Podglądactwo

Podglądactwo

Nie jest dla nikogo tajemnicą, że coraz liczniejsi pracodawcy nieustannie podglądają swoich podwładnych. W świetle amerykańskiego prawa w instytucjach prywatnych mają do tego prawo i mogą uprawiać takie podglądactwo skrycie, bez powiadamiania pracowników. Dzięki Internetowi i zakładowym sieciom komputerowym jest to dziś znacznie łatwiejsze niż kiedyś.

Firma Gartner przewiduje, że do końca tego roku w amerykańskich przedsiębiorstwach zainstalowanych będzie 500 mln “inteligentnych” urządzeń sieciowych. Są to przeróżne czujniki i kamery, które teoretycznie mają czuwać nad takimi rzeczami jak temperatura wnętrz, wilgotność powietrza, zużycie energii elektrycznej, itd. Jednak te same czujniki mogą z łatwością i po kryjomu “obserwować” wszystko to, co ludzie robią w pracy.
Ponadto w coraz większej liczbie prywatnych firm monitorowane jest absolutnie wszystko, co dzieje się w sieci. Kierownictwo ma dostęp do danych o tym, co robią na komputerach poszczególni pracownicy, jakie miejsca odwiedzają w Internecie, ile czasu w nich spędzają i czy korzystają w pracy z tzw. serwisów społecznościowych. Jeden z bardziej popularnych programów jest zresztą dziełem polskiej firmy z siedzibą w Jeleniej Górze. WorkTime Corporate zbiera dane o internetowych nawykach pracowników i wysyła okresowe raporty do szefów.

Jasne jest to, że w pracy nie można się już nigdzie ukryć, z wyjątkiem toalety, ale tam spędzić 8 godzin nie sposób.

Andrzej Heyduk

Na skóry przez technikę

* Koncern Apple obchodzi 40. urodziny. Z tej okazji przypomina się, że jednym z założycieli firmy jest zupełnie dziś zapomniany Ronald Wayne, który ma obecnie 81 lat. Przed 40 laty pracował w Atari, gdzie spotkał Steve’a Jobsa, z którym się zaprzyjaźnił. Jobs często pytał go o rady. Pewnego dnia Jobs poprosił Wayne’a, by ów wpłynął na Steve’a Wozniaka, który był technologicznym geniuszem, ale nie chciał słyszeć o zakładaniu jakichkolwiek firm. Wayne skutecznie Wozniaka przekonał − narodził się Apple, który zaoferował wkrótce potem komputer Apple 1. A reszta to już historia…

* Aplikacja o nazw ie Alemarah została usunięta z internetowego sklepu Google Play. Okazało się, że był to program do telefonów Android skonstruowany przez talibów. Przedstawiciel tej grupy twierdzi, że chodzi wyłącznie o “trudności techniczne”. Jednak Google sugeruje, iż Alemarah propagował “niewłaściwe treści”. Należy domniemywać, że chodziło o wybuchy i instrukcje, jak je przeprowadzać.

* Zarząd angielskiej Barclays Premiere League ogłosił, że na wszystkich stadionach kibice będą mogli wkrótce korzystać z bezprzewodowej sieci, przy pomocy której można będzie śledzić przebieg meczów, czytać wiadomości sportowe, itd. Nie będzie jednak dostępu do Internetu. Jest to zrozumiałe − w czasie nudnych meczów ludzie nie patrzyliby na boisko, lecz na ekrany telefonów.

* Grupa inżynierów wspieranych przez Microsoft skonstruowała oprogramowanie, dzięki któremu komputer “namalował” nowy obraz Rembrandta, czyli dzieło do złudzenia przypominające styl holenderskiego mistrza. Oprogramowanie powstało na podstawie wszelkich możliwych analiz dzieł artysty, jego malarskich nawyków, itd. Cierpliwie czekam teraz na następny krok, czyli program, który wskrzesi Rembrandta.

* Fang Binxing, czyli człowiek, który stworzył system cenzurowania Internetu dostępnego w Chinach, sam wpadł na mur, który zbudował. W czasie wygłaszanego odczytu okazało się, iż mówca nie może wejść na stronę internetową w Korei Południowej, ponieważ jest ona blokowana przez system Fanga. Skonfundowany prelegent ominął przeszkodę przez skorzystanie z tzw. VPN, czyli mechanizmu, z którego korzystają również miliony Chińczyków, by “przeskakiwać” internetowy mur.

 

fot.Picography/pixabay.com

Categories: Technologie, Technology

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*