„Profesor” Dariusz Zelig kończy 60 lat

Dariusz Zelig w biało-czerwonych barwach rozegrał 236 spotkań i zdobył 3404 punkty fot.Facebook

W środę 60. urodziny obchodzi Dariusz Zelig, jeden z najwybitniejszych polskich koszykarzy, ośmiokrotny mistrz kraju, uczestnik sześciu mistrzostw Europy, olimpijczyk. Koledzy z boiska nazwali go „Profesorem”. „To bardzo trafny przydomek” – ocenił trener Arkadiusz Koniecki.

W biało-czerwonych barwach rozegrał 236 spotkań i zdobył 3404 punkty. Daje mu to pierwsze miejsce – ex aequo z Mieczysławem Łopatką – w liczbie występów w reprezentacji oraz trzecie (za Edwardem Jurkiewiczem – 4114 i Łopatką – 3522) w zestawieniu najlepszych strzelców.

W trakcie 15 sezonów na parkietach ekstraklasy grał w drużynach, które zdobyły osiem złotych (Wybrzeże Gdańsk 1978, Śląsk Wrocław 1979-81, 1987, 1991-93) i cztery brązowe medale mistrzostw kraju (Śląsk 1982, 1985-86, 1990).

Jako pierwszy polski koszykarz wywalczył także tytuł w lidze zagranicznej – w 1988 roku został mistrzem Belgii z zespołem Sunair Ostenda. W sezonie 1988/89 występował także w lidze niemieckiej w SSV Ulm.

Urodził się 22 listopada 1957 r w Koszalinie i tam rozpoczął karierę w klubie AZS pod okiem trenera Jerzego Olejniczaka. Talent mierzącego 192 cm, występującego w drugiej lidze 19-letniego obrońcy dostrzegli szkoleniowcy Wybrzeża Gdańsk. W klubie z Trójmiasta Zelig w sezonie 1976/77 zadebiutował w ekstraklasie. W kolejnym był już mistrzem Polski.

„Był koszykarzem wszechstronnym, o bardzo dobrej motoryce. Miał skoordynowane, miękkie ruchy, dobrze się poruszał. Do wrodzonych uzdolnień otrzymał dobre koszykarskie podstawy” – ocenił Jan Jargiełło, wówczas szkoleniowiec Wybrzeża.

Do reprezentacji został powołany przez trenera Jerzego Świątka na początku 1978 roku, a już w kwietniu na zakończenie międzynarodowego turnieju o Wielką Nagrodę Sofii został wybrany do pierwszej piątki imprezy.

„Był ważnym graczem reprezentacji, zawodnikiem na poziomie europejskim. Niech o jego talencie świadczy fakt, że został powołany do kadry narodowej, kiedy w swojej drużynie klubowej nie zawsze wychodził w podstawowej piątce” – zauważył ówczesny selekcjoner.

„Co w nim zobaczyłem? Od początku pokazywał rozwagę w grze, walory techniczne. Jako młody kadrowicz szybko został graczem pierwszej piątki, także z uwagi na grę w defensywie. Wielki trener ze starej Jugosławii Mirko Novosel definiował, że dobra gra w obronie to przede wszystkim umiejętności fizyczne, motoryczne i charakter. Darek takie cechy wykazywał od samego początku. Zawsze prezentował ugruntowany, wysoki poziom. Prawie nigdy, a karierę miał bardzo długą, nie była to gra przeciętna” – dodał Świątek.

Do Zeliga, koszykarza z największą liczbą występów w reprezentacji, należy także inny, już samodzielny, rekord. Jako jedyny wystąpił w sześciu finałowych imprezach mistrzostw Europy (1979 – 7. miejsce, 1981 – 7., 1983 – 9, 1985 – 11., 1987 – 7., 1991 – 7.). W igrzyskach olimpijskich w Moskwie (1980) zajął z polską drużyną siódmą lokatę.

Wraz ze sportowym rozwojem stał się specjalistą ataku. W pierwszych trzech ME z jego udziałem był trzecim, względnie drugim, strzelcem zespołu, za Mieczysławem Młynarskim czy Eugeniuszem Kijewskim. W kolejnych już liderował reprezentacji. W 1985 roku w Nantes w meczu z Francją zdobył 36 pkt (w turnieju średnio 22,6). Dwa lata później w Atenach był trzecim strzelcem całej imprezy (średnia 26,4 pkt), za słynnym Grekiem Nikosem Galisem (37) i Doronem Jamchym (31,9) z Izraela.

W tamtym okresie kadrę prowadził trener Andrzej Kuchar, który ocenił, że Zelig był bardzo inteligentnym zawodnikiem.

