Francja. Kierunki polityki zagranicznej Macrona

Emmanuel Macron
fot.Philippe Wojazer/EPA

Polityka zagranicznej nowego prezydenta Francji została określona jedynie w zarysie. On sam powołuje się na tradycje dwóch poprzedników: generała de Gaulle’a i Francois Mitteranda. Zdaniem ekspertów Emmanuel Macron z rozmysłem nie wyartykułował pełnej koncepcji swej polityki międzynarodowej.

Polityka zagraniczna Francji leży w gestii prezydenta. Ponadto, zgodnie z konstytucją, prezydent Republiki jest zwierzchnikiem sił zbrojnych i określa kierunki jej sojuszy i polityki obronnej. Macron powtarzał wielokrotnie, że za najważniejsze wytyczne w tym obszarze uważa koncepcje de Gaulle’a i Mitteranda – pisze francuski dziennik „Les Echos”.

Waszyngtoński think tank Brookings Institution podkreśla, że nie jest do końca jasne, co to odwołanie się do tradycji de Gaulle’a i Mitteranda oznacza; zwraca jednak uwagę, że Macron położy nacisk na bezpieczeństwo państwa, politykę obronną, wzmocnienie sił zbrojnych, co w pewnej mierze oddala go od tradycji centrolewicy, z której się wywodzi, kładącej akcent na miękkich aspektach polityki zagranicznej.

Stwarza to wrażenie – ocenia Brookings – że „Macron nie jest nieopierzonym młodzieńcem” w tych kwestiach. W jego rozumieniu ambicją Francji jest „kształtowanie międzynarodowego kontekstu, a nie tylko przetrwanie w nim”. Według ekspertów Brookings „niejednoznaczność” jego programu jest na tym etapie przemyślanym założeniem.

Macron jest świadom, że jego propozycje dotyczące np. reformowania UE natrafią na opór unijnych partnerów, konieczne więc będą kompromisy, a sformułowanie skutecznego programu w tej sferze musi się odbyć w drodze konsultacji, przede wszystkim z Berlinem.

Ponadto, jak zwraca uwagę „Foreign Affairs”, Macron zdaje sobie sprawę, że aby jego polityka zagraniczna była efektywna, jego rząd musi najpierw dowieść, że poradzi sobie z gospodarczymi i społecznymi reformami w kraju. Berlin ogłosił, że skłonny jest w tej mierze pomóc Paryżowi, ale na bardziej konkretne deklaracje i pomoc Macron będzie mógł liczyć dopiero po jesiennych wyborach z Niemczech.

Szczególnie ambitnym planem prezydenta w odniesieniu do UE jest zreformowanie strefy euro, utworzenie jej budżetu oraz powołanie ministra finansów eurolandu. Jednak „Economist” podkreśla, że podczas wizyt, jakie Macron złożył w Niemczech przed wyborami, musiał obiecać, że najpierw „zabierze się za rozwiązywanie wewnętrznych problemów, zanim ogłosi jakieś żądania wobec sąsiadów”.

„Foreign Affairs” przypomina, że na wczesnym etapie swej prezydentury Francois Hollande poniósł tyle porażek w polityce wewnętrznej, że „umniejszyło to jego znaczenie na scenie międzynarodowej”. Najwyraźniej Macron zwleka więc z ogłoszeniem programu w sferze dyplomacji i obronności Francji i w zależności od rozwoju sytuacji okaże się on bardziej lub mniej ambitny.

Pozostaje przyjąć za pewnik te założenia polityki zagranicznej Francji, które Macron szczególnie mocno wyartykułował, a o reszcie wnioskować na podstawie odniesień do tradycji de Gaulle’a i Mitteranda.

Nowy prezydent chce umocnić międzynarodową pozycję Francji poprzez ściślejszą współpracę w obrębie zreformowanej, silniejszej Unii, i silne związki z tradycyjnymi partnerami; „również z USA, które – miejmy nadzieję – pozostaną zainteresowane Sojuszem Północnoatlantyckim” – ocenia Brookings.

