Dżihad na własne życzenie

Uzbrojony policjant w Manchesterze fot.Andy Rain/EPA

Żołnierze z bronią długą na rogach ulic. Przejeżdżające ulicami transportery opancerzone. To nie obrazki z ogarniętych wojną domową krajów Trzeciego Świata. To codzienność Europy Zachodniej. We Francji do dziś obowiązuje stan wyjątkowy. W Belgii trwa trauma po tamtejszych zamachach. Po zamachu terrorystycznym w Manchesterze w stanie pełnej mobilizacji znalazła się Wielka Brytania.
Wydarzenia w angielskim mieście musiały poruszyć zarówno Amerykanów jak i Polaków. Tych pierwszych – bo jako cel zamachu wybrano publiczność piosenkarki z USA Ariany Grande. Tych drugich – bo wśród 22 ofiar śmiertelnych terrorysty-samobójcy znalazło się polskie małżeństwo. Ich British Dream (oboje byli imigrantami szukającymi na wyspach lepszego życia) przerwała brutalnie eksplozja w Manchesterze.

Recepty na dżihad

Jeszcze nie ucichły echa eksplozji, a w mediach znów rozgorzała zażarta dyskusja – jak walczyć z terroryzmem.
Recepta wydaje się prosta – zniszczyć radykalny islam. Taką receptę przedstawił światu nie tylko Donald Trump. Po zamachach w Paryżu Francuzi zdecydowali się na zintensyfikowanie walki z tzw. Państwem Islamskim poza granicami Europy i likwidację jego aktywnych ośrodków szkoleniowych. W polityce wewnętrznej chcą ograniczyć imigrację z regionów uznanych za opanowane przez ideologię dżihadu.
Za późno i za mało – chciałoby się powiedzieć. Do Europy przybyły już miliony ludzi, którzy uciekli z regionów opanowanych przez radykalnych islamistów. Mieliśmy już przypadki, gdy właśnie spośród nich wywodzili się zamachowcy. Ale nie tylko oni są potencjalnym problemem. Nie mniejsze problemy Europa Zachodnia ma z ludźmi, którzy posiadają paszporty z nadrukiem UE. To drugie lub trzecie pokolenie imigrantów z krajów, gdzie dominującym wyzwaniem jest islam.

Dzieci islamu
Także zamach w Manchesterze był dziełem Brytyjczyka, który okazał się synem libijskich imigrantów. Ten scenariusz już znamy – zradykalizowani potomkowie przybyszów z państw islamskich stają się świetnym narybkiem dla ideologów i propagandystów tzw. Państwa Islamskiego. Rozczarowani Zachodem, w którym ciągle istnieją szklane sufity nie pozwalające na realizację życiowych marzeń, obracają się przeciwko przybranej ojczyźnie swoich rodziców. To kolejny dowód na to, że proces asymilacji w Europie okazał się jednym wielkim fiaskiem. Ale podobny przypadek mieliśmy także w USA – zamachowców z San Bernardino.
Polityczna poprawność miesza się z twardą rzeczywistością. Do zamachów, do których przyznaje się tzw. Państwo Islamskie,  dochodzi przecież tam, gdzie żyją liczne społeczności muzułmańskie. W krajach, gdzie terroryści nie mogliby liczyć na wtopienie się w tłum współwyznawców, taki problem nie istnieje. A w Europie Zachodniej politycy, którzy ośmielają się o tym mówić głośno, uznawani są za prawicowych ekstremistów. To logiczna zależność, o której najwyraźniej wciąż nie można głośno mówić.

W Londynie policja i wojsko patrolują ulice fot.Facundo Arrizabalaga/EPA

Ryzyko demokracji? Niezupełnie
Wielu publicystów i ekspertów argumentuje, że niebezpieczeństwo ataków terrorystycznych jest nierozerwalnie związane z istnieniem otwartych społeczeństw. Problem z tym, jak wyważyć, ile obostrzeń jesteśmy w stanie zaakceptować, aby czuć się względnie bezpiecznie – twierdzą. Dziś nikt o zdrowych zmysłach nie wyobraża sobie, aby środki bezpieczeństwa zredukować do poziomu sprzed zamachów z 11 września 2001 roku. Pogodziliśmy się już ze skrupulatnymi kontrolami bagażu na lotniskach, wykrywaczami metalu przy wejściach do biur, urzędów a nawet domów mieszkalnych oraz przeszukiwaniami przy wejściach na imprezy masowe. I wszyscy wiemy, że nawet takie środki nie dają 100-procentowej gwarancji uniknięcia kolejnego zamachu. Ale co dalej? Zabronić sprzedaży nawozów sztucznych, szybkowarów, gwoździ, śrub, noży i innych przedmiotów, którymi mogą posłużyć się terroryści? Zacząć w 100 proc. kontrolować internet i telefonię komórkową? Absurd. Żyjemy więc ze świadomością, że prędzej czy później ktoś zginie – w klubach nocnych, na jarmarkach, meczach, koncertach, w restauracjach, w pociągach, czy samolotach. Po naszej stronie jest tylko rachunek prawdopodobieństwa – szanse, że to właśnie my znajdziemy się w złym miejscu w niewłaściwym czasie są statystycznie nikłe.
Argumentacja o cenie płaconej za otwarte społeczeństwo nie do końca wytrzymuje jednak konfrontację z rzeczywistością. Zamachy mają przecież miejsce również tam, gdzie nie ma pełnej otwartości i demokracji – chociażby w Rosji. O Iraku, czy Egipcie nie wspominając. A argument o powiązaniu islamu i współczesnego terroryzmu zbijany jest stwierdzeniem, że istnieją także inni terroryści szaleńcy, tacy jak chociażby Anders Breivik.

