Polacy pokonali Wenezuelę i są pewni awansu

 

Mateusz Mika jest jednym z najlepszych w polskim zespole fot.Maciej Kulczyński/EPA

Mateusz Mika jest jednym z najlepszych w polskim zespole fot.Maciej Kulczyński/EPA

Polscy siatkarze odnieśli w mistrzostwach świata trzecie zwycięstwo z rzędu i zapewnili sobie awans do drugiej fazy rozgrywek. W czwartek pokonali we wrocławskiej Hali Stulecia Wenezuelę 3:0 (25:20, 25:13, 25:14). Kolejny mecz w sobotę z Kamerunem.

Polska: Piotr Nowakowski, Michał Winiarski, Karol Kłos, Mariusz Wlazły, Mateusz Mika, Fabian Drzyzga – Paweł Zatorski (libero) – Michał Kubiak, Rafał Buszek, Marcin Możdżonek, Dawid Konarski.

Wenezuela: Fernando Gonzales, Jose Carrasco, Kervin Pinerua, Antonio Montoya, Fredy Cedeno, Jesus Chourio – Hector Mata (libero) – Carlos Paez, Ernardo Gomez, Jhoser Contrears, Daniel Escobar, Hector Salerno.

Po środowym treningu trener reprezentacji Polski Stephane Antiga stwierdził, że nie wie jeszcze w jakim składzie jego zespół zacznie mecz z Wenezuelą. „Ważne, aby grali wszyscy. To bardzo długi turniej, w którym każdy dostanie swoją szansę”.

Można się więc było spodziewać zmian w wyjściowym ustawieniu w porównaniu z wcześniejszymi wygranymi po 3:0 pojedynkami z Serbią i Australią. Zwłaszcza, że Wenezuela wydawała się nie być zbyt wymagającym rywalem.

Antiga nie zdecydował się jednak na większe roszady i jedynie Pawła Zagumnego zastąpił Fabianem Drzyzgą. Początkowy skład był więc niemal taki sam, jak we wcześniejszych spotkaniach, ale Polacy nie zaczęli meczu tak mocno. Zwłaszcza jeżeli chodzi o serwis, który stanowił do tego momentu silną broń. Mimo wszystko i tak biało-czerwoni dominowali i kontrolowali wydarzenia na boisku. Wystarczył skuteczny blok i świetne ataki Mateusza Miki, aby szybko ze stanu 3:3 zrobiło się 6:3. Później podopieczni Atntigi pilnowali przewagi i bez większych problemów wygrali 25:20.

Jeszcze w pierwszym secie selekcjoner Polski posłał na boisko Michała Kubiaka, a później zaczął już po kolei wpuszczać kolejnych rezerwowych. Nie wpłynęło to na postawę biało-czerwonych, którzy coraz wyraźniej dominowali nad rywalem i widać było, że grają na wielkim luzie. Niesamowitych rzeczy dokonywał Mika: blokował, atakował i był niemal wszędzie.

Do zabawnej sytuacji doszło w drugim secie, kiedy skutecznym blokiem popisał się Kubiak. Polacy wyszli na sześciopunktowe prowadzenie (12:6), a zawodnik z uśmiechem pokazywał, że zablokował rywala głową.

W trzecim secie biało-czerwoni dali prawdziwy siatkarski show. Grali nie tylko skutecznie, ale bardzo efektownie. Trener Wenezueli Nacci Vicenzo rotował składem, wpuszczał na boisko kolejnych zawodników, ale nic to nie dawało. Jego zespół z rozpędzonymi i bawiącymi się grą Polakami był bez szans. Po niektórych zagraniach nie tylko sami zawodnicy, ale sam Atniga się uśmiechał i kiwał głową z aprobatą. Tak było m.in. po efektownym asie serwisowym Mariusza Wlazłego (18:8), czy chwilę później po zbiciu ataku rywali przez Marcina Możdżonka.

W sobotę Polska zmierzy się z Kamerunem, który jeszcze nie wygrał meczu i jest najsłabszą drużyną w grupie. Można się spodziewać równie efektowej wygranej.

