Ekstraklasa piłkarska – wysokie zwycięstwa Arki i Lecha

Arka Gdynia odniosła pierwsze w tym roku ligowe zwycięstwo fot.Facebook

Arka Gdynia odniosła pierwsze w tym roku ligowe zwycięstwo fot.Facebook

W piątkowych meczach 23. kolejki ekstraklasy piłkarskiej Arka Gdynia pokonała Koronę Kielce 4:1, a Lech Poznań w Szczecinie Pogoń 3:0.

Arka, pokonując w piątek na własnym stadionie Koronę 4:1 (1:1), nie tylko zrewanżowała się kielczanom za poniesioną 10 września wyjazdową porażkę 0:1, ale po dwóch przegranych 0:1 zanotowała inauguracyjne na wiosnę zwycięstwo. W odniesieniu efektownej wygranej gospodarzom nie przeszkodził nawet zmarnowany rzut karny.

Kibice byli świadkami nie tylko pięciu goli, ale także emocjonującego i od początku prowadzonego w szybkim tempie spotkania.

W porównaniu do ostatniego, przegranego w Lubinie meczu z Zagłębiem, trener Grzegorz Niciński dokonał trzech zmian w podstawowym składzie. Po pauzie za żółte kartki wrócił Dominik Hofbauer, który zastąpił Antoniego Łukasiewicza. Na wiosnę po raz pierwszy w wyjściowej „jedenastce” znaleźli się lewy pomocnik Dariusz Formella i napastnik Przemysław Trytko, którzy „zluzowali” Miroslava Bożoka i Josipa Barisica.

Na jedną, ale znaczącą roszadę zdecydował się natomiast po wygranej 4:2 z Wisłą Płock szkoleniowiec gości Maciej Bartoszek. W polskiej ekstraklasie zadebiutował pozyskany w przerwie zimowej z bułgarskiego klubu Łudogorec Razgrad bramkarz Milan Borjan. I już w 17. minucie 29-letni Kanadyjczyk uratował swój zespół od straty gola po strzale Hofbauera.

Przed zdecydowanie trudniejszą próbą Borjan stanął w 31 minucie – po faulu Rafała Grzelaka na Mateuszu Szwochu arbiter podyktował bowiem rzut karny. Jego egzekutorem był najskuteczniejszy zawodnik Arki Marcus Vinicius, który z siedmiu goli aż pięć uzyskał z 11 metrów. Tym razem Brazylijczyk nie zdołał powiększyć swojego dorobku, bo golkiper kieleckiej drużyny nie miał problemów z obroną jego słabego uderzenia po ziemi.

Za chwilę Borjan wygrał pojedynek sam na sam ze Szwochem, ale w 37. minucie musiał już wyciągać piłkę z siatki. Składną akcję gospodarzy zapoczątkował Marcus Vinicius, a w jej finale po podaniu Trytki bramkarza rywali pokonał Formella.

Na ripostę gości nie trzeba było długo czekać. W 38. minucie niewiele brakowało, aby po rzucie wolnym piłkę do własnej bramki skierował głową Adam Marciniak. Piłkarze Korony przycisnęli i po drugim rzucie rożnym najwięcej zimnej krwi w polu karnym wykazał Iljan Micanski, który z bliska doprowadził do wyrównania. Wcześniej Konrad Jałocha obronił w 11. minucie główkę Mateusza Możdżenia oraz w 34. minucie strzał z rzutu wolnego Mateusza Możdżenia.

Druga połowa rozpoczęła się od minimalnie niecelnego uderzenia Szwocha. W 60. minucie ten środkowy pomocnik dał już gdynianom prowadzenie. Łukasz Bednarek odgwizdał drugą „jedenastkę” – tym razem po faulu kieleckiego golkipera na Marcusu Viniciusie. Brazylijczyk nie próbował zrehabilitować się za wcześniejszą nieudaną próbę tylko zostawił piłkę Szwochowi, a ten pewnym uderzeniem umieścił ją w siatce.

Po stracie gola goście ponownie przycisnęli i 73. minucie bliski szczęścia był Grzelak, ale jego strzał obronił Jałocha. Tymczasem jedna z kontr gospodarzy zakończyła się w 79. minucie powodzeniem. Co prawda uderzenia Marcusa Viniciusa i Łukasiewicza nie znalazły drogi do bramki, jednak po podaniu Formelli z najbliższej odległości nie pomylił się wprowadzony cztery minuty wcześniej na murawę Rafał Siemaszko.

