Piłkarska LE – bez bramek w Warszawie. Legia wciąż w grze

Legia, mimo remisu w Warszawie, zachowała szanse na awans fot.Piotr Polak/EPA-EFE/REX/Shutterstock

Piłkarze Legii Warszawa zremisowali ze szkockim zespołem Rangers FC 0:0 w pierwszym meczu czwartej, decydującej rundy kwalifikacji Ligi Europy. Rewanż 29 sierpnia w Glasgow.

Początek spotkania – przy ogłuszającym dopingu kibiców – to głównie walka w środku pola. Pierwsi groźniej zaatakowali goście, ale strzał głową Sheyia Ojo był niecelny. W rewanżu Allana McGregora w bramce Rangers sprawdził Brazylijczyk Luquinhas, ale doświadczony Szkot nie dał się zaskoczyć.

Po kwadransie zaczęli dominować wicemistrzowie Szkocji. Sprawiający wrażenie szybszych i silniejszych fizycznie piłkarze trenera Stevena Gerrarda regulowali tempo gry, lepiej się ustawiali, długo utrzymywali się przy piłce i lepiej nad nią panowali. Mozolnie konstruowali akcje, po których jednak nie potrafili zagrozić bramce Radosława Majeckiego.

Gospodarzy, wśród których niewidoczni byli mający odpowiadać za ofensywę Walerian Gwilia i Sandro Kulenovic, z letargu wyrwał dopiero w 31. minucie Portugalczyk Cafu, który soczyście uderzył na bramkę „Rangersów”, ale ich golkiper był na posterunku.

Powody do optymizmu fanom warszawskiej drużyny dała już pierwsza akcja po przerwie, kiedy po zagraniu Luquinhasa z powietrza nad poprzeczką strzelił Gwilia. Chwilę później Gruzin dośrodkował z rzutu rożnego, a głową groźnie uderzył Igor Lewczuk. W 62. minucie w podobnej sytuacji obrońca Legii był jeszcze bliższy szczęścia, choć tym razem po rzucie wolnym.

Kilkadziesiąt sekund później najlepszą okazję do zdobycia gola mieli goście – sam na sam z bramkarzem znalazł się Kolumbijczyk Alfredo Morelos, ale Radosław Majecki zachował zimną krew i skutecznie interweniował nogami. Z kolei po następnych czterech minutach groźnie, choć niecelnie, główkował chorwacki obrońca ekipy z Glasgow Nikola Katic.

W 74. minucie umiejętności McGregora sprawdził wyróżniający się w szeregach Legii Czarnogórzec Marko Vesovic, ale 37-letni szkocki bramkarz po raz kolejny pokazał, że zna swój fach. Kilka minut później warszawianie domagali odgwizdania rzutu karnego za zagranie ręką jednego z rywali, a strzelającym był znowu Lewczuk.

Legioniści w drugiej połowie zaprezentowali się dużo lepiej niż w pierwszej i byli bliżsi zwycięstwa. W tym sezonie w europejskich pucharach ciągle zachowują czyste konto i to sprawia, że w Glasgow nie będą na straconej pozycji. Jednym z warunków jest zdobycie gola, a skandując po końcowym gwizdku gromko: „Carlitos, Carlitos” kibice wicemistrza Polski jasno dali do zrozumienia, na kogo w tej kwestii liczą najbardziej. Hiszpan w czwartek był rezerwowym.

Po meczu powiedzieli:

Aleksandar Vukovic (trener Legii): „Spotkanie bardzo trudne, jak się spodziewaliśmy. Nie codziennie można w Warszawie zobaczyć piłkę nożną na takim poziomie. Od pierwszych minut było widać, że Rangers to drużyna klasowa. Cieszę się, że my jako Legia dorównaliśmy rywalom, a w drugiej połowie przewaga była nawet po naszej stronie. Cały zespół świetnie pracował dziś na boisku, nie pozwolił na wiele Rangersom, którzy wcześniej strzelali w Europie mnóstwo bramek. Szkoda, że nie udało się wygrać, ale chociaż dobrze, że ten wynik remisowy mamy najlepszy z możliwych. Wszystko rozstrzygnie się w Glasgow”.

Steven Gerrard (trener Rangers FC): „Pierwsze 45 minut było świetne w naszym wykonaniu, dostosowaliśmy się do fantastycznej i gorącej atmosfery na trybunach, sprostaliśmy temu zadaniu. Długimi fragmentami kontrolowaliśmy wydarzenia na boisku, może zabrakło nieco kreatywności. W drugiej połowie było nieco gorzej, mieliśmy jednak świetną okazję, której nie wykorzystał Alfredo Morelos. Szkoda, bo ta bramka zdobyta na wyjeździe mogłaby się okazać kluczowa. Musimy zaakceptować wynik. Sądzę, że obie drużyny mogą być zadowolone z tego występu i rezultatu, choć za tydzień w rewanżu trybuny będą sprzyjać nam, Rangersom, tak jak dziś były po stronie Legii. Allan McGregor zagrał bardzo dobrze, ale od dawna wiemy, że to bramkarz najwyższej klasy. Mam tylko nadzieję, że w rewanżu nie będzie nam jednak tak często potrzebny jak dziś”

(PAP)

Categories: Sport

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*