Ekstraklasa piłkarska – wysokie zwycięstwo Śląska. Bez bramek w Krakowie

Korona Kielce na wyjazdowe punkty czeka od listopada ubiegłego roku fot.Facebook

Korona Kielce na wyjazdowe punkty czeka od listopada ubiegłego roku fot.Facebook

W inauguracyjnym spotkaniu 27. kolejki piłkarskiej ekstraklasy Śląsk Wrocław pokonał Koronę Kielce 3:0, a w Krakowie, w obecności ponad 30 tys. widzów, Wisła bezbramkowo zremisowała z poznańskim Lechem.

Śląsk wygrał dopiero trzeci mecz w tym sezonie na własnym stadionie. Wrocławianie byli zdecydowanie lepsi od Korony, która na punkty na wyjeździe czeka od listopada 2016.

Gospodarze od pierwszej minuty rzucili się do ataków i szybko mogli zostać skarceni kontratakiem, bo już w piątej minucie Ilijan Micanski znalazł się sam na sam z Mariuszem Pawełkiem. Bułgar minął bramkarza gospodarzy i posłał piłkę w kierunku pustej bramki, ale wrocławian w ostatniej chwili uratował wślizgiem Piotr Celeban. Kolejną sytuację goście mieli dopiero tuż przed przerwą, ale wówczas przegrywali już 0:1. I mogli się cieszyć, że tak nisko, bo Śląsk mógł, a nawet powinien, strzelić więcej goli.

Wrocławianie grali z rozmachem, szybko rozgrywali piłkę i z dużą łatwością przedzierali się przez niepewną w poczynaniach defensywę gości. Gola mogli zdobyć m.in. Łukasz Zwoliński, Ryota Morioka oraz Joan Roman. Hiszpan miał już niemal pustą bramkę, ale jeden z obrońców zdołał wybić zmierzającą do siatki piłkę.

Gola Śląsk zdobył dopiero z rzutu karnego. Po podaniu Piotra Celebana za plecy obrońców Korony Morioka uciekł Jakubowi Żubrowskiemu i ten próbując ratować sytuację spowodował upadek Japończyka. Arbiter uznał, że nieprzepisowo i wskazał na jedenasty metr. Do piłki podszedł sam poszkodowany i nie dał szans Milanowi Borjanowi.

Bramkarz gości był bohaterem kolejnych kilku minut, kiedy wygrał sytuacje sam na sam z Morioką, obronił strzał z rzutu wolnego Romana, a następnie odbił uderzenie Roberta Picha.

W tym fragmencie meczu zawodnicy Korony sprawiali wrażenie zupełnie zagubionych i tylko pokrzykiwali jeden na drugiego. Przebudzili się dopiero tuż przed przerwą, kiedy po szybko wykonanym rzucie wolnym z pola karnego strzelał Micanski, ale Pawełek nie dał się zaskoczyć.

Druga połowa mogła się zacząć drugim golem dla Śląska. Po rzucie wolnym w polu karnym gości mocno się zakotłowało, kilku zawodników gospodarzy próbowało wepchnąć piłkę do bramki, ale ostatecznie udało się wywalczyć tylko rzut rożny.

Korona próbowała zmienić swoją grę, przyspieszyć ataki, dłużej utrzymywać się przy piłce, ale niewiele z tego wychodziło, brakowało dokładności. Nadal najlepszym zawodnikiem gości był Borjan, który dwoił się i troił w bramce.

Śląsk wypracowywał kolejne sytuacje bramkowe, ale nie mógł podwyższyć prowadzenia. W 62. minucie Roman zdecydował się na indywidualną akcję, minął kilku rywali jak tyczki i uderzył na bramkę. Sytuację próbował ratować Radek Dejmek, ale skierował piłkę do siatki.

Dopiero przy stanie 0:2 goście zaczęli częściej gościć pod bramką Śląska, ale zamiast zmniejszyć straty, zostali skarceni trzecią bramką. Po kontrataku w idealnej sytuacji znalazł się Roman, próbował lobować bramkarza, ale piłka trafiła w rękę Rafała Grzelaka i arbiter podyktował rzut karny. Do piłki najpierw podszedł Hiszpan, ale trener Jan Urban pokazał z ławki, że ma strzelać Kamil Biliński. Borjan wyczuł napastnika Śląska, jednak piłka wpadła do siatki.

Korona do końca walczyła o honorowego gola, ale w piątek nie była nic w stanie zdziałać. Śląsk też już nic nie strzelił i mecz zakończył się wynikiem 3:0.

Przed meczem, we Wrocławiu, prezydent Kielc Wojciech Lubawski podpisał umowę o sprzedaży 72 procent akcji spółki Korona SA Dieterowi Burdenskiemu. 66-letni Niemiec to były piłkarz, reprezentant kraju, który rozegrał blisko 500 spotkań w barwach Werderu Brema. Po zakończeniu kariery założył firmę zajmującą się marketingiem sportowym, organizacją zgrupowań i meczów towarzyskich.

Mecz w Krakowie wywołał spore zainteresowanie, na trybunach zasiadł prawie komplet – 30 128 widzów, co jest rekordem Wisły w tym sezonie. Liczna publiczność nie doczekała się bramek, a hit 27. kolejki ekstraklasy trochę rozczarował. Oba zespoły postawiły na otwarty futbol, bez zbędnej kalkulacji. Akcje szybko przenosiły się z jednego pola karnego na drugie, lecz brakowało klarownych sytuacji.

Na początku spotkania groźnie główkował Arkadiusz Głowacki, ale piłka poszybowała tuż nad poprzeczką. Potem więcej pracy miał jednak Łukasz Załuska, który po ładnej akcji Szwajcar Darko Jevtica w ostatniej chwili ubiegł Macieja Makuszewskiego. Bramkarz gospodarzy potem nie bez kłopotów obronił strzał Radosława Majewskiego.

W końcówce pierwszej odsłony defensywa Lecha kilkakrotnie znalazła się w opałach. Najlepszej okazji nie wykorzystał Rafał Boguski, który otrzymał idealne podane od Patryka Małeckiego, ale z kilkunastu metrów huknął wysoko nad bramką.

W drugiej połowie tylko przez 20 minut obu drużynom udało się utrzymać niezłe tempo, choć piłkarzom nie można było odmówić zaangażowania. Wiele ataków było jednak trochę „szarpanych”, brakowało dokładności w rozgrywaniu akcji czy precyzji przy strzałach z dystansu.

Załuskę próbowali zaskoczyć m.in. Majewski i Abdul Aziz Tetteh, ale bramkarz „Białej Gwiazdy” był mocnym punktem swojej drużyny. Jego vis a vis Słowak Matus Putnocky miał jeszcze mniej okazji do interwencji, bowiem wiślacy w piątkowy wieczór byli na bakier z celnością. Przez 90 minut nie oddali ani jednego strzału w światło bramki.

Pod koniec spotkania rezerwowy napastnik gości Nicki Bille Nielsen, który wrócił na boisko po półrocznej przerwie, kilka razy zaabsorbował obronę Wisły. Duńczykowi zabrakło jednak szczęścia i trochę ogrania po tak długiej pauzie.

(PAP)

Categories: Sport

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*