Politico zwraca uwagę na nastawienie Macrona do Moskwy, wskazujące na to, że będzie on „antyrosyjskim jastrzębiem”. Prezydent chce, by Francja i cała Unia przyjęły twardą postawę wobec Rosji, niewykluczającą jednak dialogu, choć – jak podkreśla – nie można wycofać sankcji nałożonych na Rosję po aneksji Krymu, póki Rosja nie skoryguje swej wojowniczej postawy. Prezydent mawia też, że Francja „nie ma takich samych wartości ani priorytetów (jak Rosja)”.

Podczas kampanii wyborczej Macron powiedział, że „doktryna wojskowa (Rosji) i jej retoryka oznaczają przyjęcie hybrydowej strategii, która łączy zastraszanie siłą militarną z wojną informacyjną”. W tej sytuacji „tylko stanowczość i zjednoczenie Europejczyków” pozwolą na konstruktywny dialog z Rosją – przypomina „Le Monde”.

„Przyjmiemy doktrynę działań odwetowych w odniesieniu do rosyjskich cyberataków i ataków każdego innego typu” – powiedział w rozmowie z Politico doradca Macrona ds. zagranicznych Aurelien Lechevallier.

Zgodnie z tradycją gaullistów w kwestii obronności Macron chce postawić na dużą niezależność Francji. Planuje utrzymać „nuklearny potencjał odstraszania (…) a ponadto zwiększać stopniowo nakłady i wydatki na zbrojenia o 10 mld euro rocznie do 2011 roku” – podaje „Le Figaro” .

Zdaniem prezydenta „wkroczyliśmy w etap stosunków międzynarodowych, w których wojna staje się czymś możliwym” – cytuje „Le Monde”. Wobec tego znamienny jest dobór cytatu z de Gaulle’a, którym posługuje się Macron: „jeśli takiemu krajowi jak Francja przydarzy się toczyć wojnę, to trzeba, aby to była jego wojna”.

Oznacza to, zgodnie z myślą de Gaulle’a, zarówno położenie nacisku na samodzielne zdolności obronne Francji, jak i zachowanie pewnego dystansu wobec konfliktów, w które angażuje się Ameryka.

Stosunek de Gaulle’a do Ameryki jako światowego hegemona i lidera NATO oddaje jego wypowiedź z 1964 roku: „nieznośna jest sytuacja, w której potężny kraj (Francja) daje innemu krajowi (USA), bez względu na to, jak przyjaznemu prawo podejmowania decyzji o jego losie”. Uważał on, że międzynarodowa pozycja Francji „wyklucza uległość atlantycką”.

Tu jednak Macron nie chce naśladować generała i odwołuje się do postawy Mitteranda, który choć socjalista, okazał się – jak wspomina Henry Kissinger w „Dyplomacji” – nieocenionym partnerem dla Waszyngtonu. W 1983 roku poparł rozmieszczenie w Europie amerykańskich rakiet z głowicami nuklearnymi typu Pershing.

Swoje proatlantyckie credo Mitterand wyartykułował podczas wystąpienia w Bundestagu, mówiąc: „Każdy, kto gra na odłączenie kontynentu europejskiego od Ameryki wystawia na niebezpieczeństwo równowagę sił, a tym samym zagraża sprawie zachowania pokoju”.

Macron ogłosił, że stawia na współpracę z USA w takich kwestiach jak dzielenie się danymi wywiadowczymi, współpraca wojskowa, walka z terroryzmem, zajmowane stanowiska w ONZ, czy zmiany klimatyczne.

Jak podsumowuje Brookings: „dla Macrona niezależność (Francji) nie oznacza jej samotności”. To dobrze – ocenia „Foreign Affairs”, bo „Francja i Niemcy muszą pilnie podbudować swe dyplomatyczne i militarne możliwości (…) zaczynając od współpracy wobec kryzysu na Ukrainie”.

Wiele wskazuje na to, że odwołanie się do tradycji Mitteranda oznaczać też będzie, że Macron – w odróżnieniu od prezydenta Nicolasa Sarkozy’ego, nie będzie kładł głównego nacisku na śródziemnomorską politykę zagraniczną, która miała dać Francji rolę lidera w tym regionie. Nowy prezydent chce mocniej zakotwiczyć Republikę w Europie i skłonić Unię do zwiększenia swych zdolności obronnych – konkluduje „Washington Post”.

Marta Fita-Czuchnowska (PAP)

Categories: Świat

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*