Ekstraklasa piłkarska – Jagiellonia rozgromiła Arkę. Beniaminek powstrzymał faworyta

Jagiellonia nie miała z Arką najmniejszych problemów fot.Facebook

W inauguracyjnym meczu sezonu 2019/2020 piłkarskiej ekstraklasy Arka Gdynia przegrała na własnym stadionie z Jagiellonią Białystok 0:3 (0:2). Autorem pierwszego trafienia w rozgrywkach był 18-letni Bartosz Bida. W drugim piątkowym meczu beniaminek ŁKS Łódź bezbramkowo zremisował z Lechią Gdańsk.

Jagiellonia nie forsowała w tym potkaniu specjalnie tempa, ale i tak odniosła bezproblemowe zwycięstwo. Z kolei gospodarze, zwłaszcza w pierwszej połowie, popełniali kardynalne błędy w defensywie i po 45 minutach powinni przegrywać wyżej niż 0:2.

W Arce z nowych zawodników po raz pierwszy zagrali Azer Busuladzic z Bośni i Hercegowiny oraz młodzieżowiec Kamil Antonik. W ekipie gości zadebiutowali bramkarz Damian Węglarz oraz Czech Tomas Prikryl, Serb Ognjen Mudrinski i młodzieżowiec Bida.

I właśnie ten ostatni zdobył pierwszą w tym sezonie bramkę. W 6. minucie dynamiczną akcją prawą stroną popisał się Imaz, a wracający z wypożyczenia do Wigier Suwałki 18-letni lewy pomocnik z pięciu metrów umieścił piłkę w siatce gospodarzy.

W 18. minucie było już 2:0 dla „Jagi”. Drugi gol padł w podobnych okolicznościach, a tym razem Imaz wykorzystał dokładne podanie Prikryla. Pozostawiony bez opieki Hiszpan spokojnie przyjął piłkę i bez problemów pokonał golkipera rywali. 180 sekund później Imaz mógł strzelić trzeciego gola, ale uderzył za lekko i Pavels Steinbors złapał piłkę.

Tuż przed końcem pierwszej połowy Bida powinien zdobyć swoja drugą bramkę, jednak tym razem po świetnym zagraniu Prikryla skiksował.

W przerwie trener gospodarzy Jacek Zieliński przeprowadził dwie zmiany – na murawie pojawili się Michał Nalepa i Mateusz Młyński, a opuścili ją bezproduktywni Goran Cvijanovic i Aleksandyr Kolew. Gdynianie mieli optyczną przewagę, ale nie zdołali odrobić strat. Najbliższy szczęścia był w 65. minucie Antonik, który trafił z dystansu w poprzeczkę.

Z kolei zawodnicy z Białegostoku sprawiali wrażenia, jakby ten rezultat absolutnie ich satysfakcjonował i nie kwapili się do bardziej zadecydowanych ataków. W 80. minucie przyjezdnym udało się jednak podwyższyć prowadzenie. Po rzucie rożnym wykonywanym przez wprowadzonego przed chwilą Marko Poletanovica ładnym uderzeniem głową Taras Romanczuk ustalił wynik tego przeciętnego spotkania.

Piłkarzy ŁKS już w pierwszym – po siedmiu latach gry w niższych ligach – meczu w ekstraklasie czekał prawdziwy sprawdzian. Do Łodzi przyjechał bowiem trzeci zespół poprzednich rozgrywek oraz zdobywca Pucharu i Superpucharu Polski. Beniaminek nie przestraszył się jednak Lechii, choć zaczął w pierwszoligowym składzie. W ekipie z Gdańska z pozyskanych latem zawodników od początku zagrali natomiast Maciej Gajos i Serb Zarko Udovicic.

Zgodnie z zapowiedziami trenera Kazimierza Moskala, ŁKS do ekstraklasy wkroczył bez kompleksów i przez długą część pierwszej połowy przebywał na połowie Lechii. Stworzył kilka akcji, którym brakowało jednak wykończenia. Kreował je głównie Hiszpan Daniel Ramirez, którego podania w 7. minucie nie wykorzystał Łukasz Piątek. Z dośrodkowania 27-letniego pomocnika nie skorzystał też Łukasz Sekulski, w następnej akcji w 17. minucie po ładnej wymianie podań z linii pola karnego uderzał Bartłomiej Kalinkowski. Trafił jednak w środek, gdzie ustawiony był Dusan Kuciak.

Niebezpieczne było też uderzenie zza pola karnego samego Ramireza, które głową wybił Błażej Augustyn.

Piłkarze Lechii odważniej zaatakowali dopiero po półgodzinie gry. Najpierw w 34. minucie w krótki róg próbował zaskoczyć Michała Kołbę Serb Filip Mladenovic. Chwilę później bramkarz ŁKS obronił mocny strzał Słowaka Lukasa Haraslina.

Później tempo meczu nieco spadło. Aż do 43. minuty, kiedy czerwoną kartkę po brutalnym faulu na Janie Grzesiku zobaczył pomocnik Lechii Udovicic. Początkowo arbiter pokazał Serbowi żółtą kartkę, ale po wideoweryfikacji kazał mu opuścić boisko.

Przez całą drugą połowę podopieczni Moskala dążyli do wykorzystania gry w przewadze, choć gdańszczanie nie ograniczali się jedynie do obrony. M.in. w 67. minucie kłopoty Kołbie sprawił strzał Haraslina, a pięć minut później bramkarz ŁKS złapał uderzenie Daniela Łukasika.

Bliżej trafienia byli ełkaesiacy, wśród których najczęściej zaskoczyć Kuciaka próbował Ramirez. Słowacki bramkarz był jednak górą m.in. w 59., 72. i 80. minucie. Dobrą okazję zmarnował też Kalinkowski, który strzelił obok słupka. W samej końcówce mocno bramkę gości bombardowali jeszcze Artur Bogusz i Jan Sobociński. Podopieczni trenera Piotra Stokowca do końca spotkania mądrze się bronili, a gracze beniaminka nie mieli pomysłu na rozmontowanie defensywy drużyny z Gdańska.

(PAP)

Categories: Sport

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*