To już (nasz) koniec

fot.alan9187/pixabay.com

fot.alan9187/pixabay.com

Wieści z olimpiady w Rio sugerują, że już wkrótce wszyscy dziennikarze przestaną mieć rację bytu i zostawią zepchnięci na boczne tory historii. Amerykański dziennik “The Washington Post” wyjawił mianowicie, że niektóre doniesienia o olimpijskich wyczynach sportowców nie są pisane przez żywych ludzi, lecz przez automat o nazwie Heliograf. Elektroniczny dziennikarz na razie pisze językiem prostym i pozbawionym poetyckich wzlotów (i może to dobrze), a radzi sobie rzekomo doskonale z wieściami o aktualnej klasyfikacji medalowej, najnowszych wynikach, itd.
Przedstawiciel amerykańskiego dziennika powiedział: “Heliograf uwolni reporterów i redaktorów od co bardziej żmudnych zadań związanych ze zbieraniem informacji”. Możliwe jest jednak również to, że uwolni ich ponadto w przyszłości od konieczności przychodzenia do pracy i pobierania pensji.

Zapowiadane są już następne testy “cyberdziennikarza”. Ma on zostać użyty do relacjonowania przebiegu wyborów prezydenckich w USA, donoszenia o poważnych przestępstwach, ostrzegania przed anomaliami pogodowymi oraz opracowywania jednozdaniowych “meldunków” o najważniejszych wydarzeniach w kraju i na świecie.
Pomysł zastosowania Heliografu do sporządzania raportów z przebiegu wyborów jest potencjalnie zbawiennym rozwiązaniem. Poszczególni kandydaci nie będą się mieli na kogo obrażać i grymasić, bo przecież nie sposób się kłócić z obwodami scalonymi. Może wreszcie wszyscy będziemy mieli święty spokój.

Andrzej Heyduk

Na skróty przez technikę

* Grupa badaczy z Iowa State University zbudowała prototyp baterii, która rozpuszcza się pod wpływem płynów lub wysokich temperatur. Rzecz ma znaleźć zastosowanie w urządzeniach medycznych, wszczepianych czasami pacjentom. Samoczynne rozpuszczenie się baterii w odpowiednich warunkach wyeliminuje konieczność usuwania ogniw z ludzkich organizmów metodami chirurgicznymi. Jednak nową baterią interesują się też rzekomo “agencje rządowe”. Wietrzę plany zaopatrzenia agentów CIA w baterie, które w odpowiednim momencie po prostu znikają bez śladu.

* Okazuje się, że procesor firmy Qualcomm, działający obecnie w ponad 900 milionach telefonów kontrolowanych przez system operacyjny Android, posiada poważną wadę, która teoretycznie pozwala hakerom na przejęcia całkowitej kontroli nad dowolnie wybranym smartfonem. Niestety usunięcie tej wady może zabrać ponad 6 miesięcy. Jeśli zatem czyjś telefon zadzwoni spontanicznie na 911 albo kupi mercedesa w serwisie Amazon, będzie to widomy znak, że coś jest nie tak. Wada dotyczy telefonów BlackBerry Priv, Blackphone 1, Blackphone 2, Google Nexus 5X, Nexus 6, Nexus 6P, HTC One, HTC M9, HTC 10, LG G4, LG G5, LG V10, Moto X Motoroli, OnePlus One, OnePlus 2, OnePlus 3, Samsung Galaxy S7, Samsung S7 Edge i Sony Xperia Z Ultra.

* Obradujący w Las Vegas hakerzy, którzy co rok spotykają się na imprezie zwanej Def Con, postanowili poprzeć kandydaturę Hillary Clinton na prezydenta USA. Nie jest to jednak poparcie zbyt entuzjastyczne. Przedstawiciel hakerów, Jeff Braun, stwierdził jedynie, iż Clinton “wydaje się wiedzieć nieco więcej” o sieciowym bezpieczeństwie niż Trump. Sama kandydatka w żaden sposób nie skomentowała na razie pozyskania nowych zwolenników, czemu się za bardzo nie dziwię.

* Joshua Neally, jadący swoim samochodem tesla z pracy do domu, poczuł nagle ostre bóle żołądka i klatki piersiowej, przez co stracił zdolność do dalszego prowadzenia pojazdu. Nie zatrzymał się jednak na poboczu i do nikogo nie zadzwonił, lecz włączył samochodowego autopilota i kazał mu jechać do najbliższego szpitala. Posłuszna maszyna pokonała sama dystans 20 mil i zawiozła go na pogotowie, gdzie kierowcę skutecznie odratowano. Niby wszystko zakończyło się dobrze, ale co by się stało, gdyby tesla zrozumiała coś opacznie i pomknęła w kierunku najbliższego baru?

Categories: Technologie, Technology

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*