Wynik ustalił w 92. minucie Hofbauer, który dobił strzał Szwocha.

Poznański Lech wygrał w rundzie wiosennej po raz trzeci.. Tym razem  ograł 3:0 Pogoń w Szczecinie i awansował na trzecie miejsce w ligowej tabeli.

To był pierwszy z serii meczów. Już za cztery dni obie drużyny przeniosą się do Poznania, by rozegrać pierwszy z półfinałów Pucharu Polski. W Pogoni po raz pierwszy przed własną publicznością wystąpił Nadir Ciftci. Pozyskany z Celtiku Glasgow Turek przed tygodniem wyszedł na kilkanaście minut w Krakowie. Tym razem zagrał od początku w środku pomocy, na pozycji, która wcześniej należała do Kamila Drygasa. „Rozmawiałem z kolegami z drużyny, wiem jakie znaczenie dla Pogoni ma ten mecz” – mówił nowy gracz Portowców.

W Lechu natomiast tym razem mecz na ławce rezerwowych rozpoczęli Łukasz Trałka i Szymon Pawłowski, którzy ustąpili miejsca w podstawowym składzie Abdulowi Tettehowi i Darko Jevticiowi. Między słupki po jednym meczu przerwy wrócił też Matus Putnocky.

„Znamy siłę Lecha. Myślę, że drzemie ona głównie w ofensywie” – mówił przed meczem Kazimierz Moskal, trener Pogoni.

Na potwierdzenie tych słów długo nie trzeba było czekać. Już pierwsza ofensywna akcja Lecha przyniosła gościom prowadzenie. Jevitic tak zablokował wybicie piłki przez Sebastiana Rudola, że trafiła ona pod nogi Dawida Kownackiego. Młody napastnik Kolejorza wykorzystał pozycję sam na sam z Jakubem Słowikiem i trafił do siatki strzelając między nogami bramkarza gospodarzy.

Pogoń po stracie gola próbowała atakować, ale zawodnicy portowej jedenastki grali zbyt nerwowo. Toteż większe zagrożenie wynikało z kontr wyprowadzanych przez przyjezdnych.

W 21. min. świetnie urwał się na prawym skrzydle Spas Delew. Zobaczył wysuniętego z bramki Matusa Putnocky’ego i uderzył mocnym lobem. Słowak jednak w ekwilibrystyczny sposób zdołał wybić piłkę nad poprzeczkę.

W 30. min. kunsztem bramkarskim popisał się Słowik, który zdołał wybić na róg silny strzał z dystansu Macieja Gajosa.

Sześć minut później Fojut drugi raz wyciągał piłkę z siatki. Radosław Majewski prostopadłym podaniem znalazł wbiegającego w pole karne Kownackiego, który po raz drugi wykorzystał pozycję sam na sam z bramkarzem.

W przerwie przed piłkarską publicznością zaprezentowali się Mike Mollo i Krzysztof Zimnoch, główni bohaterowie gali Szczecin Boxing Night, która ma się odbyć w sobotę w Azoty Arenie. Tym razem, mając na uwadze popołudniowe starcie obu pięściarzy podczas ważenia, organizatorzy trzymali obu gladiatorów na kilkunastometrowy dystans.

Zaraz po przerwie ostrym strzałem na bramkę Pogoni popisał się Majewski. Słowik zdołał obronić. Zaraz potem do zdecydowanych ataków ruszyli gospodarze. W 55. min. Delew nawet trafił do siatki, ale był na pozycji spalonej i kontaktowego gola sędziowie nie uznali. Sytuacja powtórzyła się w 71. min., gdy ponownie Bułgar strzelił do siatki z pozycji spalonej.

Gospodarze prawidłowego gola nie zdobyli, za to grający na przeczekanie goście w 83. min. podwyższyli wynik na 3:0. Putnocky kopnął piłkę przez całe boisko, przed polem karnym Pogoni dopadł do niej Marcin Robak, a Słowik poślizgnął się i przewrócił. Robak tylko dokonał egzekucji ustalając wynik meczu.

(PAP)

Categories: Sport

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*