El. ME 2020 – Izrael – Polska 1:2 . Wygrywamy grupę

Polska wygrała z Izraelem i zapewniła sobie pierwsze miejsce w grupie fot.Abir Sultan/EPA-EFE/Shutterstock

Piłkarska reprezentacja Polski wygrała w Jerozolimie z Izraelem 2:1 (1:0) w swoim przedostatnim meczu eliminacji mistrzostw Europy. Biało-czerwoni już wcześniej wywalczyli awans, a teraz zapewnili sobie pierwsze miejsce w grupie G.

Polska: Wojciech Szczęsny – Tomasz Kędziora, Jan Bednarek, Kamil Glik, Arkadiusz Reca – Przemysław Frankowski, Krystian Bielik, Piotr Zieliński, Grzegorz Krychowiak (84. Dominik Furman), Sebastian Szymański (63. Robert Lewandowski) – Krzysztof Piątek (70. Mateusz Klich).

Trener Jerzy Brzęczek zdecydował się na kilka roszad w składzie w porównaniu z poprzednimi spotkaniami. Przede wszystkim na ławce rezerwowych pozostał Robert Lewandowski, który wcześniej grał we wszystkich meczach od pierwszej do ostatniej minuty. Zabrakło też Kamila Grosickiego.

Biało-czerwoni zaczęli od mocnego uderzenia. Akcja Piotra Zielińskiego i dobitka Sebastiana Szymańskiego w trzeciej minucie jeszcze gola nie przyniosły, bo oba strzały obronił bramkarz Ofir Marciano, ale już po rzucie rożnym będącym konsekwencją tej akcji cieszyli się z prowadzenia. Z narożnika boiska dośrodkował Szymański, piłka trafiła pod nogi Grzegorza Krychowiaka, który z dużą siłą z bliska wpakował ją do bramki.

Dominacja gości w pierwszej połowie nie podlegała dyskusji, ale nie potrafili oni drugi raz pokonać dobrze dysponowanego Marciano. Izraelski bramkarz wygrał pojedynki sam na sam z Przemysławem Frankowskim (23. i 38. minuta), Szymańskim (34.) i Zielińskim (41.). Ten ostatni próbował też uderzenia z rzutu wolnego (43.), ale trafił prosto w ustawionego na środku bramki Marciano.

Dużą szansę Polacy mieli też w 27. minucie, kiedy obrońca Izraela Loai Taha zbyt lekko podawał do swojego bramkarza. Blisko przejęcia piłki był Krzysztof Piątek, więc Marciano ratował sytuację, łapiąc ją w ręce. Fiński sędzia Mattias Gestranius podyktował rzut wolny pośredni metr od punktu karnego. Po podaniu Krychowiaka szczęścia próbował Zieliński, ale jeden z obrońców wybił piłkę głową.

Dopiero w 45. minucie miejscowi stworzyli pierwsze zagrożenie, ale dobrze spisał się Wojciech Szczęsny, który przeciął dośrodkowanie. Chwilę później strzał kapitana gospodarzy Bibrasa Natcho został zablokowany, a niebezpieczeństwo – zażegnane.

W statystykach Europejskiej Unii Piłkarskiej (UEFA) nie zostało to jednak odnotowane jako szansa bramkowa i w tym aspekcie Polacy prowadzili do przerwy… 14-0. Strzałów mieli dziewięć, w tym siedem celnych.

Druga połowa zaczęła się podobnie, a podwyższenie prowadzenia nastąpiło znów po rzucie rożnym. W 54. minucie po dośrodkowaniu Zielińskiego piłka odbiła się od Bielika i od słupka, ale z bliska bez kłopotu w siatce umieścił ją Piątek. To jego czwarty gol w eliminacjach.

Później jednak gospodarze zaczęli się odgryzać. Przed szansą w 59. minucie stanął Munis Dabbur, który dostał piłkę na środku pola karnego i miał przed sobą już tylko Szczęsnego, ale strzelił za lekko, aby pokonać polskiego bramkarza.

W 68. min z dobrej strony pokazał się najskuteczniejszy strzelec eliminacji Eran Zahavi. Napastnik chińskiego Guangzhou R&F oddał mocny strzał z kilkunastu metrów, a Szczęsny musiał wybijać na rzut rożny. Kwadrans przed końcem meczu Zahavi trafił do siatki, ale sędziowie orzekli, iż znajdował się na spalonym.

Wówczas inicjatywa była już po stronie gospodarzy, którzy w końcu dopięli swego, wykorzystując rozluźnienie w polskich szeregach. W 88. minucie uderzenie Zahaviego zablokował JHan Bednarek, ale do piłki dopadł Dabbur i sprytnie przerzucił ją nad Szczęsnym. Tym samym biało-czerwonym nie udało się zachować po raz ósmy czystego konta w eliminacyjnym spotkaniu.

W 63. minucie Szymańskiego zmienił Robert Lewandowski. Był to jego 111. występ w kadrze – jest pod tym względem rekordzistą. W sobotę nie powiększył jednak dorobku strzeleckiego, choć był tego bliski w doliczonym czasie gry. Jedno jego uderzenie wybronił Marciano, drugie było niecelne.

Chwilę wcześniej na boisko wbiegło kilku kibiców z sektora gospodarzy. Jeden z nich zderzył się z Tomaszem Kędziorą, inny… przytulił Lewandowskiego. Sędzia przerwał spotkanie na kilka minut, a po dyskusji ze sztabami obu drużyn postanowił je wznowić.

