Ekstraklasa piłkarska – Lech wygrał w Płocku, remis w Zabrzu

Zwycięską bramkę dla Lecha zdobył debiutujący w polskiej lidze Tiba fot.Facebook

Piłkarze Lecha Poznań dzięki efektownemu golowi Portugalczyka Pedro Tiby w końcówce pokonali w Płocku Wisłę 2:1, a Górnik Zabrze zremisował z Koroną Kielce 1:1 w niedzielnych meczach inauguracyjnej kolejki ekstraklasy.

Spotkanie w Płocku było nie tylko pojedynkiem dwóch czołowych zespołów poprzedniego sezonu, ale i debiutujących w najwyższej klasie – Serba Ivana Djurdjevica z Lecha i Dariusza Dźwigały, który w trybie awaryjnym zastąpił w Płocku Jerzego Brzęczka przejmującego w poniedziałek oficjalnie obowiązki selekcjonera reprezentacji.

Przy dwóch pierwszych golach – Łukasza Trałki dla gości oraz Gruzina Giorgiego Merabaszwilego dla miejscowych – znaczący był udział bramkarzy, gdyż zarówno Niemiec Thomas Daehne, jak i Jasmin Buric z „Kolejorza” nie popisali się w obu przypadkach. Zwłaszcza pomyłka Bośniaka z polskim paszportem, który źle obliczył lot piłki wychodząc daleko na przedpole, była bolesna.

W 89. minucie po dośrodkowaniu z prawej strony boiska pięknym strzałem z woleja popisał się debiutujący w polskiej lidze Tiba. Tym razem Daehne nie miał nic do powiedzenia.

Tym samym Lech jest jedyną drużyną uczestniczącą w europejskich pucharach, który w 1. kolejce sięgnął po trzy punkty.

Z jednego cieszył się Górnik, który zremisował z Koroną. Tuż po przerwie gola dla zabrzan uzyskał Daniel Smuga, którego trafienie w czwartek w Kiszyniowie zapewniło awans do drugiej rundy kwalifikacji Ligi Europejskiej, a wyrównał w 62. minucie Chorwat Ivan Jukic.

Z remisu bardziej zadowoleni mogą być gospodarze, czego nie krył trener Korony. „Powinniśmy wygrać. Mieliśmy 10 dobrych okazji do zdobycia jeszcze jednego gola, z tego pięć stuprocentowych. Górnicy oddali trzy uderzenia w pierwszej połowie, w drugiej jedno i z tego zdobyli gola. Powinni kupić bukiet kwiatów i czekoladki swojemu bramkarzowi, bo ten rozegrał bardzo dobry mecz” – ocenił Gino Lettieri.

Porażek doznali na inaugurację mistrz – Legia Warszawa i wicemistrz Polski – Jagiellonia Białystok, która w czwartek rozpocznie dopiero zmagania w LE.

Legioniści uporali się co prawda z irlandzkim Cork City, który był pierwszą przeszkodzą w eliminacjach Ligi Mistrzów, ale w kraju sobie nie radzą. Przed tygodniem przegrywając z Arką Gdynia 2:3 przed własną publicznością w meczu o Superpuchar zaprzepaścili szansę na zdobycie trofeum, a teraz przyszła porażka na rozpoczęcie ligi.

Stołeczna drużyna od trzech sezonów nie oddała tytułu i za każdym razem słabo zaczyna kolejny sezon. Dwa lata temu był remis u siebie z Jagiellonią (1:1), przed rokiem porażka w Zabrzu (1:3), a teraz w identycznych rozmiarach przed własnymi kibicami z KGHM Zagłębiem Lubin.

W sobotę piłkarze trenera Deana Klafurica bramkę stracili już w 15. minucie, kiedy na listę strzelców wpisał się Patryk Tuszyński. Na 2:0 podwyższył sześć minut później Filip Starzyński, który wykorzystał rzut karny po faulu Adama Hlouska na Alanie Czerwińskim w polu karnym i interwencji sędziego wideo (VAR). Czech częściowo odkupił swoją winę jeszcze przed przerwą, gdy zmniejszył straty na 1:2. Wcześniej do siatki trafił Fin Kasper Hamalainen, ale był na spalonym i gola nie uznano.

W drugiej połowie Legia miała wiele dogodnych sytuacji na wyrównanie, jednak to goście trafili do siatki. Po raz drugi tego wieczoru gola uzyskał Tuszyński i ustalił wynik.

„Przegraliśmy bitwę, ale nie wojnę. To pierwszy mecz, a sezon jest długi. Tak musimy podchodzić do tej porażki z psychologicznego punktu widzenia. Straciliśmy trzy gole, ale sami zmarnowaliśmy trzy stuprocentowe sytuacje przed straconymi bramkami. Ciężko pracowaliśmy przed sezonem, aby być przygotowanym do walki na trzech frontach. Zagłębie skupiło się jedynie na tym meczu, a my przygotowywaliśmy się do gry co trzy dni” – tłumaczył chorwacki szkoleniowiec mistrza Polski.

W piątek Jagiellonia w Białymstoku uległa Lechii Gdańsk 0:1 po golu już w 10. minucie najskuteczniejszego zawodnika gości w poprzednim sezonie Portugalczyka Flavio Paixao.

„Nie ma nic gorszego niż inauguracja zakończona porażką, choć wydaje mi się, że z przebiegu gry zasłużyliśmy co najmniej na remis” – przyznał trener miejscowych Ireneusz Mamrot.

Dobre nastroje panują po pierwszej kolejce na Dolnym Śląsku, bo wygrało nie tylko Zagłębie, ale i Śląsk Wrocław oraz debiutująca w ekstraklasie Miedź Legnica.

Śląsk w sobotę pokonał Cracovię 3:1. Gole dla gospodarzy zdobyli Piotr Celeban (14.), Portugalczyk Augusto (57.) i Jakub Kosecki (89.), a dla gości trafił debiutujący w polskiej lidze Hiszpan Gerard Oliva (30.). Zaś w piątek beniaminek wygrał u siebie z Pogonią Szczecin 1:0. Zwycięską bramkę zdobył w doliczonym czasie drugiej połowy Fin Petteri Forsell.

„Nie widziałem, aby mój zespół przestraszył się Pogoni. W pierwszej połowie długimi momentami dominowaliśmy na boisku. Podobnie, jak w pierwszej lidze, walczyliśmy do końca i to nam dało upragnionego gola i wygraną. Gratuluję zwycięstwa mojemu zespołowi, które smakuje wyjątkowo” – skomentował trener Miedzi Dominik Nowak.

Bramek nie zobaczyli kibice w Krakowie, gdzie Wisła zremisowała z Arką. Gospodarze mogli objąć prowadzenie w 64. minucie, ale Rafał Boguski nie wykorzystał rzutu karnego. Jego strzał obronił łotewski bramkarz Pavels Steinbors.

„Musimy szanować ten remis, bo był szczęśliwy, ale szczęściu trzeba też pomóc” – ocenił na konferencji prasowej trener Arki Zbigniew Smółka, który debiutował w tej roli. Także szkoleniowiec Wisły Maciej Stolarczyk poprowadził zespół po raz pierwszy.

Inauguracyjna kolejka zakończy się w poniedziałek, gdy beniaminek Zagłębie Sosnowiec podejmie Piasta Gliwice.

(PAP)

Categories: Sport

Comments

  1. Dominik95
    Dominik95 23 lipca, 2018, 01:43

    Brawo Lech!

    Reply this comment
  2. Anonim
    Anonim 23 lipca, 2018, 01:44

    Brawo Lech Poznań!!

    Reply this comment

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*