Piłkarska LE: FK Haugesund – Lech 3:2. O krok od kompromitacji

Lech w ostatniej chwili uratował twarz i szansę na awans fot.Facebook

Piłkarze Lecha Poznań przegrali na wyjeździe z norweskim FK Haugesund 2:3 (0:1) w pierwszym meczu drugiej rundy kwalifikacyjnej Ligi Europejskiej. Rewanżowe spotkanie rozegrane zostanie 20 lipca w Poznaniu.

Lech: Matus Putnocky – Robert Gumny, Łukasz Trałka, Lasse Nielsen, Wołodymyr Kostewycz – Maciej Makuszewski (79. Niclas Barkroth), Abdul Aziz Tetteh, Maciej Gajos (83. Mihai Radut), Radosław Majewski – Maciej Makuszewski, Christian Gytkjaer (79. Deniss Rakels), Darko Jevtic.

Norwegowie na kwadrans przed końcem spotkania prowadzili już 3:0 i gdyby nie szybka odpowiedź lechitów i gol Radosława Majewskiego, losy awansu do kolejnej rundy mogłyby już być przesądzone. W doliczonym czasie gry Darko Jevtic zamienił rzut karny na bramkę i sytuacja poznaniaków przed rewanżem nie wygląda już najgorzej.

Pierwsza połowa nie dostarczyła zbyt wielu emocji. Nieco więcej do powiedzenia mieli gospodarze, ale ich ataki być dość czytelne dla przemeblowanej defensywy „Kolejorza”. W 24. min obrońcy Lecha zagapili się i po podaniu Alexandra Stolasa Liban Abdi z ostrego kąta zaskoczył Matusa Putnocky’ego. Kilka minut później poprzeczka uratowała gości od utraty drugiego gola po uderzeniu z rzutu wolnego Harisa Hajradinovica.

Poznaniacy mieli szanse na wyrównanie przed przerwą. Po dośrodkowaniu z lewej strony boiska z piłką minimalnie minął się debiutujący w barwach Lecha Christian Gytkjaer, a Maciej Gajos skiksował. Potem dwukrotnie Abdulowi Azizowi Tettehowi zabrakło precyzji w polu karnym przeciwnika.

Podopieczni Nenada Bjelicy po zmianie stron zabrali się do pracy, znacznie częściej interweniował bramkarz Per Bratveit, ale wynik nie ulegał zmianie. Gytkjaer nie wykorzystał sytuacji sam na sam, a po dośrodkowaniu Darko Jevtica piłka odbiła się od poprzeczki.

W okresie przewagi poznaniaków bramka padła dla Haugesund. Trudno ocenić, czy lechici źle zastawili pułapkę ofsajdową, czy też nie zdążyli wrócić do obrony. Norwegowie wyprowadzili kontrę, Abdi zrewanżował się Hajradinovicowi, który praktycznie dopełnił formalności. Lechici nie zdążyli się podnieść po drugim ciosie od rywala, gdy idealnie w tempo Filip Kiss zagrał do Shuaibu Ibrahima, a ten uprzedził wychodzącego z bramki Putnocky’ego.

Zapachniało kompromitacją, jakiej Lech w europejskich pucharach w ostatnich latach doświadczył kilka razy. Minutę później goście wrócili do gry za sprawą precyzyjnego strzału głową Radosława Majewskiego. Poznaniacy dążyli do poprawienia rezultatu, kilka okazji miał inny debiutant Deniss Rakels, ale momentami brakowało mu chłodnej głowy. W doliczonym czasie gry rezerwowy Mihai Radut zdaniem szwajcarskiego sędziego został sfaulowany w polu karny, a „jedenastkę” pewnie wykorzystał Jevtic.

Do awansu piłkarzom Lecha wystarczy skromna wygrana 1:0 lub 2:1, ale Norwegowie pokazali solidny futbol i o odrobienie strat nie będzie łatwo. Rewanż odbędzie się za tydzień w Poznaniu.

Po meczu  powiedzieli:

Eirik Horneland (trener FK Haugesund): „Spotkaliśmy się z fantastycznym zespołem, który ma znakomitych zawodników. Wiedzieliśmy, że musimy zmniejszyć przestrzenie w środku pola, żeby nam nie zagrozili. W pierwszej połowie byliśmy lepsi, w drugiej to Lech grał lepiej. W rewanżu presja będzie na Lechu, który zagra u siebie. Będzie jednak faworytem, bo to naprawdę świetny zespół. Jestem o tym przekonany. U siebie zagra inaczej, spróbujemy zrobić to samo co w pierwszym meczu. Mam nadzieję, że nam się to uda. Postaramy się dobrze przygotować do tego spotkania”.

Nenad Bjelica (trener Lecha Poznań): „Zagraliśmy z bardzo dobrym zespołem, który jest w trakcie sezonu i ma dobrą jakość. My jesteśmy dopiero w trakcie przygotowań. Jeśli to porównamy, zobaczymy różnicę między naszymi drużynami. Zagraliśmy z zespołem szybkim, w dobrej formie, u siebie są groźni i to było dziś widać. Mogę tylko pochwalić rywala, zasłużył na to zwycięstwo. My musimy pracować, szczególnie w defensywie, ale cały zespół, nie tylko obrońcy. Wiemy, że Łukasz Trałka nie jest stoperem, Lasse Nielsen nie zawsze grał w poprzednim sezonie, a Robert Gumny był wiosną wypożyczony. Mamy wielu nowych obrońców, oni muszą pracować, potrzebują zrozumienia na boisku, a to nie przychodzi z dnia na dzień.

– Dzisiaj graliśmy na kilka kontaktów, czasami nawet pięć czy sześć. Przeciwko takim drużynom musimy grać jednak szybciej. W drugiej połowie pokazaliśmy się z lepszej strony, ale straciliśmy dwie bramki. Mieliśmy dogodne sytuacje, lecz ich nie wykorzystaliśmy – szkoda, bo Gytkjaer i Majewski mieli naprawdę dobre okazje. Gdybyśmy byli lepiej przygotowani, może byśmy wygrali. Gratulacje dla rywali, ale mamy szansę na wygraną i awans w drugim meczu”.

(PAP)

Categories: Sport

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*