Ekstraklasa piłkarska – grad bramek we Wrocławiu i Gdyni

Lech fot.Facebook

Lech odniósł w Gdyni piąte z rzędu zwycięstwo fot.Facebook

W piątkowych meczach ekstraklasy piłkarskiej Śląsk Wrocław przegrał z Piastem Gliwice 3:4, a Arka Gdynia z Lechem Poznań 1:4.

Kibice obejrzeli we Wrocławiu siedem goli, a na koniec bójkę piłkarzy. Śląsk przegrał trzeci mecz rzędu i jest coraz bliżej strefy spadkowej. Piast zdobył pierwsze punkty na wiosnę i przerwał serię sześciu porażek.

Świetnie rozpoczęli goście, którzy już w pierwszej akcji zdobyli gola. Zaczęło się od błędu Słowaka Roberta Picha, który wyprowadzając akcję spod własnego pola karnego wdał się w pojedynek z Gerardem Badią i ją stracił. Hiszpański pomocnik Piasta zdecydował się na strzał z 20 metrów i trafił idealnie.

Po strzeleniu gola goście cofnęli się na własną połowę i wyczekiwali, co zrobi Śląsk. Wrocławianie byli częściej przy piłce, atakowali, ale mieli duże problemy z przebiciem się przez defensywę rywali. Kilka minut po stracie gola udało się to Hiszpanowi Joanowi Romanowi, który mocno wstrzelił piłkę w środek pola karnego, ale stojący kilka metrów przed pustą bramką Łukasz Zwoliński przepuścił ją między nogami.

To była najlepsza okazja Śląska w pierwszej połowie. Cały czas gospodarze mieli optyczną przewagę, ale razili niedokładnością. Piast popełniał ten sam grzech przy kontratakach. Mecz był toczony w niezłym tempie, ale właśnie przez brak precyzji z akcji obu drużyn nic groźnego nie wynikało.

Druga połowa zaczęła się jeszcze bardziej po myśli przyjezdnych niż pierwsza, bo już po 120 sekundach zdobyli drugiego gola. Po dośrodkowaniu z rzutu wolnego przy biernej postawie defensorów Śląska Słoweniec Uros Korun z bliska wepchnął piłkę do siatki i było już 2:0 dla ekipy trenera Dariusza Wdowczyka.

Śląsk rzucił się do ataków i jedenaście minut później po precyzyjnym strzale Serba Aleksandara Kovacevica z rzutu wolnego było już tylko 1:2. To był początek szalonych kilkudziesięciu sekund na Stadionie Wrocław, bo zaraz po wznowieniu gry od środka boiska bramkę zdobył Badia. Wrocławianie chwilę później odpowiedzieli tym samym i było 2:3. Tym razem płaskim strzałem do siatki posłał piłkę Pich.

W kolejnych fragmentach meczu nadal nie brakowało okazji bramkowych i to dla obu ekip. Gospodarze nie mając nic do stracenie atakowali większą liczbą zawodników, a Piast kontratakował. I właśnie po jednej z takich akcji swojego trzeciego gola zdobył Badia. Hiszpan uderzył zza pola karnego tak, że Lubos Kamenar tylko odprowadził piłkę wzrokiem w górny róg bramki.

Śląsk próbował szybko odpowiedzieć, ale Piast przetrzymał napór gospodarzy. Z minuty na minutę widać było, że mimo dużej przewagi wrocławianie tracą nadzieję na odrobienie strat. Aż do 87. minuty, kiedy obrońcy gości się zagapili i niewysoki Pich strzałem głową nie dał szans Jakubowi Szmatule.

Wrocławianie rzucili się do szaleńczych ataków, a Piast bronił całym zespołem we własnym polu karnym. Przy jednym z rzutów rożnych nawet Kemenar powędrował w pole karne rywali, ale nie udało się już doprowadzić do remisu.

Po końcowym gwizdku doszło do bójki piłkarzy. Sędzia Szymon Marciniak po opanowaniu sytuacji i konsultacji z asystentem ukarał czerwonymi kartkami Łukasza Madeja i Herberta oraz Adama Mójtę żółtą, ale nie jest wykluczone, że Komisja Ligi może ukarać jeszcze innych zawodników.

Lech Poznań odniósł piąte z rzędu ligowe zwycięstwo, w tym trzecie na wyjeździe, ale stracił pierwszą w tym roku bramkę. Ich świetną serię w defensywie przerwał po 458 minutach napastnik gospodarzy Rafał Siemaszko.

Lechici przyjechali nad morze po pięciu triumfach z rzędu – czterech w lidze (z Bruk-Bet Termaliką Nieciecza, Piastem Gliwice, Pogonią Szczecin i Lechią Gdańsk) oraz jednym w półfinale Pucharu Polski z Pogonią. I tylko w konfrontacji z Lechią poznaniakom nie udało się wygrać 3:0 – „Kolejorz” pokonał u siebie lidera ekstraklasy 1:0.

Spotkanie w Gdyni z trybun oglądał ukarany po ostatnim meczu trener poznaniaków Nenad Bjelica, a zespół prowadził drugi szkoleniowiec Austriak Rene Poms. Brak Chorwata na ławce nie przeszkodził jednak gościom w odniesieniu pewnego i wysokiego zwycięstwa.

Ekipa z Poznania mogła objąć prowadzenie już w 18. sekundzie, ale Konrad Jałocha nie dał się pokonać Radosławowi Majewskiemu. W piątej minucie golkiper Arki, przy biernej postawie swojej obrony, skapitulował po raz pierwszy. Po prostopadłym podaniu Szwajcara Darko Jevtica Majewski zacentrował z linii końcowej, a Maciej Gajos wślizgiem z trzech metrów wpakował piłkę do siatki.

W 17. minucie było już 2:0. Jevtic przejął piłkę przed polem karnym gospodarzy, jak tyczki minął trzech rywali i uderzeniem z 16 metrów w długi róg po raz drugi pokonał Jałochę. W tym momencie zanosiło się na pogrom miejscowych, tym bardziej, że sześć minut później po zagraniu Majewskiego sytuacji sam na sam z bramkarzem Arki nie wykorzystał Dawid Kownacki.

Tuż przed końcem pierwszej połowy napastnik Lecha już się nie pomylił. Po długim podaniu z własnej połowy Macieja Wilusza wbiegł między dwóch gdyńskich obrońców i sprytnym strzałem po ziemi zdobył trzecią w tym meczu, a swoją dziewiątą w sezonie, bramkę.

Do przerwy gospodarze nie zdołali zagrozić rywalom, ale jedna z pierwszych ich akcji po wznowieniu gry zakończyła się powodzeniem – w 52. minucie świetnie w polu karnym gości zachował się Siemaszko, który strzelił poznaniakom pierwszego w tym roku gola.

Beniaminek ekstraklasy zagrał w drugiej połowie odważniej, ale nie zdołał już pokonać Matusa Putnocky’ego. Prowadzenie powiększył natomiast Lech. W 79. minucie po dośrodkowaniu z rzutu wolnego Rumuna Mihaia Raduta skuteczną główka popisał się Marcin Robak, który cztery minuty wcześniej zastąpił Kownackiego. Było to 13. trafienie 34-letniego napastnika w rozgrywkach.

(PAP)

Categories: Sport

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*