Kaczmarek: to był teatr jednego aktora

fot.Bartłomiej Zborowski/EPA

Bogusław Kaczmarek: doceniam Lewandowskiego nie tylko za trzy bramki, ale za całokształt fot.Bartłomiej Zborowski/EPA

Bogusław Kaczmarek uznał, że wygrany 3:2 w Warszawie eliminacyjny mecz piłkarskich mistrzostw świata z Danią był teatrem jednego aktora. – Doceniam Roberta Lewandowskiego nie tylko za trzy bramki, ale za całokształt – powiedział gdański szkoleniowiec.

– Duńczycy spisywali się dobrze tylko przez pierwsze 10 minut. Starali się wtedy grać piłką i delikatnie nas zdominowali. Jedynym udanym podaniem popisał się wtedy Christian Eriksen, którego miałem okazję oglądać w wygranym przez Tottenham 2:0 meczu z Manchesterem City. Pomocnik Spurs rozstawiał chłopców Guardioli po kątach, ale w Warszawie nie istniał. Przewaga gości nie trwała długo. Wystarczyło, że lewą stroną pociągnął Kamil Grosicki, a Lewy zamienił jego dośrodkowanie na bramkę – stwierdził Kaczmarek.

Popularny „Bobo” był pod wrażeniem gry Roberta Lewandowskiego, ale nie tylko z tego względu, że kapitan biało-czerwonych zdobył trzy bramki.

– Ten mecz to był teatr jednego aktora, ale Roberta trzeba docenić za całokształt. Lewandowski walczył za dwóch, nieustannie absorbował obronę rywali i nie przegrał w tym spotkaniu pojedynku główkowego. To ojciec architekt tego sukcesu. Radość z tego zwycięstwa zmąciła jedynie poważna kontuzja Arka Milika – ocenił.

66-letni szkoleniowiec przypomniał także poprzedni mecz Polaków z Danią. 14 sierpnia 2013 roku w Gdańsku, jeszcze pod wodzą Waldemara Fornalika, biało-czerwoni także wygrali 3:2.

– Lewandowski, który zeszedł z boiska pod koniec spotkania, został przez kibiców wygwizdany. Robert gola wówczas nie strzelił, ale świadomie podjął się roli harującego robotnika, który odciążył kolegów z reprezentacji i miał udział w trafieniach Mateusza Klicha, Waldemara Soboty i Piotra Zielińskiego. Taka postawa nie została jednak doceniona – zauważył.

Kaczmarek przekonuje, że nawet kiedy Polacy prowadzili tylko 3:2, nie obawiał się o wynik tej konfrontacji.

– Siedziałem w drugim rzędzie razem z piłkarzami, którzy nie zmieścili się do 18 i cały czas miałem wrażenie, że Duńczycy nie są w stanie zrobić nam krzywdy. Mały bałagan zrobił się po samobójczym golu Kamila Glika. Myślę, że każdy napastnik chciałby zdobyć tak piękną bramkę o idealnej paraboli lotu. Łukasz Fabiański musiałby mieć drabinę strażacką, aby sięgnąć piłki. W końcówce trener gości Age Hareide zagrał va banque i ściągnął obrońcę Jannika Vestergaarda, ale i tak byłem pewien, że nasze zwycięstwo nie jest zagrożone – zapewnił.

Asystent Leo Beenhakkera w reprezentacji Polski nie ukrywa, że Duńczycy wyjątkowo go w tym spotkaniu rozczarowali. – Rywale bardzo słabo, jako zespół, grali w defensywie. Kiedyś technika była atutem piłkarzy z Półwyspu Jutlandzkiego, jednak teraz są z nią wyraźnie na bakier. Oglądałem ten mecz w towarzystwie mojego kolegi z czasów gry w Arce Gdynia Stanisława Kempy, który teraz pracuje w Aarhus. Powiedziałem mu, że tak słabej reprezentacji Dania nie miała od lat – podkreślił.

We wtorek o godz. 20.45 Polacy zmierzą się w Warszawie w trzecim eliminacyjnym meczu z Armenią, która w sobotę przegrała u siebie z Rumunią 0:5.

Po takiej porażce długa podróż z Kaukazu nie będzie należała do przyjemności. Jeśli szybko uda nam się napocząć Ormian, to jesteśmy w stanie wygrać różnicą 5-6 bramek – podsumował Kaczmarek.

(PAP)

Categories: Sport

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*