Ekstraklasa piłkarska – wyjazdowe zwycięstwa Lechii i Wisły Płock

Lechia Gdańsk przerwała serię zwycięstw Cracovii na własnym stadionie fot.Facebook

Lechia Gdańsk przerwała serię zwycięstw Cracovii na własnym stadionie fot.Facebook

Piłkarze Cracovii w piątkowym spotkaniu ekstraklasy przegrali z Lechią Gdańsk 0:1. Była to ich pierwsza porażka na swoim obiekcie. Na własnym stadionie przegrało także Zagłębie, które uległo Wiśle Płock 1:2.

Pierwsza połowa mogła podobać się krakowskim kibicom. Było sporo akcji podbramkowych, zaś gra toczyła się w szybkim tempie.

Gospodarze mogli objąć prowadzenie w 11. minucie, ale po strzale z 16 m Marcina Budzińskiego piłka odbiła się od słupka.

Sześć minut później było już 0:1. Rafał Wolski na lewym skrzydle „oszukał” Huberta Wołąkiewicza i podał w kierunku Flavio Paixao. Ten nie był pilnowany, ale skiksował. Jednak piłka dotarła do jego brata Marco, który nie spudłował.

W 35. minucie – nie po raz pierwszy i ostatni w tym spotkaniu – Grzegorz Sandomierski uratował swój zespół od utraty gola. W tym przypadku obronił strzał z bliska Marco Paixao.

Po przerwie było mniej ciekawie. Inicjatywę przejęła Cracovia, ale nie potrafiła odrobić straty. Blisko tego była w 57. min. Bardzo ładnie przyjął wtedy piłkę Jakub Wójcicki, sprawnie z nią się obrócił, uderzył, ale niecelnie.

Zagłębie Lubin nie było zespołem słabszym, ale Wisła wykazała się większa skutecznością i zgarnęła trzy punkty. Dla lubinian, którzy musieli sobie radzić w piątek bez kontuzjowanego Filipa Starzyńskiego, to piąte spotkanie bez zwycięstwa.

Zagłębie tradycyjnie już grając u siebie zaczęło mecz od mocnych ataków i szybko mogło wyjść na prowadzenie, ale po strzale Michala Papadopulosa w trzeciej minucie piłka trafiła w słupek.

Później spotkanie się wyrównało, ale nadal groźniejsi byli jednak gospodarze, którzy po przejęciu piłki potrafili szybciej przedostać się pod bramkę rywali. Po jednej z takich akcji szanse na trafienie do siatki miał Papadopulos, ale jego strzał głową był minimalnie niecelny.

Wolno rozgrywający piłkę płocczanie mieli znacznie większe problemy z wypracowaniem sobie bramkowej sytuacji i Martin Polacek, poza wyłapywaniem dośrodkowań, był bezrobotny. Kiedy wydawało się, że jeżeli ktoś zdobędzie gola, będzie to Zagłębie, Lubomir Guldan podciął w polu karnym Siergieja Kriwca i arbiter odgwizdał rzut karny. Piłkę na jedenastym metrze ustawił Dominik Furman. Uderzył mocno, ale trafił w słupek. Pierwszy jednak do piłki dopadł Giorgi Merebaszwili i trafił pewnie do siatki.

Zagłębie rzuciło się do ataku, ale szybko zostało drugi raz skarcone. Po dośrodkowaniu Kriwca piłka długo leciała w pole karne Zagłębia i wydawało się, że nic groźnego z tego nie może się wydarzyć. Zza pleców Dorde Cotry wyskoczył jednak Dominik Kun i technicznym lekkim uderzeniem w długi róg nie dał szans Polackowi.

Od tego momentu zespół trenera Piotra Stokowca uzyskał zdecydowaną przewagę, ale nie mógł trafić w bramkę. Wisła momentami broniła się niemal całym zespołem w obrębie własnego pola karnego i rozpaczliwie wybijała piłkę, ale do przerwy przetrwała bez straty gola.

Trener Stokowiec nie czekał ze zmianami i od pierwszej minuty drugiej połowy na boisko za Jana Vlasko posłał drugiego napastnika Martina Nespora. Dla Czecha, który bronił w poprzednim sezonie barw Piasta Gliwice, był to debiut w Zagłębiu. I mógł być to debiut wymarzony, ale w 64. minucie Nespor z kilku metrów uderzył za lekko i Seweryn Kiełpin w siatkarskim stylu wybił piłkę.

Chwilę wcześniej groźnie strzelał Papadopulos oraz z rzutu wolnego dośrodkował Krzysztof Janus, ale Zagłębie nie miało takiej przewagi i nie potrafiło zepchnąć Wisły do defensywy jak w końcówce pierwszej połowy. Goście mądrze się bronili, starali rozgrywać piłkę i przesuwać ciężar gry bliżej bramki gospodarzy.

W 71. minucie zawodnicy Wisły jednak przysnęli przy rzucie rożnym i Guldan strzałem głową zdobył kontaktowego gola dla Zagłębia. Od tego momentu emocje zaczęły tylko rosnąć. Lubinianie rzucili się do jeszcze bardziej zdecydowanego ataku i Wisła starała się urywać cenne sekundy. Na boisku nie brakowało ostrej walki i przepychanek zawodników.

Na siedem minut przed końcem Kun próbował wymusić rzut karny i sędzia ukarał go żółtą kartką. Ponieważ było to drugie upomnienie dla pomocnika gości, musiał opuścić boisko. Od tego momentu napór Zagłębia wzrósł jeszcze bardziej. Piłkę na wagę remisu miał Arkadiusz Woźniak, ale Kiełpin zdołał obronić strzał rywala i trzy punkty pojechały do Płocka. (PAP)

Categories: Sport

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*