MŚ siatkarzy – Polacy pokonali Brazylijczyków 3:0 i obronili tytuł

Polacy po raz trzeci w historii zostali mistrzami świata fot.Alessandro Di Marco/EPA-EFE/REX/Shutterstock

Polscy siatkarze pokonali w Turynie Brazylijczyków 3:0 (28:26, 25:20, 25:23) w finale mistrzostw świata i obronili tytuł. Te same drużyny zmierzyły się w decydującym spotkaniu w poprzednim turnieju tej rangi w 2014 roku w Katowicach – wówczas biało-czerwoni wygrali 3:1.

Polacy po raz czwarty wystąpili w finale MŚ. Triumfowali także w 1974 roku, a 12 lat w Japonii temu zajęli drugą lokatę. „Canarinhos” z kolei panowali niepodzielnie w latach 2002-10, gdy trzy razy z rzędu sięgnęli po złoto.

Polska: Artur Szalpuk, Mateusz Bieniek, Bartosz Kurek, Fabian Drzyzga, Michał Kubiak, Piotr Nowakowski – Paweł Zatorski (libero) oraz Dawid Konarski, Jakub Kochanowski, Grzegorz Łomacz.

Brazylia: Isac Santos, Wallace De Souza, Luiz Felipe Fonteles, Douglas Souza, Mauricio Souza, Lucas Saatkamp, Thales Hoss (libero) oraz Bruno Rezende, William Arjona, Lucas Loh, Eder Carbonera, Evandro Guerra.

Finał można określić „Bartosz Kurek show”. 30-letni atakujący, który już w półfinale potwierdził swoją wartość dla drużyny, był niemal bezbłędny. Kończył ważne piłki i dokładał do tego asy serwisowe oraz skuteczne bloki. Łącznie zdobył 24 punkty, a jego dobra gra została doceniona przez organizatorów, którzy wybrali go najbardziej wartościowym zawodnikiem (MVP) turnieju.

Przed niedzielnym spotkaniem pod znakiem zapytania stał występ Piotra Nowakowskiego. Doświadczony środkowy dzień wcześniej nabawił się urazu pleców i zrezygnował z przedpołudniowego treningu. Wieczorem jednak wyszedł w wyjściowym składzie.

Brazylijczycy mieli nad biało-czerwonymi przewagę w postaci dłuższego czasu na regenerację – grali swój półfinał jako pierwsi i uporali się z Serbami szybko, wygrywając bez straty seta. Polacy zaś stoczyli emocjonujący, pięciosetowy pojedynek z Amerykanami, który zakończył się kilka minut przed północą.

Finał „Canarinhos” co prawda zaczęli od prowadzenia 5:3 po niepewnym początku podopiecznych trenera Vitala Heynena, ale ci szybko się przebudzili i po chwili był już remis.

Na boisku brylował Kurek, a po drugiej stronie siatki bardzo dobrze radził sobie Wallace. Brakowało mu jednak wsparcia ze strony kolegów. To miał zaś polski atakujący – obok niego punktowali także Michał Kubiak i Artur Szalpuk. Prowadzenie obrońców tytułu systematycznie rosło, a rywale byli bezradni.

Nieco groźniej zrobiło się, gdy dwa asy z rzędu posłał Luiz Felipe Fonteles i przewaga biało-czerwonych stopniała do jednego punktu (21:20). Były zawodnik Zaksy Kędzierzyn-Koźle następnie zepsuł zagrywkę, ale nie był to koniec emocji. Polacy wykorzystali dopiero trzecią piłkę setową, gdy udało im się wreszcie zatrzymać wreszcie Wallace’a. Wygrali 26:24.

W dwóch kolejnych partiach Brazylijczycy nie byli w stanie poważnie zagrozić przeciwnikom, a tym wychodziło niemal wszystko, m.in. kilka razy zablokowali Fontelesa. Koncertowa gra biało-czerwonych trwała w najlepsze. Gdy przy stanie 15:12 Jakub Kochanowski wybił się wysoko i zaliczył efektownego „gwoździa”, to uśmiechnięty Kubiak z niedowierzania aż złapał się za głowę.

