Ekstraklasa piłkarska – Zwycięstwo Śląska, bezbramkowy remis w Chorzowie

W Chorzowie w meczu Ruchu z Zagłębiem Lubin kibice nie doczekali się goli fot.Facebook

W Chorzowie w meczu Ruchu z Zagłębiem Lubin kibice nie doczekali się goli fot.Facebook

Ruch Chorzów bezbramkowo zremisował na własnym stadionie z Zagłębiem Lubin w pierwszym meczu 22. kolejki ekstraklasy.W drugim piątkowym spotkaniu Śląsk pokonał we Wrocławiu krakowską Wisłę 1:0.

Zagłębie od początku pokazało, że nie przyjechało do Chorzowa po remis. Jego piłkarze zaatakowali i mocno dali się we znaki chorzowskiej obronie. Najbliżej pokonania Matusa Putnocky’ego był Filip Starzyński. Po uderzeniu pomocnika, który w poprzednim sezonie grał w zespole „Niebieskich”, bramkarz gospodarzy z trudem wybił piłkę ponad poprzeczką.

Ruch przed przerwą grał mocno „schowany”, i rzadziej stwarzał zagrożenie pod bramką rywali. Tym niemniej też mógł prowadzić, gdyby Mariusz Stępiński po dośrodkowaniu Kamila Mazka lepiej „przymierzył” głową.

Drugą połowę chorzowianie zaczęli ofensywniej, ale szybko mogli zostać „skarceni” przez innego swojego byłego gracza Łukasza Janoszkę, który przegrał pojedynek sam na sam z Putnockym. Tempo gry wzrosło, widać było, że obu zespołom zależy na komplecie punktów. W 60. minucie gospodarze domagali się rzutu karnego po starciu Marka Zieńczuka z Aleksandarem Todorovskim, jednak sędzia pozostał nieugięty.

Sytuacji pod bramkami do końca było sporo. Więcej stworzyli ich lubinianie, nie potrafili skutecznie zakończyć swoich akcji i musieli się zadowolić podziałem punktów.

Mecz Śląska z Wisłą miał swój podtekst, bo zespół z Krakowa po raz pierwszy prowadził Tadeusz Pawłowski, który jesienią pracował w zespole z Wrocławia. Poza tym Pawłowski to żywa legenda klubu z Oporowskiej i na jego cześć najzagorzalsi fani Śląska przygotowali specjalną oprawę spotkania.

W obu drużynach w pierwszych jedenastkach zagrało po trzech nowych zawodników. W Śląsku byli to Lasza Dwali, Ryota Morioka i Andras Gosztonyi, a w Wiśle: Rafał Pietrzak, Witalij Bałaszow i Zdenek Ondrasek. Ten ostatni był najbliższy zdobycia gola w pierwszej połowie. Po dosyć przypadkowej akcji, kiedy piłka odbijała się od zawodników obu zespołów jak na bilardzie, napastnik gości znalazł się sam przed Mariuszem Pawełkiem. Uderzył, ale za lekko, aby zaskoczyć bramkarza gospodarzy.

Śląsk takiej okazji w pierwszej połowie nie miał. Najlepiej zapowiadała się akcja Kamila Bilińskiego, lecz zamiast podać do wybiegającego na wolne pole Toma Hateleya zdecydował się na drybling i stracił piłkę.

Druga połowa zaczęła się od odważnych ataków gości i już po sześciu minutach mogli prowadzić. Po ładnym zagraniu w tempo Witalija Bałaszowa w dogodnej sytuacji znalazł się Rafał Boguski, ale trafił tylko w spojenie słupka z poprzeczką. Chwilę później groźnie strzelał Ondrasek, lecz minimalnie chybił.

Śląsk w tym okresie miał problemy nie tylko z przedostaniem się pod bramkę rywali, lecz nawet z wyjściem z własnej połowy. Wrocławianie grali wolno, a przede wszystkim niedokładnie.

Impetu Wiśle starczyło na kwadrans. Później gra się wyrównała i kibice oglądali, to co w pierwszej połowie – oba zespoły dosyć łatwo przedostawały się w pobliże pola karnego rywali, ale akcjom brakowało skutecznego wykończenia.

Znacznie groźniejsze były kontrataki obu ekip. Po jednej z takich akcji Bałaszow znalazł się sam przed Pawełkiem, lecz strzelił lekko i bramkarz Śląska nie miał problemu ze załapaniem piłki.

Naprawdę ciekawie zaczęło się dopiero robić od 80. minuty. Chwilę wcześniej po rzucie wolnym Tomasz Hołota wykorzystał błąd w ustawieniu obrońców Wisły i strzałem głową nie dał szans Michałowi Miśkiewiczowi. Goście nie mając już nic do stracenia rzucili się do ataków, a gospodarze cofnięci na własną połowę kontratakowali. Ci drudzy byli znacznie groźniejsi i w 88. minucie po świetnej akcji zapoczątkowanej przez Hataleya powinni przypieczętować wygraną, ale żaden z zawodników nie zdecydował się na strzał z pola karnego, tylko sobie podawali piłkę, aż wreszcie goście ją wybili.

Mogło się to zemścić w doliczonym czasie gry, kiedy w idealnej sytuacji znalazł się Bałaszow. Pomocnik Wisły był sam w polu karnym, lecz trafił wprost w Pawełka. Chwilę później szanse na gola dla Śląska miał Petar Grajciar, lecz Miśkiewicz zdołał jego strzał obronić nogą. To była ostatnia akcja spotkania.

(PAP)

Categories: Sport

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*