El. MŚ koszykarzy – udana inauguracja Polaków. Węgry pokonane

Mateusz Ponitka był w meczu z Węgrami najskuteczniejszym polskim koszykarzem fot.Tytus Żmijewski/EPA-EFE/REX/Shutterstock

Polscy koszykarze pokonali w Bydgoszczy Węgry 70:60 (14:16, 8:13, 17:11, 31:20) w swoim pierwszym meczu w kwalifikacjach mistrzostw świata. W niedzielę w Kłajpedzie biało-czerwoni zmierzą się z Litwinami.

Była to dopiero czwarta wygrana Polaków w dotychczasowych 12 spotkaniach o punkty z tym rywalem.

W drugim meczu grupy C Kosowo przegrało z Litwą 61:99.

Polska: Mateusz Ponitka 17, Michał Sokołowski 14, Damian Kulig 7, Tomasz Gielo 7, Aaron Cel 6, Łukasz Koszarek 5, Przemysław Karnowski 5, Przemysław Zamojski 5, Kamil Łączyński 2, Karol Gruszecki 2;

Pod nieobecność Adam Waczyńskiego (Unicaja Malaga w piątek gra w Eurolidze z CSKA Moskwa) Polacy rozpoczęli piątką: Łukasz Koszarek, Mateusz Ponitka, Przemysław Zamojski, Aaron Cel i Damian Kulig.

Po pierwszych, wyrównanych minutach, w których prowadzenie zmieniało się niemal po każdym rzucie, biało-czerwoni zaczęli uzyskiwać wyraźniejszą przewagę po akcjach inicjowanych przez najbardziej doświadczanego Koszarka (33 lata, 174. mecz w reprezentacji). Punkty Ponitki i rzut ze skrzydła zza linii 6,75 m Cela dały prowadzenie 12:6 w szóstej minucie. Trener Mike Taylor wprowadził wówczas na parkiet kilku zmienników i w grę Polaków wkradł się chaos. Wykorzystali to Węgrzy, którzy po rzutach z dystansu doprowadzili do remisu 14:14, a po 10 minutach prowadzili 16:14.

Druga kwarta to niemoc w ataku polskich koszykarzy i duża liczba strat – w połowie meczu mieli ich osiem przy pięciu rywali. Po rzucie Davida Vojvody Węgrzy prowadzili 22:14, zaś pierwsze punkty w tej części dla gospodarzy zdobył po blisko czterech minutach Ponitka. Przerwy brane przez sztab szkoleniowy Polaków nie zmieniły sytuacji i w 16. minucie Madziarzy wygrywali 29:18. Była to najwyższa przewaga przed przerwą. Straty przed zejściem do szatni nieco zmniejszył celną „trójką” Cela i było 22:29.

Druga połowa była zdecydowanie lepsza w wykonaniu biało-czerwonych, którzy wzmocnili defensywę i zagrali z większa zaciętością. W trzeciej kwarcie zmniejszali kilkukrotnie straty do trzech punktów (29:32, 31:34, 33:36), ale za każdym razem podopieczni trenera Stojana Ivkovica odskakiwali na pięć-sześć. Czynili to przede wszystkim po błędach Polaków w ataku, o co pretensje do zawodników miał Taylor.

Po 30 minutach Polacy tracili tylko punkt – 39:40, ale w czwartej odrobili to z nawiązką, głównie za sprawą Kamila Łączyńskiego i Michała Sokołowskiego. Ten pierwszy znakomicie potrafił znaleźć dobrze dysponowanego rzutowo skrzydłowego Rosy Radom czy podać pod kosz do wchodzącego dynamicznie Ponitki, najskuteczniejszego zawodnika w zespole. Łączyński, który udanie zastąpił Koszarka, miał sześć asyst i przechwyt.

Po akcji Sokołowskiego Polska objęła pierwsze prowadzenie 41:40, a później ten koszykarz trafił jeszcze dwa razy zza linii 6,75 m i zdobył w ostatniej odsłonie 13 z 14 punktów w meczu. Po rzucie „za trzy” Tomasza Gielo Polacy w 34. minucie wygrywali 56:47.

Z rywali najwięcej problemów sprawiał im Zoltan Perl (13 pkt w czwartej kwarcie) oraz klubowy kolega Ponitki z Iberostaru Teneryfa Rosco Allen. To właśnie po ich akcjach Węgrzy zmniejszyli straty do czterech punktów (55:59) na 2.40 min przed końcem.

