LM piłkarzy ręcznych – Vive w ćwierćfinale. Wisła odpadła

Vive Kielce fot.Piotr Polak/EPA

Vive Kielce ponownie pokonali Mieszkow Brześć i awansowali do ćwierćfinału Ligi Mistrzów fot.Piotr Polak/EPA

Piłkarze ręczni Vive Tauronu Kielce pokonali w drugim meczu 1/8 finału Ligi Mistrzów białoruski Mieszkow Brześć 33:30 (14:14) i awansowali do ćwierćfinału rozgrywek. Pierwsze spotkanie na wyjeździe wygrali 32:28. Odpadłą natomiast Orlen Wisła Płock , która przegrała na wyjeździe z Vardarem Skopje 24:25. W pierwszym spotkaniu w Polsce był remis 30:30.

Dla kołowego brzeskiej drużyny Rastko Stojkovica mecz w Kielcach był z pewnością podróżą sentymentalną. To właśnie tutaj występował przez kilka sezonów (2009-2013) zdobywając w 2013 roku trzecie miejsce w Lidze Mistrzów. Kilka tygodni po tym sukcesie rozstał się z Vive. W sobotę przywitała go nie tylko wrzawa kieleckich kibiców, ale również sporych rozmiarów transparent z jego podobizną i napisem „Witaj w domu”. Takie powitanie dodało mu skrzydeł, bowiem Stojkovic jako pierwszy wpisał się na listę strzelców, a przez całe spotkanie imponował skutecznością pokonując broniącego bramki Vive Marina Sego siedmiokrotnie.

Zawodnicy Mieszkowa, podobnie jak w meczu przed tygodniem, pokazali na co ich stać. W pierwszej połowie do 20. minuty wynik oscylował wokół remisu. Dopiero później kielczanie znaleźli sposób na dość skuteczną defensywę szczypiornistów z Brześcia odskakując im w 25. minucie na trzy trafienia (12:9). Końcówka pierwszej połowy zdecydowanie należała jednak do przyjezdnych, którzy przed przerwą zdążyli doprowadzić do wyrównania 14:14.

Po zamianie stron w 33. minucie Białorusini po raz ostatni wyszli na prowadzenie (16:15). Wtedy mocno przyspieszyli miejscowi, którzy wyłączyli atak Mieszkowa na prawie pięć minut. W 38. minucie Vive wygrywało już trzema bramkami (19:16). Kiedy 10 minut później gospodarze odskoczyli na pięć (25:20) wydawało się, że mistrzowie Polski mają już zwycięstwo w kieszeni. Wtedy jednak swoją waleczność pokazali rywale i błyskawicznie zmniejszyli straty.

W 52. minucie przewaga gospodarzy stopniała do zaledwie jednej bramki (25:24). W powietrzu wisiała sensacja, choć biorąc pod uwagę czterobramkową zaliczkę z pierwszego spotkania awans Vive wydawał się wciąż pewny. Końcówka spotkania była niezwykle emocjonująca, a oba zespoły prezentowały szybką, przyjemną dla oka piłkę ręczną.

W 56. minucie na trzy bramki znów odskoczyło Vive (29:26) jednak przyjezdni potrzebowali niespełna trzech minut, by zmniejszyć dystans do jednej (30:31). Ostateczenie kielczanom dzięki trafieniom Hiszpana Julena Aginagalde i Chorwata Manuela Strleka udało się ustalić wynik spotkania na 33:30.

Szczypiorniści Wisły Płock przez niemal cały mecz prowadzili, momentami dwoma, a zdarzyło się, że i trzema golami. Gościom zabrakło zimnej krwi w ostatnich pięciu minutach, kiedy wygrywając 24:23 popełnili dwa błędy, które wykorzystali mistrzowie Macedonii.

Obie drużyny w 1/8 finału LM spotkały się także przed rokiem. Wówczas nie było wyraźnego faworyta pojedynku, ale po pierwszym meczu, wygranym przez płocczan 32:26, więcej szans na awans do ćwierćfinału przyznawano im. W rewanżu jednak drużyna macedońska zwyciężyła 31:20 i cieszyła się z wejścia do kolejnego etapu.

W tym sezonie również pierwszy mecz odbył się w Płocku. Krótko przed końcem goście prowadzili w Orlen Arenie czterema bramkami, ale skończyło się remisem po 30. To w uprzywilejowanej sytuacji stawiało gospodarzy rewanżu.

Mecz w Skopje od początku był wyrównany. Dzięki trzem kolejnym golom Dimitrija Żytnikowa w 6. min był remis 3:3, potem dwukrotnie Rodrigo Corrales obronił rzuty karne, niestety w 10. min czerwoną kartką za faul na Igorze Karacicu został ukarany Portugalczyk Tiago Rocha i była to duża strata dla płockiego zespołu, bo zawodnik był jedynym kołowym w jego składzie.

To odrobinę podłamało płocką ekipę, która pozwoliła rywalom na zdobycie nawet trzybramkowej przewagi (8:5 w 14. minucie), ale Orlen Wisła szybko doszła do siebie i po chwili było 9:9, po tym, jak gola rzutem przez całe boisko na pustą bramkę uzyskał Corrales.

W 27. min po raz szósty dopisał do swojego konta bramkę Żytnikow, dając drużynie na prowadzenie 13:12. Tuż przed przerwą reprezentant Rosji na listę strzelców wpisał się po raz siódmy, a wynik pierwszej połowy ustalił po indywidualnej akcji Rumun Valentin Ghionea. 15:13 dla gości.

Po przewie płocczanie znakomicie radzili sobie z rywalami, zdobywając w 34. minucie trzybramkową przewagę (18:15). W 39. min Petar Angelov obronił karnego rzucanego przez Michała Daszka i w tym momencie gospodarze zaczęli odrabiać starty. Zrobiło się 19:19, a chwilę potem wyszli na prowadzenie.

Po trzech kwadransach pojedynku było 21:20 dla Vardaru, ale po przerwie na żądanie trenera Cadenasa jego zawodnicy uzyskali trzy gole z rzędu. Błędy płocczan sprawiły, że po chwuli znowu był remis (23:23).

Ostatnie minuty spotkania były niezwykle emocjonujące. W 57. min przy remisie 24:24 rzut karny wykonywany przez Igora Karacica obronił Marcin Wichary, ale chwilę później Rosjanin Timur Dibirow strzelił 25. gola, jak się okazało gola na miarę zwycięstwa i awansu. Tuż przed końcowym gwizdkiem szanse na wyrównanie miał Serb Ivan Nikcevic, który miał idealną sytuację, ale Arpad Sterbik wyczuł jego intencje. Ta bramka i tak nie premiowałaby awansem płockiej drużyny, bo w Płocku padł wynik wyższy (30:30).

Do ćwierćfinału awansuje Vardar Skopje, a Orlen Wisła, po bardzo dobrym spotkaniu, żegna się z Ligą Mistrzów.

(PAP)

Categories: Sport

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*