We wcześniejszych spotkaniach grupy A rozegranych w czwartek w Hali Stulecia Argentyna pokonała Kamerun 3:0, a Serbia Australię 3:1. Polacy z kompletem zwycięstw prowadzą w grupie A

 Po meczu powiedzieli:

Paweł Zatorski (libero polskiej reprezentacji): „Nie obchodzą nas żadne statystyki. Liczą się wygrane i właśnie to nas interesuje. Zagraliśmy z Wenezuelą bardzo dobrze i właśnie na tym nam najbardziej zależało, by nie odpuścić. Nie wiadomo bowiem, który zespół awansuje jeszcze do kolejnej rundy, a potem ten wynik może być bardzo istotny.

– Wszyscy w drużynie znamy się bardzo dobrze. Nie ma znaczenia, że teraz więcej grali zmiennicy. To właśnie ci zawodnicy występowali w Lidze Światowej. Dla mnie bycie na boisku jest ogromną przyjemnością i mieć takich kolegów obok siebie.

– Na pewno większość z nas ma swoje ambicje, ale i każdy ma rozum. Myślę, że wszyscy są na tyle zdrowi umysłowo, że nie robią tutaj żadnego problemu. Nie widać żadnych chorych zagrań w momencie jak ktoś jest rezerwowym. Kto tylko nie wyjdzie na boisko, w dużym stopniu pomaga”

Dawid Konarski (atakujący polskiej reprezentacji): „Tylko dzięki naszej grze i koncentracji był taki wynik. Myślę, że jeśli można przeciwnika zbić do 10 to trzeba to wykonać. Myślę, że formę bez problemu utrzymamy. Do końca mistrzostw świata dwa tygodnie, więc nie wierzę w to, że nagle mogłoby coś złego się stać. Jeśli wszyscy będą zdrowi, to powinniśmy prezentować podobny poziom przez całe mistrzostwa.

– Tak naprawdę zobaczymy, co się stanie jak przyjdą teoretycznie silniejsi rywale. Teraz robimy wszystko, co jest do zrobienia. Wygrywamy dosyć pewnie, prezentując dobrą siatkówkę. Jeżeli tak będziemy grać dalej, to bez znaczenia, jaki będzie przeciwnik, wynik będzie pozytywny.

– Na pewno nie traktujemy tej fazy, jak rozgrzewki, bo każdy punkt jest bardzo ważny. Zabierzemy je bowiem do Łodzi i z takiego pułapu będziemy potem startować. Wiemy, że w grupie D, z którą się krzyżujemy, zespoły dzielą się punktami. A to oznacza, że jeśli my będziemy mieli komplet to będziemy mieli przewagę, również psychiczną”.

Paweł Zagumny (rozgrywający polskiej reprezentacji): „Nie zagrałem dzisiaj, ale taki dzień wolny się przyda, chociażby po to, by spojrzeć z boku na drużynę, która zagrała bardzo dobry mecz. Myślę, że takie mecze wcale nas nie usypiają. Zwycięstwa są ważne, budują pewność siebie i psychikę. Tego nam też potrzeba. Mamy też czas, żeby poćwiczyć różne warianty, które mogą przydać się w dalszej części turnieju.

Nie mogę na razie narzekać. Fizycznie czuję się dobrze, z graniem chyba też jest całkiem nieźle, a powinno być coraz lepiej. Ale poczekajmy z ocenami. Zagraliśmy dopiero trzy mecze. Przed nami jeszcze starcia z dużo bardziej wymagającymi przeciwnikami i tak naprawdę w Łodzi okaże się, czy w ogóle zasługujemy na walkę o medale.

– Nie boję się, że powtórzy się scenariusz sprzed czterech lat, kiedy też wygraliśmy łatwo trzy pierwsze mecze. Nie jestem pesymistą. Nie jest też naszą rolą, by wracać do przeszłości. Nie zmienimy tego, a teraz wierzymy, że będzie lepiej. To jest całkiem inna drużyna”.

Karol Kłos (środkowy polskiej reprezentacji): „Wenezuela nie postawiła zbyt wysokich wymagań, więc kontrolowaliśmy przebieg spotkania od początku do końca. Tak naprawdę to każde – bez względu z jakim rywalem, jest dla nas w pewnym sensie weryfikacją. Trzeba na każde z nich mocno się skupić. Miejmy nadzieję, że nie przytrafi nam się żadna wpadka”.

.(PAP)

Categories: Sport

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*