Justyna Kowalczyk: zrobiłyśmy swoje

fot.Grzegorz Momot/EPA

„Byłyśmy dobrze przygotowane, byłyśmy w gronie faworytek i po prostu zrobiłyśmy swoje” fot.Grzegorz Momot/EPA

– Byłyśmy dobrze przygotowane, byłyśmy w gronie faworytek i po prostu zrobiłyśmy swoje – powiedziała Justyna Kowalczyk, która w parze z Sylwią Jaśkowiec wywalczyła brązowy medal w sprincie drużynowym techniką dowolną w narciarskich mistrzostwach świata w Falun.

W tym sezonie Pucharu Świata tę konkurencję rozegrano tylko raz. W styczniu w estońskiej miejscowości Otepaeae Polki zajęły trzecie miejsce, ustępując jedynie Norweżkom i Szwedkom.

– To było przede wszystkim nasze przetarcie, wspólny debiut łyżwą – powiedziała Jaśkowiec.

– Uwierzyłyśmy, że jesteśmy tam, gdzie być powinnyśmy. Wiedziałyśmy, że jesteśmy w stanie walczyć w Falun o medal. Byłyśmy dobrze przygotowane, byłyśmy w gronie faworytek i po prostu zrobiłyśmy swoje – dodała Kowalczyk. W Szwecji kolejność była taka sama.

– Złoty i srebrny medal były praktycznie zarezerwowane przed zawodami, ale na brązowe krążki chętnych było wielu, m.in. Niemki, Finki – oceniła Jaśkowiec.

Kowalczyk nie do końca się z nią zgadza i chyba ma rację. Polki były bardzo blisko drugiego miejsca. Szwedka Stina Nilsson wyprzedziła Jaśkowiec tuż przed metą.

– Zauważyłam ją dopiero jak mnie minęła. Wiedziałam, że ktoś mnie naciska. Nie zastanawiałam się jednak kto to, tylko parłam do przodu z całych sił. Przemknęła jednak obok jak burza – powiedziała blisko 29-letnia zawodniczka.

Nilsson partnerowała Ida Ingemarsdotter. Z dużą przewagą wygrały Maiken Caspersen Falla i Ingvild Flugstad Oestberg.

To pierwszy w historii polski medal MŚ w tej konkurencji. „Zrobiła się specjalizacja i fajnie, że się w nią wbiłyśmy” – powiedziała Kowalczyk, która na dużych imprezach – igrzyskach i mistrzostwach świata – indywidualnie stała wcześniej na podium 12 razy.

– Siłą każdej dyscypliny jest to co zrobi drużyna. Zobaczycie, że sztafeta też będzie ładnie walczyć. Ja już się medali nazdobywałam. Cieszę się, że mogłam pomóc Sylwii, a dziewczyny w biegu łączonym mogły biec na moich nartach, które są świetnie wyselekcjonowane – podkreśliła dwukrotna mistrzyni olimpijska.

Narciarka z Kasiny Wielkiej na podium stała niemal na każdych ważnych zawodach od igrzysk Turyn 2006. Wyjątkiem były tylko rok później mistrzostwa świata w Sapporo. Jaśkowiec natomiast została trzecim sportowcem, po biathloniście Tomaszu Sikorze i Kowalczyk, którego do medalu MŚ doprowadził trener Aleksander Wierietielny.

– Ten medal potwierdza, że jest to wielki człowiek, świetny fachowiec. Bardzo się cieszę, że dane mi było z nim współpracować. Ciężki, twardy i generalnie bardzo wymagający, ale jak widać praca z nim daje efekty. Bez trenera nie byłoby nas tutaj, a na pewno mnie – przyznała Jaśkowiec.

– I pamiętaj kto o nas dba i robi nam owsiankę na śniadanie – wtrąciła Kowalczyk.

(PAP)

Categories: Sport

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*