Remis w szlagierze Liverpool – Arsenal

fot.Peter Powell/EPA

Martin Skrtel uratował Liverpoolowi punkt w siódmej minucie dogrywki fot.Peter Powell/EPA

Piłkarze Liverpoolu i Arsenalu zremisowali 2:2 w szlagierowym spotkaniu 17. kolejki angielskiej ekstraklasy. „The Reds” zdobyli wyrównującego gola w siódmej doliczonej minucie drugiej połowy. W barwach „Kanonierów” cały mecz rozegrał Wojciech Szczęsny.

Po szybkiej, ale skromnej jeśli chodzi o dobre sytuacje pierwszej połowie, zgromadzeni na Anfield kibice obejrzeli jej efektowną końcówkę. Najpierw polskiego bramkarza pokonał w 45. minucie Brazylijczyk Philippe Coutinho, ale kilkadziesiąt sekund później, jeszcze przed gwizdkiem kończącym pierwszą część gry, wyrównał Francuz Mathieu Debuchy.

Niedługo po zmianie stron mecz został przerwany na kilka minut w związku z kontuzją obrońcy gospodarzy Martina Skrtela. Słowak został odepchnięty przez szarżującego Oliviera Giroud. Później Francuz przypadkiem zahaczył butem o głowę leżącego rywala. Lekarze udzielili pomocy poszkodowanemu, który ostatecznie mógł jednak kontynuować udział w spotkaniu. W wyniku tego incydentu sędzia doliczył do drugiej połowy aż dziewięć minut.

Sam Skrtel wykorzystał ten czas, by uratować Liverpoolowi punkt. Od 64. minuty, kiedy na listę strzelców wpisał się Giroud, gospodarze szukali bramki wyrównującej. Przeprowadzali liczne ataki, ale wydawało się, że brakuje im skuteczności. Dobrze spisywał się też Szczęsny. Sytuacja „The Reds” stała się jeszcze trudniejsza, gdy w drugiej doliczonej minucie czerwoną kartkę (za dwie żółte) zobaczył Włoch Fabio Borini.

O rezultacie pojedynku przesądził rzut rożny, wykonany przez Adama Lallanę pięć minut później. Reprezentant Anglii posłał górną piłkę w pole karne, a tam celnie główkował Skrtel. Zarówno przy tej, jak i przy pierwszej bramce, Szczęsny był bez szans na skuteczną interwencję.

Arsenal, który zgromadził 27 punktów, wrócił na szóste miejsce w tabeli, które w sobotę odebrał mu lokalny rywal Tottenham Hotspur. „Kanonierzy” utrzymali pięć „oczek” przewagi nad Liverpoolem, który wyprzedził z kolei Everton i zajmuje 10. pozycję.

We wcześniejszym niedzielnym meczu, tzw. derbach Tyne-Wear, Sunderland pokonał na wyjeździe Newcastle United dzięki bramce Adama Johnsona w końcowych minutach. To czwarta z rzędu porażka „Srok” z tym zespołem. Choć dziewiąte Newcastle jest w tabeli znacznie wyżej od odwiecznego rywala (14. miejsce), ten rezultat rozzłościł kibiców, którzy traktują te starcia bardzo prestiżowo.

W sobotę broniący tytułu Manchester City gładko pokonał u siebie Crystal Palace 3:0, dzięki czemu zrównał się punktami z pierwszą w tabeli Chelsea Londyn. Lider swój wyjazdowy mecz ze Stoke City rozegra w poniedziałek.

Oba zespoły mają po 39 punktów i po 36 strzelonych bramek, ale wyżej sklasyfikowana jest Chelsea, która straciła o jednego gola mniej (13). Jeśli podopieczni Portugalczyka Jose Mourinho przegrają różnicą co najmniej dwóch bramek, stracą pierwsze miejsce. Jeszcze w listopadzie „The Blues” mieli osiem punktów przewagi.

Również w sobotę zakończyła się zwycięska seria Manchesteru United. Po sześciu kolejnych wygranych „Czerwone Diabły” zremisowały na wyjeździe z Aston Villą 1:1.

United utrzymał się na trzecim miejscu w tabeli, ale ma już tylko jeden punkt przewagi nad rewelacyjnie spisującym się w tym sezonie zespołem West Ham United. „Młoty” wygrały 2:0 z Leicester City, w którego barwach cały mecz rozegrał Marcin Wasilewski.

Do bramki Swansea City powrócił Łukasz Fabiański, który wcześniej pauzował z powodu czerwonej kartki. Polak zanotował udany występ i zachował czyste konto, a „Łabędzie” wygrały z Hull City 1:0.

(PAP)

Categories: Sport

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*