„Miał też świetną odporność psychiczną, podobnie jak Młynarski i Kijewski, co głównie przekładało się na jego akcje w ataku przy wyrównanym wyniku. Uważam, że mógł zrobić większą karierę międzynarodową, gdyby ustabilizował ciężar ciała na poziomie ok. 87-88 kg. Wtedy grał najlepiej. Przy tej wadze Darek miał najkrótszy czas od zatrzymania do końcowej fazy rzutu ze wszystkich trenowanych przeze mnie zawodników” – przypomniał szkoleniowiec.

Międzynarodową karierę Zeliga spowolniły obowiązujące w PRL przepisy, które zezwalały kadrowiczom na zagraniczny kontrakt dopiero po ukończeniu 30. roku życia. W 1987 roku wybrał najbardziej konkretną propozycję z Belgii, która i tak – w myśl ówczesnych przepisów – oznaczała, że połowa jego zarobków była odprowadzana do kraju, na konto Centralnego Ośrodka Sportu.

Zelig, zawodnik bardzo uzdolniony, pojawił się w polskiej koszykówce zbyt późno, by cieszyć się z medalowych sukcesów z drużyną narodową, gdyż już po medalowej dekadzie reprezentacji trenera Witolda Zagórskiego, która trzykrotnie stanęła na podium i grała w pięciu półfinałach mistrzostw Europy, zajęła piąte miejsce w mistrzostwach świata.

Z drugiej strony – zbyt wcześnie, by swobodnie, bez ograniczeń móc kształtować swoją indywidualną karierę. Był zawodnikiem, który miałby szanse spróbować sił w NBA. Pod koniec lat 80. zarysowała się przed nim nawet pewna możliwość.

„Miałem poważną propozycję z półzawodowej ligi letniej w USA, gdy grałem w Niemczech. Zadzwoniłem zupełnie niepotrzebnie do związku zapytać się, czy mi pozwolą. W pewnym sensie zagrożono mi dożywotnią dyskwalifikacją. A propozycja była całkiem poważna. Sześć klubów startowało w tej lidze, ja mogłem sobie wybrać dowolny, pojechać z całą rodziną. Dostawałem mieszkanie, samochód. Grało się od maja do sierpnia. (…) można było się w ten sposób pokazać klubom z NBA. (…) byłem wtedy w najlepszym wieku dla koszykarza mającego grać w lidze zawodowej” – opowiadał Zelig przed kilku laty w wywiadzie dla „Przeglądu Sportowego”.

Na krajowych parkietach „Profesorem” był zarówno przed wyjazdem, jak i po powrocie z zagranicy. „Doskonale broniący, sprawny, dynamiczny, skutecznie atakujący. Ponownie należał do filarów drużyny mistrza Polski. Wciąż na dorobku. Nie wykorzystał jeszcze wszystkich możliwości” – pisał o nim „Przegląd Sportowy” przedstawiając najlepszą piątkę sezonu 1979/80.

Zelig otrzymał w sumie dziewięć takich nominacji, dwukrotnie został wybrany MVP rozgrywek ligowych (1985, 1987), dwa razy był królem strzelców ekstraklasy (1987, 1991). W sezonie 1990/91 zdobywał średnio 27,6 pkt.

Reprezentację prowadził wówczas Arkadiusz Koniecki. „Był wybitnym zawodnikiem. Jego dominacja w polskiej lidze i drużynie narodowej była bardzo wyraźna. W wielu ważnych meczach, m.in. w eliminacjach ME 1991, pokazywał, że jest olbrzymią indywidualnością, był siłą napędową kadry” – skomplementował go szkoleniowiec.

Podkreślił, że Zelig był bardzo utalentowany rzutowo.

„Miał swoje boiskowe triki, wyspecjalizował się w rzutach z kąta 45 stopni, doskonale grał jeden na jeden. Bardzo dobrze czytał obronę, znajdował jej słabe punkty. W tamtych czasach był zawodnikiem bardzo widocznym, grał taką elegancką koszykówkę, przyjemną dla oka, a przy tym bardzo skuteczną. Potrafił znaleźć lekarstwo na każdego przeciwnika. Na treningach i w trakcie meczu zachowywał się bardzo profesjonalne. Stąd przydomek +Profesor+, wydaje mi się, że bardzo, bardzo trafny” – podsumował Koniecki.

Trener Świątek, który jako pierwszy powołał Zeliga do reprezentacji, ma tylko jedną „pretensję” do byłego podopiecznego.

„Zrobił mi zawód, że nie został trenerem, ale to nie zarzut – każdy układa sobie życie według własnego pomysłu. Jeżeli jednak obserwowałem i oceniałem graczy reprezentacji, to mogłem przypuszczać, że ze swoimi walorami psychicznymi może być dobrym szkoleniowcem. Byłem wręcz przekonany, że zostanie znakomitym trenerem koszykówki. Tym bardziej, że skończył AWF we Wrocławiu, specjalizację. Miał zresztą dużo większe niż tylko formalne kwalifikacje” – zakończył.

(PAP)

Categories: Sport

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*