MŚ 2018 – Urugwaj – Portugalia 2:1. Dwie bramki Cavaniego

Edinson Cavani przesądził o wygranej Urugwaju nad mistrzami Europy fot.Juan Herrero/EPA-EFE/REX/Shutterstock

Lepiej zaczęli Urugwajczycy, gdyż już w siódmej minucie objęli prowadzenie. Akcję przeprowadził „eksportowy duet” Edinson Cavani – Luis Suarez. Atak rozpoczął napastnik Paris Saint-Germain, który popisał się 40-metrowym przerzutem do gracza Barcelony i ruszył w pole karne. Ten zrewanżował się dokładnym dośrodkowaniem i Cavani w ekwilibrystycznej pozycji skierował piłkę do bramki.

Telewizyjne powtórki nie rozwiały wątpliwości, czy uderzył głową, czy też piłka odbiła się od jego barku. W każdym bądź razie – efektowne zwieńczenie ładnej akcji.

Portugalczycy w pierwszej połowie nie potrafili zagrozić bramce Fernando Muslery. Grali dość schematycznie, defensorzy rywali nie popełniali błędów, a pieczołowicie pilnowany Cristiano Ronaldo mógł próbować tylko strzałów z dalszej odległości, które zazwyczaj były blokowane. Jak wyliczyli statystycy Opty, w tej części gry 24-krotnie gwiazdor Realu Madryt był przy piłce, ale zawsze poza polem karnym „Urusów”.

Oprócz akcji, która skończyła się golem, piłkarze trenera Oscara Tabareza przed przerwą jeszcze tylko raz zagrozili bramce mistrzów Europy. W 22. minucie z rzutu wolnego płasko uderzył Suarez i mógł zaskoczyć Rui Patricio, gdyż stojący w murze jego koledzy – wbrew futbolowemu abecadłu – podskoczyli do góry i piłka przeleciała pod ich nogami.

Początek drugiej połowy dla Portugalii, która bardziej zdecydowanie zaatakowała. Efekt nastąpił po 10 minutach. Przy rzucie rożnym obrońcy skupili się na pilnowaniu Ronaldo, a niepilnowany Pepe głową wyrównał. To pierwszy gol stracony przez Urugwaj w tym… roku. Jego bramkarze byli niepokonani przez 597 minut, od 14 listopada 2017 i towarzyskiej potyczki z Austrią (1:2).

Z wyniku remisowego Portugalczycy cieszyli się tylko siedem minut. Po dalekim wykopie piłkę przejął Rodrigo Bentancur, zagrał do Cavaniego, a ten z pierwszej piłki uderzył w tzw. długi róg. Nie najlepiej ustawiony bramkarz nie sięgnął piłki, która leciała tuż przy jego lewym słupku. 2:1.

W 71. minucie Muslera popełnił błąd i nie złapał piłki po dośrodkowaniu, ale Bernardo Silva z 16 m posłał piłkę nad poprzeczką. Chwilę później kontuzji doznał Cavani i opuścił boisko podtrzymywany przez wielkiego rywala – Ronaldo.

Po stracie czołowego zawodnika Urugwajczycy skupili się na zabezpieczeniu tyłów i udało im się „dowieźć” minimalne prowadzenie do końcowego gwizdka, mimo że w ostatnich sekundach w atakach Portugalii brał nawet udział bramkarz.

Po meczu powiedzieli:

Oscar Tabarez (trener Urugwaju): „Trudny mecz, z dużą dozą poświęcenia ze strony piłkarzy obu zespołów. Portugalia częściej była przy piłce i bliżej naszej bramki, a to my mieliśmy tak grać. Mam jednak mądrą drużynę, która potrafiła odpowiednio zareagować, gdy obraz gry różnił się od naszych założeń.

– Kontuzja Cavaniego? Musimy poczekać. Jest za wcześnie, by wyrokować, jak poważny to uraz. Potrzebne będą badania. Niezależnie od wszystkiego na boisku liczy się kolektyw i tylko wspólnym wysiłkiem możemy liczyć na sukcesy.

– Mamy świadomość, jak trudne zadanie czeka nas w ćwierćfinale. Francja ma dwóch wyjątkowych napastników – Griezmanna i Mbappe. Są szybcy, świetnie wyszkoleni. Szczególnie za Mbappe nie mogli dziś nadążyć argentyńscy obrońcy. Mamy kilka dni, by się zastanowić, jaką obrać taktykę. Zawsze chcemy dominować, kontrolować grę, ale jak widać było dziś nawet w innych okolicznościach potrafimy sobie radzić. Przyjechaliśmy do Rosji z myślą, by zagrać maksymalną liczbę meczów, czyli siedem. Zobaczymy, czy nam się to uda…”.

Fernando Santos (trener Portugalii): „Przede wszystkim chciałem pogratulować Urugwajowi. To smutny wieczór dla Portugalii. Wiemy, że cały naród mocno nas wspierał, place były pełne ludzi, którzy dobrze nam życzyli i teraz są rozczarowani. Czuliśmy ich wsparcie i żal, że nie byliśmy w stanie zrobić dla nich więcej. Wiadomo nie od dziś, że w futbolu nie ma moralnych zwycięstw, że nie docenia się stylu gry. Wolałbym zagrać gorsze spotkanie, a wygrać. Myślę, że po przerwie spisywaliśmy się naprawdę dobrze. Wyrównaliśmy na 1:1, a później z determinacją walczyliśmy o kolejny remis. Zawsze jednak ktoś musi zwyciężyć, a ktoś przegrać. Dziś niestety byliśmy w tej mniej przyjemnej sytuacji”.

(PAP)

Categories: Sport

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*