El. MŚ 2018 – Kazachstan – Polska 2:2. Zimny prysznic

fot.Bartłomiej Zborowski/EPA

Bartosz Kapustka w dziewiątej minucie otworzył wynik meczu fot.Bartłomiej Zborowski/EPA

Polska zremisowała w Astanie z Kazachstanem 2:2 w swoim pierwszym meczu eliminacji piłkarskich mistrzostw świata, choć do przerwy prowadziła 2:0. Obie bramki dla gospodarzy zdobył Siergiej Chiżniczenko, a dla gości Bartosz Kapustka i Robert Lewandowski z rzutu karnego.

Polska: Łukasz Fabiański – Łukasz Piszczek, Kamil Glik, Bartosz Salamon, Maciej Rybus – Jakub Błaszczykowski, Grzegorz Krychowiak, Piotr Zieliński, Bartosz Kapustka (83. Karol Linetty) – Arkadiusz Milik, Robert Lewandowski.

W składzie reprezentacji Polski doszło do kilku zmian w porównaniu z wyjściową jedenastką, która zagrała w ćwierćfinale Euro 2016 z Portugalią. Selekcjoner Adam Nawałka w ogóle nie powołał na spotkanie z Kazachami Krzysztofa Mączyńskiego (na środku zagrał Piotr Zieliński), natomiast Kamila Grosickiego – zgodnie z informacjami PZPN – wykluczył z przylotu do Astany lekki uraz. W niedzielę zastąpił go Bartosz Kapustka.

Przed meczem okazało się, że na ławce rezerwowych usiądzie Michał Pazdan. Jak poinformował rzecznik prasowy PZPN Jakub Kwiatkowski, zawodnik miał problemy mięśniowe po sobotnim treningu. W tej sytuacji na środku defensywy partnerem Kamila Glika był Bartosz Salamon.

Ponadto do kadry wrócił nieobecny na Euro 2016 Maciej Rybus, który zastąpił na lewej stronie obrony Artura Jędrzejczyka (został na ławce rezerwowych).

Kazachowie wystąpili osłabieni brakiem m.in. czołowego piłkarza reprezentacji, obrońcy Jurija Łogwinienki.

Mecz rozpoczął się znakomicie dla biało-czerwonych, którzy już w dziewiątej minucie – po składnej akcji – objęli prowadzenie. Strzelcem gola był Bartosz Kapustka. Zawodnik Leicester City z bliska trafił do siatki po dokładnym podaniu z prawej strony Jakuba Błaszczykowskiego.

W 31. minucie goście mogli podwyższyć prowadzenie, ale w bardzo dogodnej sytuacji, po podaniu Rybusa, Arkadiusz Milik trafił w poprzeczkę. Co się jednak odwlecze… Sześć minut później faulowany w polu karnym przez Jełdosa Achmietowa był Robert Lewandowski i sam poszkodowany pewnie wykorzystał „jedenastkę”, zwodząc bramkarza gospodarzy.

Strata drugiego gola podziałała na Kazachów mobilizująco. Wkrótce w ciągu pięciu minut stworzyli dwie doskonałe okazje. Najpierw Baurżan Isłamchan popisał się efektownym rajdem, ale będąc w sytuacji sam na sam z Łukaszem Fabiańskim kopnął niecelnie tuż obok słupka. Z kolei w 42. minucie, po strzale głową Isłambieka Kuata, świetną interwencją popisał się polski golkiper.

W odpowiedzi, tuż przed końcem pierwszej połowy, wbiegający w pole karne z lewej strony Milik trafił w słupek.

Po przerwie lepsze wrażenie sprawiali Kazachowie, a biało-czerwoni mieli coraz większe problemy ze stwarzaniem okazji. W 51. minucie kontaktową bramkę dla gospodarzy zdobył sprytnym strzałem z prawej strony Siergiej Chiżniczenko, były napastnik Korony Kielce.

Kilka minut później był już remis. Tym razem z prawej strony dośrodkował Maksat Bajżanow, a po raz kolejny skutecznością popisał się Chiżniczenko, trafiając z bliska do bramki.

Do końca meczu Kazachowie przeprowadzili jeszcze kilka akcji. Biało-czerwoni dwukrotnie zagrozili poważnie rywalom. W 77. minucie Milik w dogodnej sytuacji źle przyjął piłkę i nie zdołał oddać skutecznego strzału, a siedem minut później Błaszczykowski trafił w zewnętrzną część słupka.

W grupie E występują jeszcze Rumunia, Dania, Armenia i Czarnogóra. Bezpośredni awans wywalczą zwycięzcy dziewięciu grup, a osiem najlepszych drużyn z drugich miejsc rozegra w listopadzie 2017 roku baraże w czterech parach. Ich triumfatorzy także wystąpią na mundialu.

Kolejne dwa mecze kwalifikacji Polacy zagrają w Warszawie. 8 października podejmą Danię, a trzy dni później Armenię.

