MŚ piłkarzy ręcznych – Polacy wygrali turniej pocieszenia

fot.Eddy Lemaistre/EPA

Polacy po zwycięstwie nad Argentyną zajęli w mistrzostwach świata 17.miejsce fot.Eddy Lemaistre/EPA

Polska wygrała we francuskiej miejscowości Brest z Argentyną 24:22 (13:13) w meczu o 17. miejsce w mistrzostwach świata piłkarzy ręcznych. Był to zarazem finał Pucharu Prezydenta, będącego turniejem pocieszenia dla drużyn, które nie zakwalifikowały się do 1/8 finału imprezy.

Polska: Adam Malcher, Mateusz Kornecki – Marek Daćko 3, Krzysztof Łyżwa 1, Mateusz Jachlewski, Przemysław Krajewski 6, Patryk Walczak, Arkadiusz Moryto 3, Michał Daszek 2, Rafał Przybylski 4, Paweł Paczkowski 1, Tomasz Gębala 3, Piotr Chrapkowski 1.

O zwycięstwie Polaków w turnieju pocieszenia zadecydowała końcówka spotkania. W ostatnich dziesięciu minutach zdobyli siedem goli z rzędu, ale wcześniej przegrywali już różnicą pięciu. Wielka w tym zasługa bramkarza Mateusza Korneckiego, który zmienił w drugiej połowie Adama Malchera i zaliczył niebywałą – stuprocentową skuteczność, obronił bowiem siedem na siedem rzutów.

W pierwszej połowie gra była wyrównana i wynik cały czas oscylował wokół remisu. Biało-czerwoni popełniali tradycyjne już dla nich na tych mistrzostwach błędy, czyli byli jak zwykle bardzo nieskuteczni w ataku. Powtarzały się stare mankamenty: niewykorzystywanie rzutów karnych i gry w przewadze. Do takiej sytuacji doszło w ósmej minucie przy stanie 3:3. Tomasz Gębala nie rzucił karnego, a i koledzy nie zaliczyli trafienia, pomimo że mieli jednego zawodnika więcej na boisku.

Na następnego gola trzeba było czekać pięć minut, ale jego autorem byli Argentyńczycy – brązowi medaliści mistrzostw panamerykańskich.

Na szczęście dla podopiecznych trenera Tałanta Dujszebajewa o ile można było mieć wielkie pretensje do gry ofensywnej, o tyle również tradycyjnie mocnym punktem byli bramkarze. Przed przerwą dobrze spisywał się Malcher. Pod koniec pierwszej połowy między słupkami pojawił się na chwilę Kornecki. W debiutanckiej akcji… obronił karnego.

Po przerwie oba zespoły długo nie mogły się wstrzelić w bramkę rywala. Efektywniejsi okazali się Argentyńczycy, którzy trafienie zaliczyli w 36. minucie. Polacy byli nadal nieskuteczni i gdy dodatkowo zaczęli gubić piłkę w prostych sytuacjach rywale w 48. min odskoczyli im aż na pięć bramek (22:17).

Zaczęło się mozolne odrabianie strat. Na szczęście dla Polaków tym razem to rywali dopadła niemoc strzelecka, bo jak się potem okazało więcej goli w tym meczu nie strzelili.

W 51. minucie było już tylko 20:22 i trener Argentyńczyków poprosił o czas. Następną akcję z sukcesem zakończył Michał Daszek, który pojawił się wreszcie na boisku, pomimo przeziębienia. Chwilę potem po zagraniu skrzydłowego Orlenu Wisły Płock sędziowie podyktowali rzut karny, który wykorzystał Rafał Przybylski, doprowadzając do wyrównania 22:22 w 54. min. W tym czasie też znakomicie wszedł w mecz Kornecki, który zaliczał jedną za drugą udaną interwencję.

Autorem kolejnego gola na 23:22 był ponownie Daszek. Półtorej minuty przed końcem, gdy biało-czerwoni grali w osłabieniu, 22-letni bramkarz Górnika Zabrze udanie interweniował w bardzo ważnym momencie. Niedługo potem wynik na 24:22 ustalił najskuteczniejszy w polskim zespole Przemysław Krajewski i Polacy po raz pierwszy sięgnęli po Puchar Prezydenta międzynarodowej federacji (IHF).

Po meczu powiedzieli:

Tałant Dujszebajew (trener reprezentacji): „Jestem zadowolony, że choć nie zagraliśmy najlepszego meczu, to i tak się udało. W pierwszej połowie nie było źle, ale pierwsze osiemnaście minut drugiej połowy nadaje się tylko do poprawki. Dziękuję chłopakom, że w końcówce nie odpuścili i wygrali 7:0. Jestem pewny, że takie zwycięstwa budują pozytywne myślenie i przyszłość tych chłopaków. Adam Malcher bardzo dobrze zagrał pierwszą połowę, ale w drugiej nie miał już tego szczęścia. Jestem jednak zadowolony i dziękuję Mateuszowi Korneckiemu za niesamowitą skuteczność. W październiku, przed meczami z Serbią i Rumunią, powiedziałem, że najważniejsze są eliminacje do mistrzostw Europy, a nie same mistrzostwa świata. Budujemy zespół i zbieramy doświadczenie. Jesteśmy w bardzo ciężkiej sytuacji i mecz na Białorusi będzie dla nas meczem o życie. Musimy uczyć się od początku abecadła piłki ręcznej, by nie gubić piłek i nie dawać rywalom powodów do kontrataków. Trzeba zwracać uwagę na to, co gramy w ataku”

Mateusz Kornecki (bramkarz reprezentacji Polski, 100 procent skuteczności): „Cały czas czekałem na swoją szansę od trenera. Dzisiaj ją otrzymałem i chciałem wykorzystać jak najlepiej. Był to mój pierwszy mecz na mistrzostwach świata. Mam nadzieję, że mecz życia jeszcze przede mną. Cieszę się jednak, że wygraliśmy z Argentyną, szczególnie że w Irun (towarzyskie spotkanie przed MŚ – PAP) padł remis. Zawsze robimy analizę, ale moja skuteczność to w dużej mierze zasługa postawy chłopaków w obronie. Dobrze popracowali i piłki nie leciały z tak dużą szybkością, więc miałem czas na interwencje. Mieliśmy już pięć bramek do tyłu i w takiej sytuacji głowy opadają, bo zostało 12 minut do końca. Tak, jak w całych mistrzostwach, potwierdziło się jednak, że walczymy do końca”.

Arkadiusz Moryto (skrzydłowy reprezentacji Polski): „W pierwszej połowie graliśmy cios za cios. W drugiej było ciężej, przegrywaliśmy już pięcioma bramkami. To było wynikiem naszych błędów. Kozłowaliśmy piłkę przed Argentyńczykami, a oni tylko czekali na to, żeby ją nam wygarnąć. Trener wziął czas i wytłumaczył nam, czego mamy nie robić. Chwała dla nas, że podnieśliśmy się i nie straciliśmy bramki już do końca meczu”.

(PAP)

Categories: Sport

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*