Liga NBA – Gortat nie zagrał, kompromitacja Bulls

Koszykarze Bulls ponieśli z Celtics najwyższą w historii klubu porażkę fot.Facebook

Z ławki rezerwowych Marcin Gortat obejrzał porażkę jego Los Angeles Clippers z Miami Heat 98:121 w sobotnim meczu ligi NBA. Zespół polskiego koszykarza z bilansem 16-9 zajmuje czwarte miejsce w tabeli Konferencji Zachodniej. Najwyższej w historii klubu porażki doznali koszykarze Chicago Bull, którzy we własnej hali ulegli Boston Celtics 77:133.

Po trzech kwartach Clippers przegrywali tylko jednym punktem, ale ostatnie 12 minut w ich wykonaniu było po prostu fatalne. W czwartej części trafili tylko dwa rzuty z gry i uzyskali w niej zaledwie osiem punktów.

W zwycięskiej ekipie najlepszy był Dwyane Wade. 36-latek zdobywając 25 punktów uczcił swój 1000. mecz w NBA. Wśród Clippers na wyróżnienie zasługuje Tobias Harris – 20 pkt.

Gwizdy żegnały koszykarzy Chicago Bulls, którzy we własnej hali ulegli Boston Celtics 77:133. Oba kluby ustanowiły w tym meczu rekordy. Od soboty różnica 56 punktów to najwyższe zwycięstwo w historii Celtics (poprzednia wynosiła 51 i została ustanowiona w 1962 roku), a w przypadku „Byków” to najdotkliwsza porażka (poprzednią była 74:127 z Minnesota Timberwolves w 2001 roku).

„Wszystkim nam powinno być wstyd” – powiedział rozgrywający Bulls Zach LaVine.

Bez wychodzenia na parkiet prowadzenie na Zachodzie objęli broniący tytułu Golden State Warriors (18-9). Stało się to po niespodziewanej porażce Denver Nuggets (17-9). „Bryłki” na wyjeździe uległy jednej z najsłabszych ekip obecnego sezonu Atlanta Hawks 98:106.

„To był jeden z naszych najgorszych występów w tym roku, a w trzeciej kwarcie nasza obrona po prostu nie istniała” – przyznał trener Nuggets Jeff Malone.

Jego podopieczni w pierwszej kwarcie osiągnęli 15-punktowe prowadzenie, ale z minuty na minutę grali coraz słabiej. „Jastrzębie” do triumfu poprowadził 21-letni John Collin, który zdobywając 30 pkt ustanowił rekord kariery.

Nie widać końca kryzysu w Houston Rockets. Zespół, który w sezonie zasadniczym 2017/18 miał najlepszy bilans, a w finale Konferencji Zachodniej był blisko wyeliminowania Warriors teraz ma na koncie tylko 11 zwycięstw w 25 meczach i w tabeli jest przedostatni.

Minionej nocy „Rakiety” uległy na wyjeździe Dallas Mavericks 104:107 i na nic zdało się 35 punktów zdobytych przez Jamesa Hardena. Słynnego brodacza w kluczowym momencie przyćmił Luka Doncic.

Na 3.09 przed ostatnią syreną Rockets prowadzili 102:94 i wydawało się, że wszystko idzie po ich myśli. Wtedy jednak swój koncert zaczął 19-letni Słoweniec. W odstępie niespełna dwóch minut zdobył 11 punktów i odwrócił losy rywalizacji.

„To nie był wielki mecz w moim wykonaniu. Szczerze mówiąc to generalnie nie grałem w nim dobrze. Kiedy jednak spotkanie się kończy, ja zaczynam się czuć coraz bardziej komfortowo, pewny siebie” – podkreślił Doncic, który łącznie trafił siedem z 17 rzutów z gry.

„Luka po prostu nie zna strachu. Taka odporność nie zdarza się często. W każdym meczu potrafi w trzy, cztery minuty dokonać wielkich rzeczy” – komplementował podopiecznego trener Rick Carlise.

(PAP)

Categories: Sport

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*