Rio – Adam Korol: nasi olimpijczycy złamią barierę 10 medali

fot.Toni Vilchest/EPA

Zdaniem Adama Korola część medali dla Polski „zostanie wyłowiona z wody” fot.Toni Vilchest/EPA

W opinii wioślarskiego mistrza olimpijskiego Adama Korola z igrzysk w Rio de Janeiro Polacy przywiozą więcej niż 10 medali. – Jestem przekonany, że złamiemy tę barierę, głównie dzięki lekkoatletom i reprezentantom sportów wodnych – ocenił były minister sportu.

Z trzech ostatnich edycji igrzysk – w Atenach, Pekinie i Londynie – biało-czerwoni wracali do kraju właśnie z 10 krążkami. Czterokrotny mistrz świata w czwórce podwójnej uważa, że tym razem będzie ich więcej, a część zostanie „wyłowiona z wody”.

– W roli faworytów wymieniane są nasze wioślarki w dwójce podwójnej, dalej kajakarki, kilku pływaków i windsurfingowcy, ale… jako były sportowiec nie lubię mówić o stuprocentowych szansach – powiedział Korol.

Pięciokrotny olimpijczyk tłumaczył jednak, że trudno nie wywierać medalowej presji na zawodnikach, szczególnie w przypadku lekkoatletów, którzy na stadion Engenhao wejdą jako rekordziści czy mistrzowie świata. Zwrócił też uwagę, że sportowcy odliczają już godziny do rozpoczęcia największej imprezy świata.

– Podczas ceremonii ślubowania, na której gościłem w Warszawie, obserwowałem, jak wioślarki są nabuzowane, jak wprost nie mogą się doczekać nadchodzącego startu, ale… droga do finału w tej dyscyplinie nie jest prosta. Czasem może ją przekreślić zwykły pech – wspomniał.

Tłumaczył, że mowa np. o sytuacji, gdy opływowe łodzie czy pióra wioseł spotkają się z jakimikolwiek zanieczyszczeniami.

– Z relacji słyszymy, że olimpijski akwen jest brudny, a na torze pływają śmieci. Niepozorna torba foliowa, która przyczepi się do płetwy, może przekreślić szansę na medal, bowiem przy prędkości około 18 km/h kontakt chociażby ze źdźbłem morskiej trawy potrafi wpłynąć na znaczne jej obniżenie – poinformował.

Gdańszczanin podkreślił jednak, że o ile sportowe areny nie powinny budzić zastrzeżeń, to niewykończona na czas wioska nie może być powodem do zmartwień.

– Niech oddawane na ostatnią chwilę pokoje, ich stan i ascetyczny wygląd nie rozpraszają uwagi sportowców. Należy zachować przedstartową koncentrację i mieć się na baczności, szczególnie… podczas jedzenia – zauważył.

Nadmienił, że wśród przedstawicieli dyscyplin, w których waga zawodnika ma znaczenie, krąży powiedzenie, że „wiele medali zostaje na stołówce”.

– Zwykle bufet na igrzyskach robi wrażenie. Chciałoby się spróbować różnorakich produktów, choćby po małym kawałku, ale od szczypty do kęsa robi się kolejny talerz. Niby banalna kwestia, a jednak o dodatkowe kilogramy wtedy łatwo – dodał.

Wielokrotny medalista mistrzostw kraju zaznaczył, że poza prostymi wskazówkami unika dawania porad i „mentorowania”.

– Nasi reprezentanci to dorośli ludzie, którzy doskonale wiedzą, co i kiedy mają robić. Słuchać to powinni tylko i wyłącznie trenera, nie masy podpowiadaczy – przyznał.

Jak dodał, podczas ostatniej wizyty w stolicy wracał pamięcią do swojego olimpijskiego debiutu, czyli igrzysk w Atlancie (1996).

– Żegnając odlatujących do Brazylii wioślarzy wspominałem siedzącemu obok mnie Kajetanowi Broniewskiemu, że mija dokładnie 20 lat od czasu, gdy pierwszy raz odbierałem nominację. Mimo wzruszenia… nie zamieniłbym się już z młodymi miejscami – podkreślił 41-latek.

Wyznał, że po latach wioślarskiej kariery teraz wierny jest innej pasji – bieganiu. Ma za sobą maratońską rywalizację m.in. w Poznaniu i Berlinie.

(PAP)

Categories: Sport

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*