Gorsza część Europy
W Polsce zamach w Manchesterze został wykorzystany jako kolejny argument za nieprzyjmowaniem imigrantów z Bliskiego Wschodu i z krajów afrykańskich. Do tragedii w angielskim mieście doszło w środku ostrej politycznej dyskusji, w której opozycja krytykuje rząd Prawa i Sprawiedliwości za nieprzejednane stanowisko w tej sprawie. PiS ma jednak za sobą sondaże opinii publicznej, z których wynika, że 74 proc. badanych nie chce widzieć w Polsce migrantów i uchodźców z krajów zdominowanych przez islam. Opozycja argumentuje, że grozi to izolacją Polski na arenie międzynarodowej (stanowisko podobne do Warszawy zajmują tylko Praga i Budapeszt) i gigantycznymi karami nałożonymi przez UE. Nie ulega wątpliwości, że Polsce dokleja się przy okazji “gębę” kraju ksenofobicznego i zamkniętego. Bruksela wydaje się głucha na argumenty, że to Polska przyjmowała przez lata autentycznych (!) uchodźców z Czeczenii i ma swoich własnych imigrantów – w tym prawie milion Ukraińców. I na to, że Warszawa przeznacza miliony dolarów na pomoc dla uchodźców, żyjących w obozach w Turcji lub w samej Syrii. To dużo efektywniejszy rodzaj pomocy niż wyposażanie migrantów, z których tylko nieliczni są rzeczywistymi uchodźcami, w bogate pakiety socjalne. Tak jakby nikt nie zdawał sobie sprawy, że taki mechanizm przyciągnie kolejną falę migrantów, pogłębiając problemy Europy.
Na walkę z islamskim terroryzmem będziemy skazani jeszcze przez długie lata. To nierozwiązywalny problem, który Zachód sprokurował sobie na własne życzenie. Teraz jednak próbuje tym problemem “podzielić się” z tą częścią Europy, która dotychczas była omijana przez potencjalnych terrorystów. Trudno się dziwić, że ta, uważana przez Zachód za gorszą część Starego Kontynentu nie chce zgodzić się na wzięcie sobie na głowę kłopotu, który może ciągnąć się przez długie pokolenia. Nawet jeśli mocno za to obrywa po głowie.

Jolanta Telega
j.telega@zwiazkowy.com

Categories: Świat, Terroryzm

Comments

  1. Aga
    Aga 28 maja, 2017, 11:41

    Kto ogniem wojuje od ognia ginie!

    Reply this comment
  2. Normals
    Normals 28 maja, 2017, 18:34

    „Żołnierze z bronią długą na rogach ulic. Przejeżdżające ulicami transportery opancerzone. To nie obrazki z ogarniętych wojną domową krajów Trzeciego Świata. To codzienność Europy Zachodniej. We Francji do dziś obowiązuje stan wyjątkowy. W Belgii trwa trauma po tamtejszych zamachach. Po zamachu terrorystycznym w Manchesterze w stanie pełnej mobilizacji znalazła się Wielka Brytania.”

    Oj tam, oj tam. Spytajcie ” zza kaluzy „, to wam opowie historie o wspanialych i wyksztalconych muzulmanach, ktorzy maja swoj wielki udzial w budowie naszej zachodniej cywilizacji a potem uslyszycie historie, ze skoro ginely irackie dzieci to i nasze powinny ginac i to jest wedlug niego OK.Europa sie zmienia na naszych oczach a wlasciwie ginie mordowana przez islam i jego wyznawcow. Gdziekolwiek pojawia sie muzulmanscy imigranci predzej czy pozniej dramatycznie wzrasta przestepczosc, zaczynaja wybuchac bomby, tratuja ludzi ciezarowki czy scinane sa maczetami glowy niewiernych, ktorzy ich ugoscili a kobiety boja sie samotnie chodzic po ulucach. Najwyrazniej wedlug ludzi pokroju ” zza kaluzy ” tak powinna wygladac normalnosc w dzisiejszej Europie. Ja stanowczo mowie takiej normalnosci glosne NIE. Zastanawia mnie tez fakt, dlaczego ” zza kaluzy „, brzydzacy sie tak bardzo wiara chrzescijanska co udawadnia swoimi wpisami na kazdym kroku, tak zarliwie broni wyznawcow innego Boga -spod znaku ksiezyca…

    Reply this comment
  3. zza kałuży
    zza kałuży 28 maja, 2017, 21:48

    „ze skoro ginely irackie dzieci to i nasze powinny ginac i to jest wedlug niego OK.”
    *
    Banialuki, nigdzie i nigdy nie twierdziłem, że „to jest O.K.”.
    Zamachy terrorystyczne są zbrodnią i to niezaleznie od tego, czy bomby podkładają lewacy z Frakcji Czerwonej Armii, czy amerykański, katolicki weteran wojenny z Iraku, który w Oklahoma City zabił 19 małych dzieci.
    Nie robi mi różnicy czy bomby podkładali irlandzcy katolicy walczacy o niepodległość czy włoscy katoliccy mafiosi mordujący sędziów i polityków.
    Zbrodnia to zbrodnia.
    *
    Ja tylko uważam, że kto sieje wiatr, ten zbiera burzę.
    Rozumienie przyczyn terroryzmu (o ile oczywiście co do tych przyczyn mam rację) to nie to samo co usprawiedliwianie zbrodni.
    *
    Reszta to niespójne bajdurzenie, nie warto komentować.

    Reply this comment

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*