Legia lepsza od Lecha w finale Pucharu Polski

fot.Bartłomiej Zborowski/EPA

Aleksander Prijovic zdobywa bramkę na wagę Pucharu Polski fot.Bartłomiej Zborowski/EPA

Piłkarze Legii Warszawa po raz 18. zdobyli Puchar Polski. W finale edycji 2015/16 rozegranym na stołecznym PGE Narodowym pokonali Lecha Poznań 1:0 (0:0) po golu Aleksandara Prijovica w 69. minucie. Mecz był dwukrotnie przerywany z powodu rac rzucanych przez kibiców.

Lech: Jasmin Buric – Tomasz Kędziora, Paulus Arajuuri, Marcin Kamiński, Tamas Kadar – Gergo Lovrencsics (90+1-Kamil Jóźwiak), Łukasz Trałka (79-Maciej Gajos), Abdul Aziz Teteh, Karol Linetty, Szymon Pawłowski – Dawid Kownacki (87-Darko Jevtic).

Legia: Arkadiusz Malarz – Artur Jędrzejczyk, Igor Lewczuk, Michał Pazdan, Adam Hlousek – Ondrej Duda (67-Guilherme), Tomasz Jodłowiec, Ariel Borysiuk, Michał Kucharczyk – Aleksandar Prijovic (90-Kasper Hamalainen), Nemanja Nikolic (83-Michaił Aleksandrow).

Finał Pucharu Polski, z udziałem tych samych zespołów co przed rokiem, miał uroczystą oprawę. Na trybunach, wśród prawie 50 tysięcy widzów, obecni byli m.in. prezydent RP Andrzej Duda i premier Beata Szydło, a przed pierwszym gwizdkiem sędziego – zgodnie z tradycją tych rozgrywek – odegrano hymn narodowy. Piłkarze wychodzili na murawę w specjalnym kordonie, niczym na finał Ligi Mistrzów. Murawa na tę okazję została ułożona przez firmę, która jest odpowiedzialna również m.in. za stan boiska w sierpniowym Superpucharze UEFA.

Kibice zaprezentowali swoje oprawy meczowe z różnymi transparentami. Od początku jednak odpalali również race, przez co tuż przed meczem znaczna część stadionu była zadymiona. Mimo tego sędzia Szymon Marciniak rozpoczął zawody zgodnie z planem.

W tym roku Legia dwukrotnie grała z Lechem w ekstraklasie i dwukrotnie wygrała bez straty gola (w marcu w Poznaniu 2:0 i w kwietniu w Warszawie 1:0). W poniedziałek wystąpiła praktycznie w najsilniejszym składzie, w Lechu nieobecny był duński napastnik Nicki Bille Nielsen.

Pierwsi groźnie zaatakowali lechici, występujący – zgodnie z wcześniejszym losowaniem – w roli gospodarzy. Już w piątej minucie Szymon Pawłowski trafił w słupek. W odpowiedzi z dystansu uderzył Węgier Nemanja Nikolic, ale efektowną paradę popisał się bośniacki bramkarz Lecha Jasmin Buric.

W 14. minucie dogodną okazję dla „Kolejorza” zmarnował Węgier Gergo Lovrencsics, a po chwili – po rzucie rożnym – Tomasz Kędziora. Przez kolejne pół godziny nie było jednak tak klarownych sytuacji i do przerwy utrzymał się wynik bezbramkowy. Po przerwie znów groźną okazję stworzył Lech, ale po dośrodkowaniu z prawej strony Arkadiusz Malarz nie dał się pokonać Lovrencsicsowi.

W 69. minucie ogromne powody do radości mieli przeważający na trybunach fani Legii. Po rzucie rożnym piłka trafiła do Aleksandara Prijovica, a Szwajcar serbskiego pochodzenia z bliskiej odległości w dość ekwilibrystyczny sposób zdobył gola. Jak się okazało, na wagę obrony trofeum.

Później nastąpiły wydarzenia mające niewiele wspólnego z futbolem. Najpierw na murawę, prawdopodobnie z sektorów Legii, wbiegł jeden z kibiców. Kilka minut później fani Lecha zarzucili boisko racami, przez co sędzia Marciniak musiał przerwać mecz.

Po około 10 minutach zawody zostały wznowione, ale trochę czasu upłynęło, zanim poprawiła się widoczność. Na krótko, ponieważ dymiące race wciąż były rzucane z poznańskiego sektora i porządkowi co chwila wbiegali na murawę, żeby je zbierać. W doliczonym czasie jedna z nich trafiła w stopę bramkarza Arkadiusza Malarza, ale nie doznał żadnych obrażeń.

Ostatecznie udało się dokończyć zawody. Licząc poniedziałkowy triumf, Legia już po raz 18. sięgnęła po Puchar Polski. Lech nie wykorzystał szansy na szósty triumf i zapewnienie sobie miejsca w europejskich pucharach. Oba zespoły zmierzyły się sześciokrotnie w finale, lepszy bilans, 4-2, ma stołeczny zespół, który w roku jubileuszu 100-lecia powstanie może zdobyć podwójną koronę, gdyż jest liderem ekstraklasy.

Po meczu powiedzieli:

Stanisław Czerczesow, trener Legii: „Zdawaliśmy sobie sprawę, że to nie będzie łatwy mecz. Spotkali się przecież urzędujący jeszcze mistrz Polski ze zdobywcą pucharu kraju. To się potwierdziło na boisku. W takich meczach decydują niuanse. Od początku mówiłem, że kto pierwszy zdobędzie bramkę, ten wygra. Obie drużyny znają się jak łyse konie, dlatego nie można było rzucić się od razu do ataku, a w grze było dzisiaj tyle kalkulacji. Czy z powodu rac sędzia powinien zakończyć wcześniej mecz, a my – wygrać walkowerem? Ocena nie należy do mnie. Tak naprawdę każdy ma wykonywać swoją pracę. Wydaje mi się, że poziom sędziowania był na wysoki, nie mam zastrzeżeń. Jeśli chodzi o dzisiejszą pirotechnikę, to na boisku nic nie było widać. W przeszłości, we Włoszech, brałem udział w spotkaniu, gdy widoczność była bardzo ograniczona, ale wówczas z powodu mgły”.

Jan Urban, trener Lecha Poznań: „Finał to jeden mecz, w którym może być tylko jeden zwycięzca. Gratuluję Legii. Zagraliśmy jak równy z równym, mieliśmy swoje sytuacje, których nie potrafiliśmy wykorzystać. W takim dniu decydują detale. My w jednym momencie meczu nie upilnowaliśmy zawodnika Legii i straciliśmy bramkę. Mimo tego dalej dążyliśmy do strzelenia gola. Świetną okazję po uderzeniu głową miał Aziz Tetteh. Szkoda tej porażki, ponieważ – wydaje mi się – każdy postronny kibic nie powiedziałby dzisiaj, że byliśmy drużyną słabszą. Czy przerywanie meczu z powodu rac nam pomogło? Za pierwszym razem, gdy do tego doszło, wykorzystaliśmy przerwę, żeby zrobić zmianę i przestawić trochę zespół. Później jednak było inaczej. Przerywanie spotkania bardziej sprzyja drużynie, która ma korzystny wynik”.

(PAP)

Categories: Sport

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*