Po meczu powiedzieli:

Robert Lewandowski: „Wszystko mieliśmy pod kontrolą. Zdobyliśmy dwa gole, dwa razy trafialiśmy w poprzeczkę, a rywale nie mieli żadnej klarownej sytuacji. Przychodzi druga połowa i wszystko się odmienia. Kazachowie nas przycisnęli, a my spanikowaliśmy. Straciliśmy dwie bramki i próbowaliśmy się podnieść, ale czegoś zabrakło. Szkoda straconych punktów. Zwycięstwa w takich meczach mogą być małym kroczkiem do przodu. Chociaż myślę, że w tej grupie będzie sporo remisów. Nauczyliśmy się w Astanie, że niezależnie, czy jest pierwsza, czy 88. minuta, nie wolno odpuszczać. Chyba prowadzenie nas rozluźniło. Nie ma co ukrywać, że wkradła się zbyt duża pewność siebie i przekonanie, że na pewno wygramy. Zimny prysznic nam się przyda. Nawet jak się prowadzi 2:0 albo 3:0, trzeba cisnąć dalej”.

Kamil Glik: „Nie można się cieszyć z tego remisu. Przyjechaliśmy po zwycięstwo, zamiast tego straciliśmy punkty. Pierwsza połowa była dobra w naszym wykonaniu, poza sytuacją, w której sami stworzyliśmy sobie zagrożenie. W drugiej połowie zostaliśmy zaskoczeni jedną długą piłką i jednym wyrzutem z autu. Stracone gole wynikały z braków w koncentracji, które nie powinny nam się zdarzyć. Szkoda tego meczu, ale mamy nadzieję, że w następnych meczach zagramy lepiej i nadrobimy punkty. Początek drugiej połowy nie był najlepszy w naszym wykonaniu. Może wyszliśmy na boisko za bardzo uspokojeni i to się zemściło. Ciężko mi powiedzieć z czego to wynikało. Bez wątpienia były to sytuacje, których powinniśmy uniknąć. Murawa nie była łatwym terenem. Dla zawodników, zwłaszcza wysokich, takich jak ja, nie jest to łatwy teren. Nie szukam w tym jednak alibi”.

Grzegorz Krychowiak: „Spadł na nas zimny prysznic. Zdajemy sobie sprawę, że to jest początek eliminacji. Zremisowaliśmy mecz, który powinniśmy wygrać, ale to jest dopiero początek. Miejmy nadzieję, że następny mecz zakończy się korzystnym wynikiem dla nas. Mam wrażenie, że przez kilka minut, kiedy Kazachowie zagrali wysokim pressingiem, mieliśmy problemy z utrzymaniem się przy piłce. Skutkiem tego były niestety dwie stracone bramki. Według przedmeczowych założeń, środkowi obrońcy mieli grać szeroko przy rozgrywaniu piłki. Ciężko mówić, czy gra na stoperze mi odpowiadała. Z perspektywy wyniku i gry można powiedzieć, ze raczej nie było najlepiej”.

Łukasz Fabiański: „Ten remis traktujemy jak porażkę. Strata punktów w takim meczu boli. Zaczynamy dobrze, prowadzimy 2:0, a potem dajemy sobie wbić dwie bramki. Daliśmy się trochę zepchnąć do defensywy, przez co straciliśmy kontrolę nad meczem. Dla nas to poważna strata punktów. Mam nadzieję, że poprawimy się w następnych meczach. Myślę, że 2:0 nas nie rozluźniło. Wiedzieliśmy, że Kazachowie grają ostro i prowokacyjnie. W końcówce pierwszej połowy dostaliśmy sygnał ostrzegawczy. Powiedzieliśmy sobie, że musimy być rozważni w swoich poczynaniach, żeby w nasze szeregi nie wkradł się żaden chaos. Niestety, wyszło jak wyszło, straciliśmy dwie bramki”.

Maciej Rybus: „Coś poszło nie tak w drugiej połowie, wyszliśmy na nią jakbyśmy czuli, że mecz jest już wygrany. Zostaliśmy zaskoczeni, bo zamiast kontrolować przebieg spotkania, dostaliśmy najpierw jedną bramkę, a później drugą. Byliśmy w szoku, obudziliśmy się zdecydowanie za późno. Grałem na sztucznych płytach w Rosji, jednak ta była słabej jakości. Ale dla obu drużyn była jednakowa. Kazachowie też popełniali błędy w przyjęciu piłki, mimo że grają tu na co dzień, dlatego nie ma dla nas żadnego usprawiedliwienia. W szatni była złość i smutek. Nie zmienimy już tego. Trzeba punktować za miesiąc, w dwóch meczach u siebie zgarnąć sześć punktów. Nie chciałbym, żeby ten remis w Astanie okazał się kluczowy na koniec eliminacji”.

Zbigniew Boniek (prezes PZPN): „Nie spodziewaliśmy się takiego wyniku. Graliśmy na trudnym terenie. Żeby utrzymać się przy piłce, trzeba było cały czas grać z zaciągniętym hamulcem ręcznym, bo ciężko było wyhamować. Zdominowaliśmy pierwszą połowę i prowadziliśmy do przerwy 2:0. Potem przespaliśmy się przez 20 minut i wkradł się chaos. Trudno. Zaczynamy pod górkę, drużyna strasznie zawiedziona, chłopaki mieli spuszczone głowy. Cóż, trzeba walczyć dalej. Zawiedliśmy, zremisowaliśmy, musimy to gdzieś odbudować”.

(PAP)

Categories: Sport

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*