Ekstraklasa piłkarska – rezerwy Legii wygrały w Łodzi

Grająca w rezerwowym składzie Legia, wywiozła z Łodzi komplet punktów fot.Facebook

Występując w rezerwowym składzie Legia Warszawa, wygrała w Łodzi z ŁKS 3:2 w najciekawszym niedzielnym meczu 6. kolejki piłkarskiej ekstraklasy. Beniaminek doznał czwartej z rzędu porażki. Liderem pozostał Śląsk Wrocław.

Trener Legii Aleksandar Vukovic w podstawowym składzie wystawił tylko dwóch zawodników z jedenastki, która w czwartek rozpoczęła spotkanie z Rangers FC w kwalifikacjach Ligi Europy, w tym bramkarza Radosława Majeckiego. Szansę otrzymali za to weteran Inaki Astiz, Tomasz Jodłowiec, Mateusz Praszelik czy debiutujący w ekstraklasie Michał Karbownik.

Łodzianie dwukrotnie prowadzili po golach Łukasza Sekulskiego, ale rywale zdołali odwrócić losy spotkania, choć już po zmianach i m.in. Walerianem Gwilią czy Luisem Rochą na boisku. Bohaterem został Jarosław Niezgoda. Wracający do wysokiej formy po nieudanym, głównie z powodów zdrowotnych, poprzednim sezonie napastnik pokazał, że ma strzelecki instynkt i dwa razy pokonał Michała Kołbę.

Legioniści, którzy mają mecz zaległy do rozegrania, z 10 punktami zajmują ósmą pozycję w tabeli. ŁKS, czekający na ligowe zwycięstwa nad stołecznym zespołem od 19 sierpnia 2006 roku, po czwartej z rzędu porażce spadł na 14. lokatę.

W tabeli z 14 punktami prowadzi Śląsk Wrocław, który w tej kolejce zremisował w Gdańsku z Lechią 1:1 i zachował miano niepokonanej w tym sezonie w lidze. W poniedziałek z fotela lidera może go zepchnąć mająca punkt mniej Pogoń Szczecin, która na zakończenie 6. serii podejmie zamykającą tabelę Wisłę Płock. A za tydzień we Wrocławiu – mecz na szczycie.

Goście, którzy jeszcze w maju bronili się przed spadkiem, objęli prowadzenie siedem minut przed przerwą po płaskim strzale Przemysława Płachety. To pierwszy gol w ekstraklasie pomocnika, który latem trafił do Śląska z pierwszoligowego Podbeskidzia Bielsko-Biała. W 54. minucie efektownym uderzeniem wyrównał Sławomir Peszko. Były reprezentant kraju w barwach Lechii poprzednio uzyskał w lidze gola w kwietniu 2018, a jej rywalem był wówczas… Śląsk.

Lechia na razie zawodzi. W sześciu występach odniosła tylko jedno zwycięstwo, a przed własną publicznością już po raz trzeci zremisowała. Kłopoty z wygrywaniem w Gdańsku miała w sezonie 2017/18, kiedy musiała bronić się przed spadkiem.

„Czujemy niedosyt, bo oczekiwaliśmy wygranej. Nie gramy jednak źle, natomiast w poprzednim sezonie fortuna była dla nas bardziej życzliwa i nie takie mecze jak ten wygrywaliśmy” – skomentował szkoleniowiec biało-zielonych Piotr Stokowiec.

Najbliżej prowadzącego duetu wrocławsko-szczecińskiego są Jagiellonia, Lech i Piast, które mają po 11 punktów.

Ekipa z Białegostoku już w piątek pokonała na własnym stadionie Wisłę Kraków 3:2. Bohaterem wieczoru został Jesus Imaz, który popisał się hat-trickiem, pierwszym w wykonaniu zawodnika „Jagi” w ekstraklasie. Hiszpan poprzedni sezon rozpoczął w barwach… „Białej Gwiazdy”. Jesienią zdobył sześć goli i zimą przeniósł się na drugi kraniec Polski, gdzie wiosną dołożył 10 trafień.

W bieżących rozgrywkach uzyskał już sześć goli i prowadzi w klasyfikacji strzelców. Z 22 trafieniami w najwyższej klasie daleko mu jednak do Pawła Brożka. 36-letni napastnik Wisły w Białymstoku zdobył 144. ligową bramkę. W zestawieniu najlepszych snajperów wszech czasów jest dziewiąty i tylko jednego gola brakuje mu do Jana Liberdy.

