Berlinie. Posiada ona swoich ludzi w Turcji, gdzie redagowane są audycje radiowe. Ich autorami są między innymi zbiegli z Syrii dziennikarze.
Niestety nawet bardzo miniaturowy nadajnik nie jest w stanie usunąć Assada i zakończyć krwawy konflikt w Syrii.

Andrzej Heyduk

Na skróty przez technikę

* W sieci coraz popularniejsza staje się wyszukiwarka internetowa o nazwie Kiddle, która adresowana jest do dzieci. „Pod maską” tego produktu działa wyszukiwarka Google zmodyfikowana w taki sposób, iż pewne treści, w taki czy inny sposób szkodliwe dla dzieci, są automatycznie blokowane. Koncern Google licencjonuje Kiddle, ale nie jest bezpośrednio zaangażowany w to przedsięwzięcie. Nieoficjalnie mówi się, że wyszukiwarka powstała w Rosji, co niestety może oznaczać, iż „szkodliwe dla dzieci” mogą okazać się takie hasła jak „Krym”, albo „opozycja”.

* W Brazylii aresztowany został członek zarządu serwisu Facebook. Diego Dzodan, wiceszef firmy w Ameryce Łacińskiej, jest przesłuchiwany w związku z tym, że odmówił udzielenia władzom informacji, które mają istotne znaczenie w śledztwie prowadzonym przeciw zorganizowanej przestępczości. Facebook zapewnia, że nie zrobił niczego złego i że jest gotów do współpracy. Należy przypuszczać, że w serwisie Facebook policja brazylijska nie dostanie zbyt dużo „likes”.

* Samojezdne auto firmy Google zderzyło się w Kalifornii z autobusem komunikacji miejskiej. Wprawdzie nastąpiło to przy bardzo małej prędkości obu pojazdów, ale winę za wypadek ponosi samochód bez kierowcy. Przedstawiciele Google prowadzą rzekomo rozmowy z odpowiednimi władzami stanowymi, by sprawę wyjaśnić. Incydent ten sugeruje, że rozpowszechnienie się aut bez kierowców będzie praktycznie niezauważalne – wypadków będzie tyle samo, co teraz.

* Za jedyne 3 tysiące dolarów można kupić produkt Microsoftu o nazwie Hololens. Są to okulary, za pomocą których na obserwowany świat realny można nakładać „warstwę wirtualną”. Innymi słowy, przy pomocy tego sprzętu można uciekać po ulicach Nowego Jorku przed wawelskim smokiem, albo teściową. Technika nie zna granic. Microsoft twierdzi, że Hololens to na razie rzecz eksperymentalna i nie będzie powszechnie sprzedawana, np. w sklepach internetowych.

* Dobra wiadomość dla rozbitków. Na wystawie Mobile World Congress w Barcelonie zaprezentowano urządzenie o nazwie Jaq, przy pomocy którego można naładować baterię telefonu komórkowego używając do tego celu ogniwa, w którym jako paliwo stosowana jest wyłącznie słona woda. Tej na łajbie dryfującej po jakimś oceanie z pewnością nigdy nie zabraknie.

fot.adafruit.com

Categories: Technologie, Technology

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*