Kolejne sekundy były kluczowe dla losów meczu. Po punktach Ponitki oraz dwóch faulach technicznych zapisanych rywalom (w tym jeden szkoleniowcowi) Polacy wyszli na 63:55. Kolejne dwa punkty dorzucił Sokołowski i biało-czerwoni po raz pierwszy w spotkaniu objęli prowadzenie różnicą 10 pkt.

Czwartą kwartę Polacy wygrali aż 31:20. Mieli też w całym spotkaniu, niezłą skuteczność za dwa punkty – 56 proc (18/32 rzuty) oraz minimalną przewagę pod tablicami (31-30). Zmniejszyli też w drugiej połowie liczbę złych zagrań (w całym spotkaniu mieli 13, przy 14 stratach Węgrów).

Po meczu powiedzieli:

Mike Taylor (trener reprezentacji Polski): „Jestem bardzo dumny z zespołu. Nie było dzisiaj lekko. Rywale dobrze bronili, to fizyczny zespół, ale chłopcy wytrzymali presję i chwile niepowodzenia do przerwy. W drugiej połowie znaleźliśmy nasz rytm. Wielki udział w tej wygranej mają rezerwowi: Michał Sokołowski, Kamil Łączyński, Karol Gruszecki, Tomasz Gielo. Dali dobre wsparcie drużynie, pozwolili nam kontrolować mecz w końcówce. Muszę też oddać szacunek drużynie węgierskiej.

– Mecz miał dwa oblicza. Słabo w niego weszliśmy. Latem mieliśmy przed ważną imprezą dziesięć meczów sparingowych, tygodnie przygotowań. Teraz tylko kilka dni, więc początkowo w ataku nie funkcjonowaliśmy najlepiej. Nie było właściwego tempa gry. W drugiej połowie skoncentrowaliśmy się na obronie akcji dwójkowych rywali, znaleźliśmy rytm, lepiej graliśmy piłką.

– Duży udział miał w tym Kamil Łączyński. Dołączył do reprezentacji najpóźniej, ale to mądry zawodnik, szybko się uczy i dobrze pasuje do filozofii naszego ataku. Jest przy tym dobrym organizatorem, szybko reaguje na sytuacje na boisku. Wspólnie ze sztabem dyskutujemy sytuacje meczowe i reagujemy. Dyspozycja Kamila sprawiła, że grał do końca spotkania, całą czwartą kwartę.

Inny wojownik to Sokołowski. Jedne mecze są delikatne, inne bardzo fizyczne. Takie było dzisiejsze spotkanie – gra rękami, wypychanie na zasłonach. Michał w takiej rywalizacji zwykle się sprawdza i tak było dzisiaj. Jego fizyczność bardzo nam dzisiaj pomogła. Każdy z trenerów lubi tego typu graczy i daje im szanse”.

Tomasz Gielo (Polska): „To ważne zwycięstwo, dobry start w kwalifikacjach. W nowym systemie rozgrywek pokazaliśmy nowy duch w drużynie. Rywale grali twardo, zaczęli dobrze, Ale byliśmy w stanie się temu przeciwstawić”.

Przemysław Zamojski (Polska): „Zastępowałem w pierwszej piątce Adama Waczyńskiego, bo trener wyznaczył mi zadanie przeszkadzania najlepszemu strzelcowi rywali Davidowi Vojvodzie. Było założenie, żeby wyjść agresywnie na niego, utrudniać mu grę, jak najwięcej odcinać od piłki. W jakimś stopniu to wyszło. Przede wszystkim cieszymy się z wygranej. Wkład rezerwowych graczy w dzisiejszą wygraną pokazuje głębię naszego składu, wielki potencjał. Mamy 12 zawodników gotowych do gry, na równym poziomie. Z tego musimy korzystać, bo ktoś na pewno +odpali+. Dzisiaj Michał dał megazmianę z ławki, pociągnął drużynę. I o to chodzi”.

Stojan Ivkovic (trener reprezentacji Węgier): „Gratulacje dla zwycięzców. To był dla nas ciężki mecz. Mamy bardzo młody zespół. Uważam, że pokazał dziś więcej niż się po nim spodziewałem. Nie rozumiem sytuacji z przewinieniem technicznym. Prosiłem o czas, nie został przyznany, a gdy się upomniałem, zostałem ukarany technicznym. Polskiemu zespołowi życzę powodzenia w kolejnych meczach”.

Zoltan Perl (Węgry): „To był dla nas ciężki mecz. Dobrze zaczęliśmy. Kontrolowaliśmy pierwszą połowę. Po przerwie zespół polski wzmocnił obronę, a my graliśmy w defensywie zbyt delikatnie. Popełniliśmy także zbyt wiele strat. Teraz koncentrujemy się na spotkaniu z Kosowem”.

(PAP)

Categories: Sport

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*