Historyczne wydarzenie miało miejsce tuż przed końcowym gwizdkiem sędziego, kiedy wynik ustalił Aleksander Buksa. 16-latek został najmłodszym strzelcem bramki dla krakowskiego klubu. Do piątku od 1936 roku to miano należało do Mieczysława Gracza. Poza tym w obecnym stuleciu nie było młodszego autora gola w ekstraklasie.

„Kolejorz” na stadionie w Bełchatowie ograł podejmujący tam ligowych rywali Raków Częstochowa 3:2. W pierwszej połowie gole dla gości zdobyli Chorwat Karlo Muhar oraz Christian Gytkjaer i nic nie wskazywało, że będą oni mieć kłopoty z sięgnięciem po trzy punkty. Jednak beniaminek nie rezygnował i po dwóch wykorzystanych przez Czecha Petra Schwartza rzutach karnych doprowadził do remisu. Ostatnie słowo należało jednak do Lecha, który za sprawą Gytkjaera przechylił szalę na swoją stronę. W poprzednim sezonie Duńczyk uzyskał 12 goli, ale tylko jednego poza Poznaniem.

Drużynie trenera Dariusza Żurawia służą w tym sezonie obce stadiony, bo przywiozła z nich już osiem punktów i nie doznała porażki. Z kolei beniaminek pozostaje jedynym zespołem grającym bezkompromisowo – na jego dotychczasowy bilans składają się dwie wygrane i cztery porażki.

Do grupy pościgowej za Śląskiem i Pogonią akces zgłasza Piast. W piątek mistrz Polski stracił Patryka Dziczka, który został sprzedany do Lazio Rzym, a w niedzielę pewnie wygrał w Lubinie z Zagłębiem 3:0. To trzecie z rzędu i w sezonie zwycięstwo gliwiczan, którzy od czterech kolejek nie stracili gola.

Szósta z 10 punktami jest Cracovia. „Pasy” pokonały na własnym stadionie pogrążoną w kryzysie Arkę Gdynia 3:1. Wszystkie gole w tym meczu zdobyli obcokrajowcy: Portugalczyk Rafael Lopes, Rumun Sergiu Hanca (czwarta bramka w sezonie) i Holender Pelle van Amersfoort (premierowy gol na polskich boiskach) dla zwycięzców oraz Gruzin Dawit Szirtładze dla gości.

Arka, która na wyjazdach przegrała wszystkie trzy spotkania, z dwoma punktami w dorobku wyprzedza tylko Wisłę Płock.

„Nasza sytuacja w tabeli robi się ciężka. Mamy jednak taki materiał ludzki, jaki mamy. Trzeba coś z tego sklecić. To zespół składany na kolanie. Nie pozyskujemy też piłkarzy pierwszego wyboru. Na razie idzie nam mizernie i jesteśmy postrzegani jako zespół do odstrzału. My jednak nie składamy broni” – powiedział po końcowym gwizdku trener Arki Jacek Zieliński, który w latach 2015-17 pracował w Cracovii.

Atut własnego boiska od początku sezonu wykorzystują piłkarze Górnika. Tym razem w Zabrzu punkty zostawiła kielecka Korona, ulegając 0:3. Gole zdobyli Kamil Zapolnik oraz Hiszpanie Jesus Jimenez i z rzutu karnego Igor Angulo. Zespół trenera Marcina Brosza jest siódmy w tabeli.

Kielczanie doznali trzeciej kolejnej porażki i są na 13. pozycji. „Jestem zaskoczony, bo po poprzednim meczu wydawało mi się, że nie możemy już zagrać gorzej. Jednak dziś pokazaliśmy się z jeszcze gorszej strony. Moim zdaniem Milan Radin, który przez dwa i pół miesiąca leczył uraz, był dziś najlepszy w naszej drużynie i muszę zapytać zawodników, jak to jest możliwe. Wydaje mi się, że do niektórych z nich zbytnio się przyzwyczaiłem, ale ten czas dobiegł końca” – skomentował na gorąco opiekun gości Gino Lettieri.

(PAP)

Categories: Sport

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*