Fonfara znόw nokautuje. Czas na poważniejsze wyzwania

Andrzej Fonfara (19-2, 10 KO) odkąd przeniόsł się do wagi pόłciężkiej znokautował każdego przeciwnika na swojej drodze. Piątkowy rywal, Jose Spearman (28-18, 11 KO) wytrzymał w ringu pόłtorej rundy. I choć coraz liczniejsza publiczność, ktόra przychodzi oglądać pojedynki polskiego pięściarza była zadowolona, to sam Fonfara był raczej zawiedziony takim obrotem sprawy.

fot. Andrzej Kentla / Andrzej Fonfara zwycięża w zawodowym ringu po raz dziewiętnasty

– Chciałeś się bić, a teraz idziesz do domu…? – rzucił w stronę amerykańskiego boksera Polak tuż po tym gdy Spearman dał sygnał, że nie ma ochoty na kontynuowanie pojedynku. Amerykanin w pierwszej rundzie prowokował Fonfarę, prόbując dać mu do zrozumienia, że jego ciosy nie robią nim większego wrażenia. Uderzający kombinacjami Polak siał coraz większe spustoszenie, a Spearman opadał z sił. Po jednej z akcji Andrzeja Fonfary na początku drugiej rundy rywal uklęknął na kolano, sędzia zaczął go wyliczać i wόwczas stwierdził, że nie ma ochoty na kontynuowanie walki. Andrzej Fonfara tylko rozłożył ręce w geście zdziwienia. Polski pięściarz wyraźnie chciał dać gorąco dopingującej publiczności coś więcej.

fot. Andrzej Kentla / Fonfara wściekły na Spearmana, gdy ten poddał pojedynek

Oglądający pojedynek były zawodnik NBA (grał m.in. w Chicago Bulls), a obecnie komentator telewizyjny, Kendall Gill nie był zaskoczony takim zakończeniem. – Obserwuję Andrzeja od dłuższego czasu i jestem pełen podziwu jak szybko rozwija się ten chłopak – powiedział. Nie da się jednak ukryć, że dla samego Fonfary pojedynek ten nie stanowił poważnego wyzwania. Rywal, ktόrego poznał na kilkanaście dni przed walką, wyraźnie miał jeden cel – przetrwania jak najdłużej się da, bez poniesienia większych strat oraz zainkasowanie gaży, ktόra została mu obiecana za samo wejście do ringu. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że jeśli niezwykle utalentowany polski bokser chce osiągnąć coś więcej, musi walczyć z poważniejszymi rywalami niż jego piątkowy przeciwnik. Na szczęście zdaje sobie z tego sprawę on sam, jak i jego trener Sam Colonna.

Daniel Bociąga

Categories: Sport

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*