LŚ siatkarzy – Polacy ulegli Amerykanom i zajęli czwarte miejsce

fot.Antonio Lacerda/EPA

Porażka z USA była trzecią z rzędu jaką ponieśli Polacy w Rio de Janeiro fot.Antonio Lacerda/EPA

Polscy siatkarze ulegli w Rio de Janeiro Amerykanom 0:3 (22:25, 23:25, 23:25) i zajęli czwarte miejsce w Lidze Światowej. To trzecia porażka z rzędu biało-czerwonych.W finale Francja pokonała Serbię 3:0 (25:19, 25:21, 25:23). 

Polska: Piotr Nowakowski, Bartosz Kurek, Fabian Drzyzga, Michał Kubiak, Mateusz Mika, Mateusz Bieniek i Paweł Zatorski (libero) oraz Dawid Konarski, Grzegorz Łomacz, Rafał Buszek, Marcin Możdżonek.

USA: Matthew Anderson, Aaron Russell, Taylor Sander, David Lee, Micah Christenson, Maxwell Holt i Dustin Watten (libero).

Polacy mecz zaczęli fatalnie. Amerykanie bardzo szybko objęli prowadzenie 11:6, a w biało-czerwonym zespole nie było praktycznie obrony. Bardzo słaby serwis jeszcze dodatkowo ułatwiał zadanie rywalom. Antiga spróbował zmian. Wprowadził Dawida Konarskiego, Grzegorza Łomacza i Rafała Buszka. Odrodzenie przyszło przy stanie 15:22. Wówczas mistrzów świata do walki poderwał Konarski. Przy jego serwisie Polacy zdobyli pięć punktów z rzędu i doszli ekipę USA na 20:22.

Dodatkowo pomógł im Matthew Anderson, który seryjny psuł ataki. Później jednak Buszek zaserwował w aut, a Konarski został zatrzymany i Stany Zjednoczone wygrały 25:22. Polacy mieli zaledwie 26-procentową skuteczność w ataku i 30-procentową w przyjęciu.

Drugą partię zaczęli z Łomaczem na rozegraniu. Znowu mistrzowie świata potrafili dotrzymać kroku rywalom do stanu 10:10. Gdy z rzędu stracili cztery punkty ponownie na boisku za Kurka pojawił się Konarski. Mnożyły się jednak błędy w zagrywce, a ten element znakomicie wychodził Amerykanom. W końcówce Polacy doszli USA po fenomenalnej serii zagrywek Mateusza Miki. Nie wystarczyło to seta wygrali rywale 25:23.

W decydującej partii biało-czerwoni bardzo długo prowadzili. Było nawet 23:19, ale wówczas znowu zaszkodził zagrywką Sander. Amerykanie doszli Polaków i zwyciężyli 25:23.

To trzecia z rzędu porażka mistrzów świata, którzy w ostatnim meczu grupowym ulegli Serbom 2:3, a w półfinale Francuzom 2:3. USA to bardzo niewygodny rywal. Drużyna Antigi w tym sezonie grała z nimi sześciokrotnie i tylko raz wygrała.

Polacy po raz ostatni na podium Ligi Światowej stali w 2012 roku, kiedy w Sofii jedyny raz triumfowali. Wówczas w finale pokonali… USA.

Po meczu powiedzieli:

Stephane Antiga (trener Polaków): „Przyjechaliśmy do Rio de Janeiro po medal. Nie udało się. Mieliśmy fatalne przyjęcie, a to sprawiło, że bardzo trudno nam się grało. Nie wiem, dlaczego ten element teraz nie zafunkcjonował. Oczywiście, że jestem rozczarowany, ale w tej chwili to normalne. Najważniejsze, że byliśmy w Final Six i walczyliśmy. Można powiedzieć, że jesteśmy zespołem równym z Serbią, Francją, USA i Brazylią. Teraz będzie czas na odpoczynek, a później 5-6 tygodni ciężkiej pracy. I wiem, że możemy grać lepiej”.

Michał Kubiak (kapitan Polaków): „To był bardzo trudny mecz. Amerykanie byli lepsi i zasłużenie wygrali. Bardzo dziękujemy kibicom na trybunach za wsparcie. To było dla nas bardzo ważne”.

John Speraw (trener USA): „Po wczorajszej porażce z Serbią, byłem bardzo zadowolony, że moi zawodnicy tak szybko doszli do siebie i podjęli walkę. Wiedziałem, że czeka nas trudne spotkanie, bo z Polakami nie gra się łatwo. Mieliśmy dużo szczęścia, że Taylor Sander tak dobrze spisywał się w polu zagrywki. Jestem szczęśliwy z brązowego medalu. Mam nadzieję, że w kolejnych turniejach zaprezentujemy się jednak lepiej. Liga Światowa była dobrym doświadczeniem”.

Taylor Sander (kapitan USA): „To był trudny mecz, także ze względu na tak wczesną porę rozgrywania. Osobiście uważam, że to było chyba najtrudniejsze spotkanie, w którym występowałem. Bardzo dobrze wystartowaliśmy, a to dało nam trochę więcej pewności siebie. Jesteśmy bardzo zmęczeni. Cztery mecze z rzędu to naprawdę bardzo trudne. Na boisku zostawiliśmy wszystkie nasze siły. Najważniejsze, że wracamy do domu z brązowym medalem”.

(PAP)

Categories: Sport

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*