Klęska Księcia. Nokaut w pierwszej rundzie (ZOBACZ ZDJĘCIA)

fot.Jacek Boczarski

Joe Smith Jr. udowodnił, że w boksie nie zawsze faworyt wygrywa fot.Jacek Boczarski

Joe Smith Jr. znokautował Andrzeja Fonfarę w pierwszej rundzie walki wieczoru gali Premier Boxing Champions w UIC Pavilion w Chicago. Zakontraktowany na 10 rund pojedynek zakończył się w drugiej minucie i trzydziestej drugiej sekundzie.

Pochodzący z Nowego Jorku amerykański Irlandczyk przed walką odgrażał się, że nie przyjechał do Wietrznego Miasta po to, by przegrać. Nikt na poważnie nie brał tych wypowiedzi, chociaż pełne pewności siebie zachowanie jego obozu oraz znakomite wrażenie, jakie wywarł na treningu medialnym, nakazywało pewną ostrożność. Szczególnie w sytuacji, kiedy ten sam trening w wykonaniu Fonfary do ujmujących nie należał. Niewielu jednak zakładało, że Polski Książę tę walkę przegra, a nikt, że zrobi to w tak upokarzającym stylu.

Już pojedynek z Nathanem Cleverlym pokazał w sposób jednoznaczny, że obrona Polaka nie jest jego najmocniejszą stroną. Cud, że trafił na przeciwnika o pięściach z waty, stąd przyjęte ciosy nie tylko pozwoliły dotrwać do końca, ale również wygrać. Z mocniej bijącym Smithem to się nie udało.

Nowojorczyk, zgodnie ze swoją zapowiedzią, od początku ruszył do ataku. Starał się przejąć inicjatywę, próbował uderzać lewymi bezpośrednimi na górę, kilka razy udało mu się trafić na dół, na szczęście dwa obszerne zamachowe prawe minęły celu. Fonfara kontrolował jednak sytuację, kilka razy celnie skontrował i wydawało się, że nic niespodziewanego nie może się wydarzyć. I pewnie by tak było, gdyby nie to, że w pewnym momencie opuścił lewą rękę i Smith potężnym prawym bezpośrednim posłał go na matę. Wprawdzie wstał, ale widać było, że jest zamroczony, zatoczył się, i tylko dzięki łaskawości lin zdołał utrzymać równowagę. Kto wie, czy już w tym momencie sędzia nie powinien przerwać walki. Szkoda, że tego nie zrobił, zaoszczędziłby w ten sposób trochę zdrowia podopiecznemu Sama Colonny. Po wznowieniu pojedynku Smith szesnastoma ciężkimi uderzeniami, na które nie było ani jednej odpowiedzi, doprowadził do jego zakończenia, o mało nie wyrzucając Polaka z ringu.

– Ciężko pracowałem, wiedząc, z kim walczę. Byłem przygotowany na 10 rund, jestem szczęśliwy, że udało mi się zakończyć walkę tak szybko. Mam świadomość tego, że nie wszedłem jeszcze na szczyt, ale zrobiłem krok, w jego kierunku. Udowodniłem, że stać mnie na dużo i wierzę, że dzisiejsza wygrana będzie początkiem mojej wielkiej kariery – powiedział po zakończeniu pojedynku Smith.

Fonfara obiecujący wrócić silniejszy, ma o czym myśleć. Będzie miał do tego sporo czasu, bo o pojedynku z Adonisem Stevensonem może, przynajmniej na razie, zapomnieć, a i rewanż ze Smithem w Nowym Jorku też jest wątpliwy. Teraz przy wyborze następnego rywala on będzie dyktował warunki. Wcale nie musi nim być Polski Książę.

Dariusz Cisowski

Zdjęcia: Jacek Boczarski

  • Fon 1
  • fon 2
  • fon 3
  • fon 4
  • fon 5
  • fon 6
  • fon 10
Categories: Sport

Comments

  1. Podnozek
    Podnozek 19 czerwca, 2016, 08:50

    Ksiaze robi za podnozka, Kontraktor go zlal. Mniej gwiazdorzenia bo bedziesz caly czas podnozkiem. Ha ha

    Reply this comment

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*