Tym pierwszym od ponad 30 lat zwycięstwem w Izraelu biało-czerwoni zapewnili sobie najwyższą lokatę w grupie G. Zgromadzili 22 punkty i mają trzy przewagi nad Austrią, która pokonała u siebie Macedonię Północną 2:1 i także zagra w Euro 2020. Polacy mają jednak lepszy bezpośredni bilans z tym rywalem, więc nie stracą pierwszej pozycji niezależnie od wyników ostatniej kolejki.

Izrael ma jeszcze szansę, aby zagrać na Euro 2020. Zagra bowiem w marcowych barażach Ligi Narodów.

Mecz w Jerozolimie, przed którym ostrzegali zarówno przedstawiciele mediów, jak i meteorolodzy, odbył się bez zakłóceń – nie licząc wtargnięcia kibiców na boisko.

We wtorek i środę Izrael został ostrzelany rakietami ze Strefy Gazy, w związku z czym pojawiły się obawy dotyczące bezpieczeństwa. Trochę nerwów pojawiło się też po tym, jak „The Jerusalem Post” napisał, że organizacja terrorystyczna Palestyński Islamski Dżihad dokona ataku na stadionie. Artykuł został jednak później skasowany.

Polacy wrócą do Warszawy w niedzielę po południu. We wtorek na PGE Narodowym zakończą kwalifikacje spotkaniem ze Słowenią.

Po meczu powiedzieli:

Grzegorz Krychowiak (pomocnik reprezentacji Polski): „Niestety, niepotrzebnie straciliśmy bramkę w ostatnich minutach. Ale moim zdaniem najważniejsze są zasłużone trzy punkty. Zagraliśmy dziś dobry mecz, dobrze utrzymywaliśmy się przy piłce. Jedyne, czego można żałować, to niewykorzystane sytuacje, bo powinniśmy zdobyć więcej bramek. Skuteczność to element, który musimy poprawić. Osobiście cieszę się, że strzeliłem kolejnego gola. Pod tym względem to dla mnie bardzo dobry okres”.

Robert Lewandowski (napastnik reprezentacji Polski): „Myślę, że dzisiaj zespół Izraela nie postawił wysokich wymagań. W pierwszej połowie mieliśmy dużo sytuacji, ten wynik powinien być zupełnie inny, powinniśmy byli strzelić więcej bramek. Wygraliśmy zasłużenie i na spokojnie. Chciałbym, żeby to była reprezentacja z pierwszej połowy. Ale przeciwnik dzisiaj nie wyglądał dobrze i to powinniśmy byli wykorzystać szybciej i lepiej. Później, w drugiej połowie, trochę tych sił brakowało, koncentracja uciekła. Bramkę straciliśmy przypadkiem, po rykoszecie. Nie muszę grać w każdym meczu (w podstawowym składzie – PAP). Czasami spojrzenie na coś z boku też może być korzystne. Ta końcówka roku pewnie będzie ciężka. To była wspólna decyzja, wspólnie ustalana.

Fajnie, że Krzysiek Piątek strzelił bramkę, to mu było potrzebne i na pewno mu to pomoże złapać pewność siebie, być bardziej +w grze+ z drużyną. Ja mu życzę przede wszystkim, żeby miał sytuacje, potem od niego będzie zależało, czy je wykorzysta, czy nie. Najgorzej jest wtedy, gdy napastnik nie ma z czego strzelić.

Wiedziałem, że to jest kibic, który chce wbiec na boisko i albo zrobić sobie zdjęcie, albo dotknąć. Byłem spokojny, widać było, że to młody chłopak z uśmiechem na twarzy. Nie było żadnych obaw. Sędzia chyba zobaczył, jak jeden z ochroniarzy przypadkiem wpadł na Tomasza Kędziorę. To był przypadek, sędzia chyba nie widział tej sytuacji dokładnie, nie był pewny. Myślał, żeby zakończyć mecz przed czasem, ale powiedzieliśmy, że to nie ma sensu, zostały dwie czy trzy minuty, więc dograjmy to do końca”.

Krzysztof Piątek (napastnik reprezentacji Polski): „Po strzelonym golu poczułem ulgę. Najważniejsze jest jednak to, że zdobyliśmy trzy punkty. W pierwszej połowie zagraliśmy bardzo dobre spotkanie, a rywal nie mógł znaleźć na nas sposobu. W drugiej części meczu Izraelczycy zmienili ustawienie i prezentowali się już nieco lepiej. Według mnie po drugiej bramce niepotrzebnie się cofnęliśmy, nie musieliśmy tego robić. Liczy się jednak zwycięstwo i fakt, że mogliśmy dziś przetestować kilka wariantów, będąc pewnym awansu na mistrzostwa Europy”.

Wojciech Szczęsny (bramkarz reprezentacji Polski): „Bramka dla Izraela była trochę szczęśliwa. Udało nam się zablokować strzał, ale piłka przypadkowo spadła na piąty metr i nie miałem już szans na skuteczną interwencję. W pierwszej połowie zaprezentowaliśmy się z bardzo dobrej strony. Na pewno miało na to wpływ ustawienie naszego przeciwnika, które pozwalało nam na kontrolowanie gry. W drugiej części meczu nasi rywale zmienili je i grali dużo bardziej agresywnie. To spowodowało, że było nam trudniej, ale ogólnie wyglądało to całkiem nieźle”.(PAP)

(PAP)

Categories: Sport

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*