Ekstraklasa piłkarska – Śląsk rozgromiony w Lubinie. Cracovia nadal bez zwycięstwa

Jagiellonia pokonała Cracovię i awansowała na drugie miejsce w tabeli fot.Facebook

W piętkowych meczach ekstraklasy piłkarskiej Zagłębie Lubin rozgromiło Śląsk Wrocław 4:0, w w Białymstoku miejscowa Jagiellonia pokonała Cracovię 3:1.

Zagłębiu w dużej mierze pomogli rywale – dwa gole padły po błędach bramkarza Jakuba Słowika, jedno trafienie dołożył samobójczym strzałem Marcin Robak i na dodatek ponad pół godziny goście grali w dziesiątkę po czerwonej kartce. Dla „Wojskowych” był to siódmy mecz bez wygranej.

Oba zespoły starały się grać ofensywnie, ale gra toczyła się głównie w środku pola. Nie brakowało walki, ale brakowało sytuacji podbramkowych. Nieco płynniej wyglądała gra Śląska i to wrocławianie pierwsi zagrozili bramce rywali. Po kontrataku w idealnej sytuacji znalazł się Robert Pich, ale ofiarnym wślizgiem Sasa Balic zdołał zablokować strzał pomocnika gości.

Na kolejną sytuację bramkową kibice musieli poczekać dobre kilkanaście minut i ponownie była to szansa dla przyjezdnych. Marcin Robak zbiegł do środka boiska i uderzył sprzed pola karnego. Na mokrej murawie piłka nabrała poślizgu i Dominik Hładun nie bez problemu sparował ją na rzut rożny.

Zagłębie największe zagrożenie stwarzało po stałych fragmentach gry i kontratakach. I właśnie po jednym ze stałych fragmentów gry wyszli na prowadzenie. Filip Starzyński mocno podkręcił piłkę z rzutu rożnego, Słowik najpierw chciał wyjść do dośrodkowania, później się zaczął cofać, aż się poślizgnął i futbolówka wylądowała w siatce.

Stracony gol podciął skrzydła Śląskowi i Zagłębie mocniej przycisnęło. Kiedy wrocławianie opanowali sytuację i wydawało się, że w pierwszej połowie nic już się nie wydarzy, gospodarze zadali drugi cios. Goście byli w posiadaniu piłki w pobliżu pola karnego rywali, ale ją stracili w prostu sposób. Podopieczni trenera Lewandowskiego wyprowadzili kontratak, lecz Filip Jagiełło dał się wypchnąć na skrzydło. Pomocnik gospodarzy nie miał właściwie żadnego wyboru, tylko uderzyć. Strzał nie był ani mocny, ani precyzyjny, ale piłka między nogami Słowika wpadła do bramki.

W drugiej połowie obraz gry właściwie się nie zmienił – obie ekipy starały się atakować, ale groźne sytuacje stwarzały jedynie po kontrach lub stałych fragmentach gry. Tak kontaktowego gola mógł zdobyć Śląsk. Po szybkim ataku i dośrodkowaniu z prawej strony Mateusz Cholewiak uderzył głową i niewiele się pomylił. W odpowiedzi po rzucie rożnym z woleja strzelił Bartłomiej Pawłowski i też niewiele brakowało, aby piłka wpadła do siatki.

Goście szanse na odrobienie strat poważnie zmniejszyli sobie sami w 57. minucie. Po prostej stracie piłki w pobliżu pola karnego Zagłębia Cholewiak podciął jednego z rywali i arbiter Szymon Marciniak ukarał go żółtą kartką. Ponieważ było to drugie upomnienie, pomocnik „Wojskowych” musiał opuścić boisko.

Obraz gry po zejściu Cholewiaka się nie zmienił. Zagłębie nie przejęło inicjatywy, a starało się szukać kolejnych bramek w kontratakach i długimi momentami nie było widać, że ma jednego zawodnika więcej na boisku. Z czasem działo się coraz mniej ciekawego. Śląsk wyraźnie już stracił nadzieję na odrobienie strat, a lubinianie zadowoleni z prowadzenia też nie dążyli do strzelenia kolejnych bramek.