On sam nie był gorszy – wiele razy sprytnie atakował między rękami blokujących rywali. Popisowa była też akcja przy stanie 21:17, gdy Fabian Drzyzga wystawił piłkę, odbijając ją dołem do tyłu przez prawie całe boisko, a akcję skończył Kurek. Tego seta ze stoickim spokojem zamknął atakiem Kubiak. 25:20.

Trzeci miał bardzo podobny przebieg. Przez polski blok przedrzeć nie mógł się Douglas. Po dwóch „czapach” na nim było już 9:3. Przy prowadzeniu swojej drużyny 17:12 Heynen zdjął Kurka i Drzyzgę, ale strata dwóch kolejnych punktów sprawiła, że szybko sięgnął po nich znowu. Serca polskich kibiców zadrżały, gdy w końcówce dwie kontry z rzędu skończył Evandro i Polacy prowadzili już tylko 22:21.

Reprezentant Brazylii pomylił się jednak chwilę później, dając biało-czerwonym meczbola. Dwóch takich szans jednak biało-czerwoni nie wykorzystali. Dopięli swego, gdy w kolejnej akcji potężnym atakiem popisał się Kurek, po czym wraz z kolegami mógł rozpocząć celebrowanie sukcesu.

Kurek odebrał wyróżnienie dla najbardziej wartościowego zawodnika (MVP) imprezy, libero Paweł Zatorski, Nowakowski i Kubiak znaleźli się w Dream Teamie turnieju, a po chwili wszyscy członkowie ekipy z rąk szef światowej federacji (FIVB) Ary’ego Gracy oraz ministra sportu Witolda Bańki odebrali gratulacje i złote medale.

Udany występ i złoty medal jest dla Kurka tym cenniejszy, że cztery lata temu trener Stephane Antiga zrezygnował z niego i nie powołał na mundial w ojczyźnie.

W ekipie Heynena w wystąpiło pięciu siatkarzy, którzy byli cztery lata temu w „złotej” drużynie. To Nowakowski, Kubiak, Zatorski oraz rozgrywający Fabian Drzyzga i atakujący Dawid Konarski.

Biało-czerwoni do kraju wracają w poniedziałek. W Warszawie są spodziewani około godz. 13.

Po meczu powiedzieli:

Michał Kubiak (kapitan reprezentacji Polski): „To trudny moment, bo wiele osób mówiło, że nam nie wyjdzie, a jednak jest medal. I to złoty. Wiedziałem i zawsze powtarzałem, że nasza drużyna ma potencjał, ale nie wierzono mi. Największą satysfakcję mam z tego, co osiągnęliśmy jako zespół, a nie z nagrody indywidualnej dla najlepszego przyjmującego. Naszą siłą jest jedność. Wszyscy zawodnicy uwierzyli w filozofię trenera”.

Grzegorz Łomacz (rozgrywający reprezentacji Polski): „Jeszcze to wszystko do mnie nie dociera. Na pewno to nie był prosty mecz, ale łatwiejszy niż wczorajszy półfinał z USA. Koledzy zagrali dziś fantastycznie. W tak długim turnieju zawsze są gorsze momenty. Kluczem była drużyna. W najtrudniejszych momentach zawsze się wspieraliśmy i byliśmy razem”.

Jakub Kochanowski (środkowy reprezentacji Polski): „To był bardzo długi turniej, ponad trzy tygodnie, z tego co liczyłem. Dlatego każda krztyna energii była na wagę złota… dosłownie. Co zdecydowało o zwycięstwie? Graliśmy najlepszą siatkówkę na turnieju. To trzeba sobie powiedzieć. Byliśmy najlepszą drużyną i wywozimy to, co należy się najlepszej drużynie. Trzeba podkreślić, że oprócz tego, co było na boisku, to byliśmy także bardzo zgrani poza nim i to naprawdę bardzo dużo nam dało. Po przyjeździe do Turynu – jak zaczęliśmy grać pierwsze dobre spotkania i zobaczyliśmy, że wchodzimy na bardzo wysokim poziom – to już wiedzieliśmy, że możemy bić się o medale. Zdobycie złotego było jednym z moich największych marzeń w życiu i cieszę się, że udało mi się je spełnić. Jutro wcześnie rano mamy wyjazd z hotelu i powrót do Polski, więc raczej nie będziemy się kłaść”.

(PAP)

Categories: Sport

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*