Fonfara – Chavez Jr. – trafił wojownik na wojownika, a to oznacza wojnę

Andrzej Fonfara: fot.Dariusz Lachowski

Andrzej Fonfara: Chavez Jr. nigdy nie miał do czynienia z przeciwnikiem tak mocno bijącym fot.Dariusz Lachowski

O przygotowaniach do walki z Julio Cesarem Chavezem Jr., o legendzie tego nazwiska, która przeciwnika jeszcze przed rozpoczęciem walki stawia w gorszej sytuacji, o tym co trzeba zrobić, by w sobotę 18 kwietnia z kalifornijskiego Carson wrócić z tarczą, z Andrzejem Fonfarą rozmawia Dariusz Cisowski.

Dariusz Cisowski : – Zapewniasz, że jesteś w doskonałej formie, w jakiej jeszcze nigdy dotychczas nie byłeś. Czy czujesz, że tak rzeczywiście jest, czy jest to reakcja na wieści płynące z obozu Julio Chaveza Jr., mówiące o tym, że jest on w rewelacyjnej dyspozycji.

Andrzej Fonfara: – Ring zweryfikuje, kto mówił prawdę, a kto naciągał fakty. O tym, czy moja doskonała forma okaże się lepsza od rewelacyjnej dyspozycji Chaveza, będzie można przekonać się już w sobotę. Za słowa mojego przeciwnika nie biorę odpowiedzialności, za swoje tak. Znakomicie przepracowałem okres przygotowawczy. Wprawdzie zrezygnowałem z obozu górskiego w Kalifornii, ale dwa tygodnie ciężkiej pracy w Houston, a później w Chicago, gdzie koncentrowałem się na doskonaleniu techniki i walkach z wymagającymi i solidnymi sparringpartnerami, z którymi stoczyłem kilkadziesiąt rund, utwierdzają mnie w przekonaniu, że słowa wypowiedziane nie są zabiegiem mającym przestraszyć obóz przeciwnika. Urozmaicone zajęcia, w których było miejsce na treningi biegowe i na pływalni, sprawiły, że czuję się mniej zmęczony, więcej we mnie świeżości, energii i paliwa. Nigdy nie byłem w takim gazie i w tak wysokiej formie. Jestem też silniejszy fizycznie i myślę, że w dużo lepszym miejscu, niż wtedy, kiedy wchodziłem do ringu z Adonisem Stevensonem.

– Jak będą wyglądały ostatnie dni przed sobotnią walką?

– Będą przede wszystkim wolne od ciężkich treningów. W piątek stoczyłem ostatni, trwający sześć rund, sparingowy pojedynek. Popracuję jeszcze trochę nad szybkością, będzie więcej luzu, a przede wszystkim czas na koncentrację. Muszę jeszcze zbić wagę do 172 funtów, nie sądzę, bym miał z tym jakiś większy problem. Walcząc ze Stevensonem ważyłem 173 funty i czułem się wtedy bardzo dobrze. Teraz moje samopoczucie jest jeszcze lepsze, głównie dlatego, że mam świadomość, że znakomicie przepracowany okres przygotowawczy zrobił ze mnie pięściarza, z którym każdy powinien się liczyć.

– Walka z Adonisem Stevensonem sprawiła, że jesteś w środowisku boksu zawodowego doskonale rozpoznawalny. Ty z kolei podkreślasz, że pozwoliła ona tobie stać się lepszym bokserem. Pokazała też, że jesteś wielkim wojownikiem. Ale takiego samego określenia używa się mówiąc o Chavezie.

