Pierwsze zwycięstwo Bears

Dobra postawa defensywy była kluczem do zwycięstwa Bears nad Seahawks fot.Facebook

Chicago Bears pokonali w meczu kończącym drugą kolejkę NFL Seattle Seahawks 24:17 (7:0, 3:3, 0:0, 14:14) i z dorobkiem jednego zwycięstwa i porażki zajmują w swojej dywizji trzecie miejsce.

W pierwszej kwarcie podobnie jak tydzień temu w spotkaniu z Green Bay Packers, imponował Mitchell Trubisky. Rozgrywający Bears był skuteczny zarówno w powietrzu, jak i na ziemi. Sześć podań na siedem oddanych doszło do adresatów, raz udało mu się uwolnić od obrońców, co skutkowało 15-jardowym biegiem, w perfekcyjny sposób zainicjował akcję, zakończoną przyłożeniem. Markując podanie do biegacza Tarika Cohena, w odpowiednim momencie prostopadłym odrzuceniem piłki uruchomił Treya Burtona, który bez trudu zdobył pierwsze w meczu sześć punktów.

Kolejne 15 minut w wykonaniu Trubisky’ego były, już mniej okazałe, nie tylko dlatego, że dwa razy podał do rąk przeciwników, również spadła jego skuteczność. Na szczęście nie miało to większych konsekwencji. Cody Parkey z 33 jardów podwyższył wynik na 10:0, ale chwilę później Sebastian Janikowski, który w tym sezonie zasilił Seahawks, z 56 jardów zmniejszył na dwie sekundy przed końcem pierwszej połowy deficyt do 3:10.

Kiedy na początku trzeciej odsłony Trubisky został powalony, niektórzy obawiali się powtórki sprzed tygodnia, kiedy to rozgrywający Bears z każdą minutą gasł. Tym razem nic takiego nie nastąpiło. Ani w tej kwarcie, w której żadnej z drużyn nie udało się zdobyć punktów, ani w ostatniej, w której z kolei zdobyto ich aż 28.

Festiwal punktowy rozpoczął Anthony Miller, finalizując 10-jardowe podanie Trubisky’ego. Było to pierwsze przyłożenie pierwszoroczniaka z Memphis w NFL i oby nie ostatnie.

Cztery minuty później obudził się rozgrywający Seahawks Russell Wilson. Do tej pory „imponował” tylko tym, że aż sześciokrotnie był powalany przez rozgrywających świetne spotkanie Khalila Macka, Akiema Hicksa, Aarona Lyncha, Danny’ego Trevathana. Jednak 19-jardowe podanie do Tylera Locketta, złapane w zadziwiający sposób, pokazało, że wciąż drzemią w nim spore możliwości. Przyłożenie nie tylko poprawiło sytuację punktową gości (10:17), otwierało im także realną szansę nawet na zdobycie pełnej puli.

Na szczęście błysk Wilsona trwał tylko chwilę. Kiedy wydawało się, że nastąpi wyrównanie, podanie rozgrywającego Seattle przechwycił Prince Amukamara i po 49-jardowym biegu podwyższył rezultat na 24:10. Tak jakby tego było Wilsonowi mało, kilkadziesiąt sekund później pozwolił Trevathanowi wybić sobie piłkę, w posiadanie której weszli Bears. W tym momencie wiadomo było, że nic nie jest już w stanie odwrócić losów meczu, a przyłożenie Willa Dissly’ego na 14 sekund przed upływem czasu było tylko otarciem łez.

Z całą pewnością absencja najlepszych linebackers Seahawks Bobby’ego Wagnera i K.J. Wrighta oraz najlepiej łapiącego piłki Douga Baldwina osłabiła moc zdobywców Super Bowl sprzed pięciu laty. Jednak czy miało to wpływ na ostateczny wynik? Tego się już nigdy nie dowiemy, zresztą jakie to ma teraz znaczenie. Trzeba uszanować poniedziałkowe rozstrzygnięcie i mieć nadzieję, że doskonała dyspozycja defensywy Bears oraz przebłyski Trubisky’ego i całej formacji ofensywnej, pozwolą w kolejnych meczach pomnażać punktowy dorobek. Początek został na oczach całej Ameryki w Monday Night Football zrobiony.

Dariusz Cisowski

Categories: Sport

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*