Ekstraklasa piłkarska – wyjazdowe zwycięstwa Zagłębia i Lecha

Lech Poznań zapewnił sobie zwycięstwo w Łęcznej w doliczonym czasie gry fot.Facebook

Lech Poznań zapewnił sobie zwycięstwo w Łęcznej w doliczonym czasie gry fot.Facebook

Ruch Chorzów przegrał z Zagłębiem Lubin 1:2, a Górnik Łęczna w identycznych rozmiarach z Lechem Poznań w piątkowych meczach inaugurujących 11. kolejkę piłkarskiej ekstraklasy.

Zespół chorzowski poprowadził po raz 200. trener Waldemar Fornalik. Dla opiekuna drużyny gości Piotra Stokowca było to spotkanie numer 100 w tej roli. Jubileusz wygraną uczcił ten drugi.

Szkoleniowiec „Niebieskich” miał problem z zestawieniem linii obrony z racji kontuzji i żółtych kartek. Z konieczności w tej formacji znalazł się pomocnik Łukasz Moneta.

Eksperymentalna defensywa chorzowian pogubiła się już 3. minucie i po centrze Krzysztofa Janusa z rzutu wolnego niepilnowany Łukasz Janoszka głową dał gościom prowadzenie.

Odpowiedź rywali była bardzo szybka. Prostopadłe podanie Łukasza Surmy tudzież własną szybkość, wykorzystał napastnik Ruchu Jarosław Niezgoda i w sytuacji sam na sam nie dał szans lubińskiemu bramkarzowi.

Przed przerwą oba zespoły miały jeszcze po jednej sytuacji. Strzał Janoszki obronił Kamil Lech, uderzenie Patryka Lipskiego z wolnego było niecelne.

Drugą połowę goście zaczęli od kilku wrzutek w pole karne Ruchu, co siało spory zamęt wśród „Niebieskich”. Raz nawet piłka wpadła do bramki, ale sędzia nie uznał gola z racji faulu.

Zespół trenera Stokowca miał przewagę, której nie potrafił przełożyć na groźne okazje. W 63. minucie po zagraniu ręką Piotra Ćwielonga sędzia podyktował rzut karny dla Zagłębia. Wykorzystał go Janus.

Gospodarze zagrali bardziej ofensywnie. Okazję na wyrównania miał Jakub Arak. Strzelił mocno z woleja, ale Martin Polacek zachował czujność. W końcówce chorzowianie zagrali dwoma napastnikami. Bramkarz Zagłębia nie był jednak niepokojony i Ruch przegrał trzeci ligowy mecz z rzędu.

Piłkarze Górnika Łęczna dobrze rozpoczęli spotkanie i jako pierwsi próbowali strzałów z dystansu. W 12. minucie po dalekim dośrodkowaniu Leandro z rzutu wolnego główkował Gerson, ale Matus Putnocky wybił piłkę na róg. Wykonawca kornera Krzysztof Danielewicz posłał piłkę obok bliższego słupka, a stojący przy nim Piotr Grzelczak piętą, ku zaskoczeniu wszystkich, zdobył gola.

Podrażnieni piłkarze Lecha zaczęli atakować z większym rozmachem, ale przed przerwą nie zdołali doprowadzić do wyrównania. W 20. min po szybkiej kontrze Maciej Makuszewski trafił w słupek, trzy minuty później po centrze Tomasza Kędziory piłka tylko musnęła głowę Marcina Robaka, a w 27. min Darko Jevtic z rzutu wolnego nie zdołał pokonać Sergiusza Prusaka.

Jevtic jeszcze dwukrotnie w tej części spotkania silnie strzelał, jednak w 39. min nie trafił do bramki, a w 44. znów udanie interweniował Prusak. W 40. min bohaterem meczu mógł zostać Grzelczak, który przerzucił piłkę nad wybiegającym bramkarzem Lecha, ale nie zdołał precyzyjnie kopnąć do bramki.

Po zmianie stron nadal obie drużyny prowadziły otwartą grę, choć częściej piłkę rozgrywali lechici. Bramkarze nie mogli jednak narzekać na brak zajęcia, bo raz jedna, raz druga ekipa przeprowadzała groźne ataki. Znakomicie jednak spisywał się Putnocky skutecznie interweniując m.in. w 49. min po główce Grzelczaka, czy w 57. ubiegając w ostatniej chwili szarżującego Slavena Jurisę. Nie dał się też zaskoczyć, kiedy Danielewicz w 73. min bezpośrednio z rzutu rożnego kierował piłkę w tzw. światło bramki, ani Grzelczakowi w 76. min po znakomitym podaniu Grzegorza Piesio. W 65. min Maciej Gajos z czterech metrów kopnął piłkę nad bramką, a w 68. Grzelczak też strzelił nad poprzeczkę, tyle że zza linii pola karnego.

Wyrównanie padło w 71. min, kiedy pozostawiony bez opieki Szymon Pawłowski znakomicie zacentrował z lewej strony, a nadbiegający Gajos uderzeniem głową nie dał szans obrony Prusakowi. W 84. min Abdul Aziz Tetteh po rzucie rożnym wykonywanym przez Pawłowskiego główkował tuż nad bramką.

Najlepszą jednak okazję do zdobycia gola zaprzepaścił w 89. min Grzelczak nie trafiając do bramki, kiedy przed sobą miał tylko Putnockiego. W pierwszej minucie doliczonego czasu pozostawiony bez opieki Makuszewski pobiegł szybko z piłką, którą skutecznie przerzucił nad wybiegającym Prusakiem.

Do samego końca trwała „wymiana ciosów”, a Prusak wygrał pojedynek sam na sam z Dawidem Kownackim. Po ciekawym spotkaniu zwycięstwo odniosła drużyna mająca więcej atutów, choć gospodarzom należą się słowa uznania za godne przeciwstawienie się jednemu z potentatów ekstraklasy.

(PAP)

 

Categories: Sport

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*