– No to trafił wojownik na wojownika, a to oznacza wojnę i daje gwarancję świetnego pojedynku. Nie skupiam się nad tym, jak walka będzie się toczyć. Jestem przygotowany na różne warianty, ale nie ukrywam, że chciałbym ją zakończyć przed czasem. Cały czas podkreślam, że stać mnie na to, by wygrać. Fizycznie jestem silniejszy od Chaveza, mam czym uderzyć. On jeszcze nigdy nie walczył z kimś, kto dysponuje taką siłą uderzenia. Moja lewa ręka jest sprawniejsza od jego, potrafię narzucić swój styl walki. Muszę być konsekwentny, nawet wtedy, kiedy nie będzie szło i będzie miał przewagę. Przecież tak było w pojedynku z Gabrielem Campillo. Przez długi czas przegrywałem na punkty, ale wiedziałem, że w końcu trafię i trafiłem. Tak też będzie z Chavezem. On nigdy nie miał do czynienia z przeciwnikiem tak mocno bijącym. Postaram się, by w sobotę mógł przekonać się jakie są tego konsekwencje.

– Czy Adonis Stevenson, którego nie udało się pokonać, ma wspólne cechy z Chavezem, o którym mówisz, że jest w twoim zasięgu?

– Jedyną ich wspólną cechą jest to, że obaj są znakomitymi pięściarzami. I na tym podobieństwa się kończą. Chavez jest bardziej chaotyczny, bije sporo ciosów. Nie zawsze są one przygotowane, przemyślane i precyzyjne, ale każdy z nich jest groźny i może okazać się kończący. Kiedy widzi, że przeciwnik jest naruszony, potrafi to wykorzystać i nie daje mu na chwili oddechu, pozwalającej dotrwać do końca rundy. Jego chaos w ringu ma na szczęście i dobre strony. Często się odsłania, a wtedy jest szansa skontrować. Nie można dać mu się rozwinąć, bo wtedy z każdą rundą staje się coraz groźniejszy. Z nim trzeba bić się mądrze i z głową. Trzeba używać lewych prostych, które będą go powstrzymywać. Trzeba narzucić swój styl walki, nie dać mu rozwinąć skrzydeł. Stevenson natomiast jest bardziej precyzyjny, efektywniejszy w swoich poczynaniach. Nie zadaje dużo ciosów, ale są one celniejsze i skuteczniejsze. Jest również zdecydowanie lepszy w obronie.

– Chavez we wrześniu 2013 roku, w tej samej hali w Carson, pokonał Briana Vera, mimo, że zadał zdecydowanie mnie celnych ciosów. Nie obawiasz się legendy nazwiska, na którą zapracował jego ojciec?

– Wiem, że ona działa i pewnie zadziała tym razem. Walk Chaveza, kiedy wygrywał nie będąc wcale lepszy, było więcej, niż ta wspomniana. Mam świadomość tego, że jeszcze przed rozpoczęciem pojedynku, będzie on miał nade mną dwie rundy przewagi. Tak już jest, chociaż tak trudno to zaakceptować. Trzeba się z tym pogodzić i być na to przygotowany. Dlatego tak ważne jest to, by wygrać przed czasem, a jak to się nie uda, to zakończyć walkę z taką przewagą, że ci, którzy będą decydować o jej wyniku, nie będą mieli wątpliwości, kto jest lepszy i kto zasługuje na wygraną.

– Zwycięstwo otworzy ci szeroko drzwi do…

– Staram się o tym nie myśleć. Skupiam się na walce z Chavezem. To kolejna wielka szansa dla mnie i jestem wdzięczny tym, którzy stali za tym, by mi ją dać. Zamierzam ją wykorzystać i wyjść z niej zwycięsko. To mnie przesunie w rankingu wagi półciężkiej WBC. Teraz jestem na czwartym miejscu. Jak wygram mam szansę wskoczyć nawet na sam szczyt, a wtedy, wspomniane drzwi do walki ze Stevensonem, będą rzeczywiście szeroko otwarte.

– A jeżeli przegrasz?

– To życie toczyć się będzie dalej. Byłem już trzy razy pokonany, nie jest więc to dla mnie uczucie obce. Jestem młodym pięściarzem, mam dopiero 27 lat, myślę, że wszystko jest jeszcze przede mną. Potrafię po porażce podnieść się i wrócić jeszcze bardziej zmotywowany do pracy i jeszcze bardziej wzmocniony.

– Dziękuję za rozmowę.

Categories: Sport

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*