Wydawało się, że już wynik się nie zmieni i wtedy kolejne dwa ciosy zadali gospodarze. A właściwie jeden, bo jeden zadał sobie sam Śląsk. Po rzucie rożnym Robak tak odbił piłkę, że ta wpadła do siatki. Kilka chwil później do odbitej przed pole karne piłki dopadł wprowadzony kilka chwil wcześniej Dawid Pakulski i trafił niemal w samo okienko bramki Słowika.

Później jeszcze Dominik Hładun odbił strzał z pola karnego i na tym był koniec derbów Dolnego Śląska.

Jagiellonia po raz dziesiąty z rzędu nie przegrała z Cracovią; ta w tym sezonie nadal pozostaje bez zwycięstwa w ekstraklasie.

Oba zespoły zagrały z dwoma zmianami w składach w stosunku do poprzedniej kolejki. W Jagiellonii wrócił po kontuzji na środek obrony chorwacki stoper Ivan Runje ale zabrakło kontuzjowanego innego lidera – Tarasa Romanczuka. W Cracovii również zmiana w linii defensywnej, bo Oleksija Dytiatjewa zastąpił w pierwszym składzie Niko Datkovic. Od początku zagrał też Mateusz Wdowiak.

Pierwsza połowa była wyrównana, z lekką przewagą w posiadaniu piłki i stworzonych sytuacjach po stronie Jagiellonii. Już w 1. min gospodarze pokazali, że ich groźną bronią będą w tym meczu stałe fragmenty gry. Z rzutu rożnego dośrodkował bowiem Guilherme, głową uderzał Bartosz Kwiecień, ale piłka zrobiła zbyt wysoki kozioł przed bramką gości i przeleciała nad poprzeczką.

Cracovia nie przestraszyła się wyżej notowanego rywala. Nie tylko grała wysokim pressingiem, ale też starała się dokładnie piłkę rozgrywać. Aktywny w jej ataku był Javi Hernandez, jednak celnego strzału w tej połowie nie odnotowała. Po pół godzinie gry zaczęły się mnożyć faule i niecelne podania z obu stron i dopiero w końcówce były emocje. W 41. min Przemysław Frankowski uciekł obrońcom gości lewą stroną, płasko dośrodkował, lecz strzał piętą Cilliana Sheridana bez trudu wyłapał Maciej Gostomski. W odpowiedzi z ostrego kąta strzelał Hernandez – niecelnie.

Gol padł tuż przed doliczonym czasem gry. Po faulu na Romanie Bezjaku, w pole karne gości z prawej strony dośrodkował Guilherme, a Kwiecień pewnym strzałem głową dał prowadzenie Jagiellonii.

Po przerwie białostoczanie szybko podwyższyli. W 53. min – wyróżniający się w tym meczu Guilherme – znowu precyzyjnie dośrodkował, a uderzenie głową Sheridana znalazło drogę do bramki Cracovii. Dwubramkowe prowadzenie sprawiło, że Jagiellonia oddała pole gościom, czekając na odebranie im piłki i kontrę.

Że jest to groźna broń gospodarzy, Cracovia przekonała się w 62. min, po akcji trójki Bezjak-Pospisil-Frankowski. Ten ostatni był w dobrej sytuacji w polu karnym, ale płasko uderzył obok bramki. Kilka minut później świetną okazję zmarnowała Cracovia, piłkę w polu karnym miał „na nodze” Milan Dimun, lecz nawet nie trafił w światło bramki.

W 70. min gospodarzom udało się przeprowadzić wzorcowy, szybki i skuteczny kontratak. Frankowski zagrał na prawe skrzydło do Novikovasa, ten wyłożył piłkę Sheridanowi, który dopełnił formalności. Cracovia ambitnie walczyła przynajmniej o bramkę honorową i cztery minuty później ją zdobyła. Mocnym uderzeniem zza pola karnego popisał się Michal Siplak, nie popisał się za to bramkarz Jagiellonii Marian Kelemen, który odbił piłkę przed siebie, a Airam Cabrera był przy niej najszybciej i bez trudu trafił do siatki.

Na więcej gości już nie było stać i choć starali się atakować, Jagiellonia do końca kontrolowała mecz.

(PAP)

Categories: Sport

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*